1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Media odkryły, że saga Martina będzie miała inne zakończenie niż „Gra o tron”. Brawo, jak tak dalej pójdzie, odkryją, że woda jest mokra

Gra o Tron zakończenie Saga Lodu i Ognia

Książkowa seria „Pieśń lodu i ognia” zakończy się inaczej niż „Gra o tron” odkryły niedawno niektóre polskie media i w pogoni za sensacją uczepiły się wypowiedzi George'a R.R. Martina. To nie jest błędne założenie, ale czy jest choć trochę zaskakujące? Na pewno nie dla kogokolwiek, kto czytał powieści ze słynnego cyklu fantasy,

George R.R. Martin nigdy nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o swój stosunek do 8. sezonu „Gry o tron” i finałowego epizodu, który zdenerwował tak wielu widzów z całego świata. Nie ma w tym nic dziwnego, bo pisarzowi po prostu nie wypada krytykować serialowej adaptacji. Wciąż aktywnie współpracuje z HBO i zapewne zostałoby to przez firmę odebrane jako działanie na jej szkodę. A z drugiej strony nie może sobie też pozwolić na zbyt wylewne pochwały pod adresem Davida Benioffa i D.B. Weissa, bo wtedy alienowałby dużą część swojego fandomu (i tak dosyć ciętego na Amerykanina z powodu opóźniającej się premiery „Wichrów zimy”). Dlatego Martin stawia na milczenie i okazjonalne niejasne wypowiedzi.

Nie można tego natomiast mylić ze stosunkiem Martina do kilku innych kwestii związanych z finałowym sezonem. Twórca „Pieśni lodu i ognia” nigdy nie ukrywał, że zdenerwowało go, gdy serial wyprzedził akcję książek, co automatycznie zmusiło go do opowiedzenia własnej historii w drugiej kolejności. Tak jakby przedstawiał wersję alternatywną, a nie oryginalny plan. Kilkanaście dni temu George R.R. Martin potwierdził zresztą ten sentyment przy okazji rozmowy z kanałem WTTW Chicago. Pisaliśmy o innej części tego wywiadu, w której trakcie twórca książek, opowiadań i scenariuszy zdradził planowaną datę premiery „House of the Dragon”. Część polskich mediów długo po tym fakcie obudziła się jednak w poszukiwaniu sensacji, że Martin może powiedział wtedy coś jeszcze. I poczuli się jakby natrafili na ukrytą głęboko żyłę złota. Bo w sumie to mimochodem stwierdził, że przygotowywane przez niego zakończenie będzie „jego zakończeniem”. A skoro jego, to nie serialowym, czyli innym.

Polskie media odkryły, że książki będą miały inny koniec niż „Gra o tron”. To było od dawna oczywiste.

Odłóżmy na chwilę do szuflady dosyć oczywistą kwestię autorstwa, o którą równie dobrze mogło chodzi Martinowi. Bo nawet jeżeli faktycznie miał na myśli inne zakończenie, to przecież żaden z jego czytelników nie potraktuje tego jako sensacji. To oczywiste, że „Wichry zimy” i „Sen o wiośnie” nie będą w całości odpowiadać wydarzeniom z serialu. Na tym etapie to już po prostu niemożliwe. Obie wersje odróżnia od siebie zbyt wiele wyciętych i przerobionych wątków, zbyt wiele postaci usuniętych lub scalonych. W serialu Catelyn Stark nigdy nie wróciła jako Pani Kamienne Serce, a wątek Aegona Targaryena znanego jako „Młody Gryf” w ogóle nie zaistniał. „Gra o tron” wymyśliła Nocnego Króla, a w książkach takiej postaci nie ma. Nie wspominając o dziesiątkach kolejnych różnic związanych z innymi charakterami czy motywacjami postaci.

Euron Greyjoy w powieściach to zupełnie inny mężczyzna, którego rola w ostatecznym rozwiązaniu sprawy Żelaznego Kroku i nadejściu zimy będzie zapewne o niebo większa niż w 7. i 8. sezonie serialu. A to tylko jeden z całej listy bohaterów, których serialowe i książkowe wersje nie mogłyby być od siebie bardziej odmienne. Czy to oznacza, że dostaniemy zupełnie inny finał? Zapewne nie, bo przecież Benioff i Weiss operowali na spoilerach od George'a R.R. Martina. Dlatego kluczowe elementy fabuły zapewne pozostaną takie same. Jon Snow okaże się Targaryenem, Danerys wpadnie w odmęty szaleństwa a może nawet Bran Stark zostanie królem. Ale każda z tych kwestii zostanie umiejscowiona w zupełnie innym kontekście. Czy Bran nadal będzie sobą w książkach? A może w jego ciele na stałe zagości Brynden Rivers znany jako Trójoka Wrona? W takim wypadku teoretycznie identyczne wydarzenie w praktyce wywoła skrajnie odmienne emocje. Podobnie będzie z dziesiątkami innymi rozwiązań najważniejszych wątków.

George R.R. Martin może oczywiście stwierdzić, że jakiś element zakończenia podanego showrunnerom mu się nie podoba i je zmienić. Tego nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

Tylko garstka osób wie, co dokładnie pisarz powiedział dwójce filmowców odpowiedzialnych za „Grę o tron”. Nie ma jednak sensu rozważać, czy ich jakoś oszukał lub zmienił zdanie po negatywnym odbiorze 8. sezonu. Nawet gdyby tak było, to najprawdopodobniej nigdy się tego nie dowiemy. Nie zmienia to jednak faktu, że w wypowiedzi udzielonej przez Martina kilkanaście dni temu nie ma nic zaskakującego czy kontrowersyjnego. To zakończenie będzie jego zakończeniem i nie będzie takie samo jak w serialu. Zdaniem największych purystów, dla których adaptacja zawsze będzie przefiltrowaną wersją oryginału, było to oczywiste od samego początku. Ale nawet mniej zaangażowani fani serialu HBO i powieści George'a R.R. Martina wiedzą to od dawna. Naprawdę nie ma co robić sensacji z rzeczy oczywistych.