1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Książki

Wyciągaj kajdanki i czarną bieliznę. Po pandemii czeka nas druga rewolucja seksualna

seksualne życie polaków opinie Wywiad
136 interakcji
dołącz do dyskusji

W krzakach obok jednej z najczęściej uczęszczanych ulic Warszawy, w lokalach w środku miast i miasteczek, podczas egzotycznych wczasów w dalekich krajach – wszędzie tam można znaleźć ślady seksualnej rewolucji, która dokonała się według nich ostatnimi czasy w Polsce. Rozmawiamy z Magdą i Piotrem Mieśnikami o tym, jak dziś wygląda „Seksualne życie Polaków”.

Internet zmienił wszystko, także to jak kochamy. Autorzy „Seksualnego życia Polaków” zajrzeli tam, gdzie tę zmianę widać najlepiej – do nocnych saun, kubów dla swingersów i w nadwiślańskie krzaki, a skala tego, co zobaczyli, przeszła ich najśmielsze oczekiwania. Bo pejcze, liny do wiązania czy kamerki coraz częściej można je znaleźć pochowane w szafach naszych sąsiadów, kolegów z pracy lub szefów.

Seksualne życie Polaków – jakie jest? Magda i Piotr Mieśnikowie mówią, jak jest

Matylda Grodecka: Już na samym początku książki jest kontrowersyjnie. Piszecie, że przez Polskę przetoczyła się niedawno rewolucja seksualna, co przez to rozumiecie? 

Piotr Mieśnik: Kiedy czyta się te tak zwane damskie, kolorowe magazyny, można się tam często spotykać z podejściem, że Zachód jest bardzo wyzwolony, Polacy są kiepskimi kochankami i generalnie jesteśmy takim zaściankiem seksualnym Europy. W części innych mediów obraz polskiej seksualności też jest bardzo konserwatywny. Pewnie cieniem kładzie się na polski seks to, że jesteśmy nadal w większości katolickim krajem z mocnym oddziaływaniem Kościoła. Mieliśmy takie przekonanie, że właśnie tak o sobie myślimy, że jesteśmy konserwą i odstajemy od Zachodu. 

Nasza teza publicystyczna jest taka, że jeśli się wejrzy trochę głębiej w rzeczywistość, to wszystko to, co się w seksie dzieje na świecie, u nas też się dzieje. Być może skala jest inna, ale nie jest tak, że Polacy są z założenia konserwatywni i zachowawczy. Naprawdę są grupy ludzi, którzy już eksperymentują i próbują nowych rzeczy. Pamiętam, jak kiedyś czytałem książki Henry'ego Millera czy nawet Głowackiego, oni opisywali tam różne orgiastyczne imprezy, a ja myślałem wtedy: „o kurcze, jakie tam rzeczy się działy”. A tu nagle się okazuje, że to nie ma co szukać hen daleko, trzeba się tylko rozejrzeć wśród nas i to wszystko się już dzieje. Jeśli ktoś chce w ten sposób eksperymentować, to ma z kim i ma do tego możliwości. To już nie są rzeczy dla wybranych, dla tajemnego zakonu, gdzie trzeba znać hasła albo mieć dużo pieniędzy, to jest na wyciągnięcie ręki, a internet się do tego przyczynił. 

Czy rzeczywiście macie wrażenie, że to, co opisujecie w książce, to polski seks czy jednak nadal wasi bohaterowie to raczej niewielki odsetek Polaków? 

Magda Mieśnik: Na pewno jest to popularniejsze zjawisko niż promil czy nawet procent. Świadczy o tym choćby fakt, że bardzo łatwo było nam dotrzeć do bohaterów i ich liczba zwróciła naszą uwagę.To nie są dziesiątki czy setki osób, ale dużo, dużo więcej, skala naprawdę jest znacznie większa niż się na początku spodziewaliśmy. 

PM: Pisząc tę książkę i zbierając materiały, zetknęliśmy się ze wszystkim, co można sobie wyobrazić, ale nie władowaliśmy wszystkiego do niej. Selekcjonując materiały, wybraliśmy te zdarzenia i praktyki, które dotyczą szerszych grup, a nie są tylko jednostkowym lub promilowym zjawiskiem. To, co nas zaskoczyło, to cuckloading, czy po polsku rogaczenie. Stereotypowo samce są zazdrosne, zaborcze, bronią swoich partnerek, żon, kobiet, a nagle się okazuje, że popularną i dość częstą praktyką seksualną jest udostępnianie partnerki innym mężczyznom i czerpanie zadowolenia seksualnego z oglądania tego, z tego, że ktoś inny ją zadowala.

