1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

„Wróg doskonały” hipnotyzuje i nie pozwala o sobie zapomnieć. Recenzujemy zagraniczny debiut Tomasza Kota

wróg doskonały recenzja tomasz kot
227 interakcji
dołącz do dyskusji

„Doskonałość osiąga się nie wtedy, kiedy nie można już nic dodać, ale raczej wtedy, gdy nie można nic ująć” - taki cytat z „Ziemi, planety ludzi” usłyszymy na początku „Wroga doskonałego”. I chociaż z filmu można by ująć naprawdę wiele, to zabawa podczas seansu jest przednia.

On - światowej sławy architekt. Ona - roztrzepana Holenderka. Przypadkowe spotkanie w drodze na lotnisko stanie się początkiem trzymającej w napięciu psychodramy. Texel Textor nie zechce bowiem opuścić Jeremiasza Angusta i swoimi opowieściami każe mu wracać myślami do traumatycznych wydarzeń z przeszłości. Inicjowane przez bohaterkę pozorne small talki mają ukryty cel. Historie o trudnym dzieciństwie i dokonanym dawno temu morderstwie, czy poznaniu miłości swojego życia wydają się początkowo wyssane z palca. Z czasem jednak na szyi protagonisty zaciska się pętla, a my odkrywamy ich sens.

Kike Maillo tworzy filmową mozaikę, na osi czasu rozrzucając kolejne elementy układanki i każąc nam składać je w spójną całość. „Wróg doskonały” to jedna z tych produkcji, w których clou zabawy leży w finałowym zwrocie akcji. To do niego narracja konsekwentnie zmierza, aby pozostawić widza w stanie oniemienia. Nie jest to najlepsze podejście, bo każdy kto miał styczność z prozą Amelie Nothomb, niekoniecznie nawet z „Kosmetyką wroga”, na podstawie której powstał scenariusz, nie będzie miał problemu z przewidzeniem zakończenia. Całej reszcie pozostają pojawiające się tu i ówdzie poszlaki, sugerujące nadchodzący twist.

Maillo nie jest jednak Davidem Fincherem i tkana przez niego misterna sieć powiązań nieraz się rozpada.

Bez przerwy silnie pobrzmiewają tu echa pretensji. Jakby elokwentne dialogi, sposób budowania tajemnicy, a nawet kolorystyka i komponowanie kadrów miały odwrócić naszą uwagę od fabularnych mielizn. Głębia pojedynczych scen pozostaje w sferze życzeniowej i trudno zauważyć ją na ekranie. Protekcjonalny ton skutecznie ją zagłusza. Na szczęście we „Wrogu doskonałym” nie chodzi wcale o jego drugie dno, czy nawet oryginalność. We wszystkich jego wadach, jest też sporo hipnotyzującej energii, która na przestrzeni niespełna półtorej godziny napędza nasze zainteresowanie fabułą.

Podczas seansu w głowie huczy wiele pytań, a twórcy z uśmiechem na ustach bez przerwy każą nam zadawać sobie kolejne. Bawią się swoją opowieścią zmieniając charakterystyczny dla komedii romantycznych punkt wyjścia, w pełnokrwisty thriller psychologiczny. Odważnie sprowadzają nas na manowce, zacierając granice między tym co rzeczywiste, a tym co jest jedynie wytworem wyobraźni bohaterów. Obydwoje coś ukrywają. Ich tajemnice kryją się w tych nic nieznaczących rozmowach i pogrzebanych wspomnieniach, które ożywają przed nami z podwójną mocą.

Oczywiście, z grubsza rzecz ujmując jest to teatr jednego aktora. Przecież z naszego punktu widzenia najważniejsze jest to, jak Tomasz Kot wypadł w swoim zagranicznym debiucie. Poszło mu bardzo dobrze i nadał Jeremiaszowi ludzki, romantyczno-tragiczny wymiar. Jednakże na ekranie najbardziej błyszczy Athena Strates. Ta młodziutka i o wiele mniej doświadczona aktorka co chwilę kradnie całe show. Stopniowo uwalnia pokłady szaleństwa Texel i jest tak samo przekonująca gdy robi maślane oczka prosząc o pomoc w dostaniu się na lotnisko, jak i kiedy z nożem w ręku przemierza męską toaletę. Jest całkowitym zaprzeczeniem skrytego w sobie głównego bohatera i robi wszystko, aby to na każdym kroku uwydatniać.

Aktorski pojedynek, a raczej taniec odtwórców głównych ról jest najlepszym, co „Wróg doskonały” ma do zaoferowania.

Kot i Strates czerpią z wzajemnej energii, wytwarzając fascynującą chemię między bohaterami. Tym samym przez cały seans siedzi się na samym skraju kinowego fotela, czekając na to, co zaprezentują w kolejnej scenie. Dzięki nim wszystkie scenariuszowe i formalne niedociągnięcia tracą na znaczeniu i gubią się w serwowanej nam emocjonalnej przejażdżce. Twórcy może i nie mają za wiele do powiedzenia, ale fakt ten udało im się ubrać w całkiem fascynujący film. Powstało w ten sposób kino, które nie pozwala szybko o sobie zapomnieć.

„Wróg doskonały” już w kinach.