1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

„Rojst” od Netfliksa jest lepszy od tego Showmaksa. Widzieliśmy „Rojst '97"

rojst recenzja

Nikt na to nie czekał, a i tak przyszło. Netflix przywrócił do życia najlepszy serial oryginalny serwisu Showmax. Dobra wiadomość jest taka, że czerwony gigant VOD zrobił go jeszcze lepiej.

Zaledwie kilka lat temu myśleliśmy, że na polskiej scenie serwisów VOD pojawił się nowy gracz, który podgryzie lekko Netfliksa. Tymczasem jest rok 2021, Showamax nie istnieje, Netflix ma się świetnie, a najgłośniejsza produkcja tego pierwszego może stać się czarnym koniem tego drugiego. Dziwnie toczą się te wojny streamingowe, ale zebraliśmy się tu z innego powodu.

„Rojst”, który od jakiegoś czasu dostępny jest na Netfliksie, zabierał nas do bezimiennego miasteczka położonego najprawdopodobniej na Ziemiach Odzyskanych, gdzie zamordowany zostaje pewien działacz partyjny i pewna prostytutka. Niedługo wcześniej samobójstwo popełniła para nastolatków. Sprawy łączą się ze sobą na swój sposób, a wyjaśnieniem ich zajmuje się dwóch dziennikarzy – młody adept Piotr Zarzycki (w tej roli Dawid Ogrodnik) i doświadczony Witold Wanycz (Andrzej Seweryn). Mężczyzn dzieli wszystko przez wiek, doświadczenie, aż po podejście do świata – Zarzycki jest idealistą, a Wanycz zmęczonym życiem i trochę zrezygnowanym cynikiem. Gdy wpadają na trop możliwych sprawców, śledztwo nabiera rumieńców, a tajemnicza miejscowość zaczyna odkrywać zupełnie drugie, bardzo przykre, oblicze.

Jednym z zarzutów dotyczących pierwszego „Rojsta” było niezbyt satysfakcjonujące zakończenie.

rojst recenzja

Nie chodzi już nawet o samo rozwiązanie intrygi, ale fakt, że serial nie powiedział nam w satysfakcjonujący sposób, jaka historia kryje się za dramatem, który rozegrał się w lesie – a tym bardziej, o co dokładnie chodziło z Elsą Koepke.

„Rojst 97” naprawia błędy poprzednika i wlewa treść tam, gdzie zabrakło jej w poprzedniej serii. Co ważne – robi to naprawdę w świetnym stylu. Jest tu co prawda odrobinę mniej finezji, ale jednocześnie nie brakuje prawdziwych emocji, nie tylko tych zreferowanych przez bohaterów, ale też widocznych.

Zagadka kryminalna i wielka powódź z 1997 roku

rojst recenzja

„Rojst 97”, co nie jest zaskoczeniem, jeśli przeczyta się ze zrozumieniem tytuł, przenosi nas kilkanaście lat w przód, do 1997 roku. Tłem dla wydarzeń, które się rozegrają, jest tak zwana powódź tysiąclecia. Dostajemy więc spojrzenie na miasto, które dopiero co podnosi się z klęski żywiołowej. Co ciekawe (i w sumie można to poczytać jako wadę) wiele z efektów podtopień ma tu wydźwięk komiczny, jak na przykład wtedy, gdy widzimy oficera suszącego dokumenty suszarką do włosów.

Trzeba jednak przyznać, że to, za co docenialiśmy 1. sezon „Rojsta”, w drugim wypada jeszcze lepiej. Chodzi rzecz jasna o świetny klimat niewielkiego prowincjonalnego miasta w czasie kryzysu. Dostajemy więc całą masę przejmujących obrazów potransformacyjnej miejscowości. Warto dodać, że „Rojst 97” bazuje tu na kontrastach – z jednej strony jest miasteczko, które przeżyło powódź i brutalną zmianę systemów politycznych, a z drugiej rozrost nowych osiedli, boom na rynku nieruchomości.

W takich okolicznościach poznajemy dwójkę nowych bohaterów – Annę Jass (w tej roli Magdalena Różczka) i Adama Mikę (gra go Łukasz Simlat). Wpadają oni na trop młodego chłopaka, który wygląda na przypadkową ofiarę powodzi tysiąclecia. Tu wszystko dzieje się wedle prawideł opowieści kryminalnych – sprawa wcale nie jest tak prosta, jak się wydaje. Do miasteczka wraca również Piotr Zarzycki, który nie jest już szeregowym oficerem, ale obejmie stanowisko kierownicze w swojej starej gazecie. Jego losy zwiążą się znowu z Witoldem Wanyczem.

Choć oczywiście widz znający pierwszą część będzie chciał dowiedzieć się, co u znanych bohaterów, to cały serial kradnie Łukasz Simlat. Jego kreacja jest tak żywa, dwuznaczna i mięsista, że choć „Rojst 97” to wysoka, aktorska półka, to właśnie postać Adama Miki wybija się tak, że czasem zapominamy, że to nie on jest tu głównym bohaterem.

Najmniej chcę i powinienem mówić o samej zagadce, bo ta broni się przede wszystkim tłem, bohaterami, nie zaś tym, jak została napisana. Mam wrażenie, że pierwsza część „Rojsta” ciąży jej i przez to dość łatwo wpaść na to, o co w tym wszystkim chodzi. Zwłaszcza że – i tu uwaga dla nowych widzów – nie da się oglądać nowej części bez znajomości starej, to znaczy da się, podobnie jak da się wstać o 5.00 rano tylko po to, żeby posprzątać mieszkanie, tylko że obie rzeczy nie należą ani do przyjemnych, ani przesadnie uzasadnionych.

Finalnie „Rojst 97” okazuje się znacznie lepszy niż poprzednik. To serial nieidealny, miejscami zbyt prosty, ale o bardzo trwałych fundamentach, doskonałej grze aktorskiej i niezłym zacięciu społecznym. Nie mam wątpliwości, że to jedna z najlepszych polskich produkcji od Netfliksa.

Serial w serwisie zadebiutuje już 7 lipca.