Obserwując te pary, widzieliśmy, że różne względy za tym stały. Widzieliśmy jak mężczyzna, który nie jest w stanie z różnych względów zaspokoić kobiety, kochając ją, pozwala jej pod własną kontrolą odbywać stosunki. Są pary, w których mężczyznę po prostu kręci, to, że jego kobieta jest w stanie tak podniecić innych. Są oczywiście sytuacje, kiedy to kobieta się podnieca tym, że „poniża” w ten sposób swojego partnera, a on tę uległą postawę przyjmuje. W ramach tego jednego zjawiska, które okazało się, zaskakująco dla nas, popularne, jest ileś odmian. Właśnie na takich większych rzeczach staraliśmy się skupiać, bo nie chcieliśmy, żeby to była książka o ciekawostkach, ale raczej o trendach i modach. 

Macie poczucie, że w związku z tymi nowymi trendami łatwiej się seks monetyzuje? Nie chodzi mi tu tylko o kamerki, ale też o agencje organizujące wczasy dla swingersów czy kluby BDSM. 

MM: I łatwiej się monetyzuje, i jest większe zapotrzebowanie na różne usługi. Kobieta, która zarabia jako domina, musiała wcześniej dorabiać różnymi sposobami – czerpała dochody aż z pięciu źródeł – kolczykowała, robiła tatuaże, i jeszcze miała normalną pracę. Teraz się skupia głównie na BDSM, bo jest takie zapotrzebowanie. W czasie pandemii dostosowała się i przez internet wydaje polecenia swoim psiakom, jak nazywa klientów, i jak oni chcą być nazywani.

PM: Mamy portale, gdzie złożenie swojego konta to kilka minut. W łatwy sposób da się na nich zarabiać, stosując żetony czy kredyty, mamy BLIKA, więc przelew też łatwo dostać. To trochę zahacza o tematykę naszej poprzedniej książki, czyli „Prostytutki. Tajemnice płatnej miłości”. Tam też stawialiśmy tezę, że rozwój i dostępność usług seksualnych w internecie przyspieszył niesamowicie. Internet też pozwolił części osób zajmujących się płatną miłością wyrwać się ze świata alfonsów i półświatka. Internet daje kontakt z drugim człowiekiem, dzięki temu są teraz ludzie, którzy zarabiają na seksie, nie mając tego patologicznego nawisu alfonsów i świata przestępczego. 

Minął ponad rok, odkąd ogromna część naszego życia przeniosła się do Internetu, zmieniły się w tym czasie nasze rytuały i zwyczaje. Myślicie, że cześć z tych zmian zostanie z nami na stałe, czy gdy już wrócimy w nową normalność, wszystko wróci na stare tory? 

MM: Nie wiem, czy to nie za mocna teza, ale może się wydarzyć druga rewolucja seksualna (śmiech). Ludzie są tak spragnieni kontaktu międzyludzkiego, że boję się, ile teraz będzie zdrad, jak ludzie ruszą na imprezy, niekoniecznie ze swoimi partnerami. 

PM: Moim zdaniem to pójdzie dwutorowo. Z jednej strony tak jak mówi Magda, podejrzewam, że rzeczywiście ludzie rzucą się w starą rzeczywistość i zaczną więcej eksperymentować. Ale myślę też, że jest ten drugi tor, że pandemia nas przorała, przyszpila do biurek i domów i sprawiła, że mniej chętnie zrzucamy dresy, fizycznie się zapuściliśmy i mamy tę perspektywę, że wystarczy zostać przy komputerze, odpalić popularną w Polsce stronkę z kamerkami i ma się pełen wybór przeżyć i doznań. Oczywiście bez fizycznego kontaktu, ale dla wielu ludzi to jest nie tylko wystarczające, ale i lepsze niż zwykły seks. To widać po osobach, które są uzależnione od porno i są w stanie tylko w ten sposób się spełnić. 

Za to na potwierdzenie tej tezy, o której mówi Magda – cały czas jesteśmy w niektórych z tych miejsc w internecie, które badaliśmy, i obserwujemy, co się tam dzieje – kluby swingerskie w pandemii obchodziły przepisy i były pootwierane, ale teraz jest na nie wielki boom, wielki powrót. One pękają w szwach, są już nawet problemy, żeby się dostać na imprezę. 

MM: To samo z saunami, też są przepełnione, ciężko się dostać na nocne saunowania, trzeba się wcześnie ustawić w kolejce. 

No właśnie, sauny. Byliście tam nocą, byliście też w klubie swingerskim. Było takie miejsce, w którym nie czuliście się komfortowo?

MM: Miałam takie obawy przed pójściem do klubu dla swingersów pierwszy raz. Bałam się, że ktoś może być natrętny, że dla kogoś „nie” niekoniecznie będzie znaczyło „nie”, ale okazało się, że te zasady jednak są bardzo przestrzegane. To nie jest tak, że ktoś podchodzi i prosto z mostu mówi, że czegoś oczekuje. Jest tam trochę uwodzenia, trochę wstydu, ja też się nieraz zarumieniłam, bo jednak u panów ich wrażenia są bardziej widoczne niż u pań, ale etykieta jest tam jednak bardzo przestrzegana i jeśli ktoś nie ma na nic ochoty to może tylko stać i się przyglądać. Niikt nikogo do niczego nie zmusza i to hasło, które usłyszeliśmy na początku „nic nie musisz, możesz wszystko” jest przestrzegane. 

PM: Spodziewałem się w takich miejscach mnóstwa natarczywych mężczyzn, tak zwanych lepkich rączek, nic takiego nie miało miejsca. Wprawdzie przebywa się tam niekompletnie ubranym, są drinki, ale kultura jest porównywalna do normalnych imprez. 

Jak tak opisujecie, to brzmi nawet lepiej niż w niektórych warszawskich klubach.

MM: Moim zdaniem lepiej, nikt tam nie poczuje obcej ręki na sobie, oczywiście, jeśli nie chce poczuć. 

PM: Ale warto dodać, że to nie tylko taki idylliczny obraz. Są też miejsca obleśne, brudne śmierdzące, takie, w których strach usiąść, obetrzeć się o ścianę, bywa różnie. 

No tak, nie wszystko jest takie różowe. Opisujecie też nieprzyjemne sytuacje, które spotkały waszych bohaterów, na przykład nimfomankę, która spotyka się regularnie z niechęcią i złością. Dlaczego tak silnie reagujemy na coś, co jak powiedział jedne z waszych bohaterów "jest tylko seksem"? 

PM: Wróciłbym do naszego kręgu kulturowego, który jest mocno naznaczony wartościami Kościoła katolickiego. Sam nie ukrywam, że wyrosłem z takiego domu, chodziłem do liceum katolickiego, dopiero moje świadome wybory spowodowały, że światopoglądowo jestem teraz gdzie indziej, ale gdzieś cały czas w głębi duszy mi to ciąży. Kiedy idę do takiego klubu, rozbieram się, wprawdzie nie całkiem do naga, ale jednak, z tyłu głowy mam, że to jest niewłaściwie. Myślę, ze dla często ludzi to jest niezgodna na to, że czymś świat może być diametralnie różny od naszego. Choć nie oznacza to, że on jest zły, po prostu nie trzeba do niego wchodzić. My naprawdę staraliśmy się, żeby nie użyć nawet pół słów, które by oceniało jakieś praktyki.

MM: Nawet w wypadku podglądaczy.

Przyznaję, że podglądacze to moja granica. Czytając o waszym bohaterze, miałam reakcję: „no nie, to już jest przegięcie”.

PM: My też mamy różne opinie na te tematy. To nie jest tak, że wszystkiemu, co opisaliśmy, sami prywatnie chcielibyśmy się oddać. Nie chcemy wchodzić na barykady światopoglądowe, nie namawiamy na przystąpienie do rewolucji, chcemy ją pokazywać, nie oceniamy tych światów. To też jest chyba znak czasów i gdzieś to w książce delikatnie zaznaczyliśmy, że nawet w świecie nauki podejście do różnych tematów się zmienia. Wystarczy sięgnąć w historię pamięcią, homoseksualizm kiedyś był uważany za dewiację. Teraz też jet tak, że niektóre zachowania były przez seksuologów traktowane kiedyś jak zboczenia czy objawy choroby, jak choćby BDSM, a teraz będą rozpatrywane w ramach zwykłych seksualnych zachowań.