1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Dramy

Korwin-Mikke poszedł do sklepu w samym gaciach. Zaraz zostanie nową ikoną ciałopozytywności

janusz korwin mikke majtki body positive
2617 interakcji
dołącz do dyskusji

Internauci rozgrzali się do czerwoności, bo zobaczyli golasa w majtkach. Oczywiście, gdyby to był Tom Hardy, reakcje byłyby pewnie zupełnie inne, jednak bohaterem ostatnich nagłówków jest 78-letni Janusz Korwin-Mikke. Sezon ogórkowy 2021 możemy uznać za otwarty!

Odrzućmy na bok wszelkie animozje polityczne i skupmy się tylko na tym konkretnym przypadku. Media, również te społecznościowe, obiegło zdjęcie, na którym „Krul” wychodzi ze sklepu w Otwocku w stroju Adama, ale zamiast listka figowego, ma zwykłe czarne slipki.

I znów powróciła odwieczna dyskusja o podwójnych standardach: czy wypada mężczyźnie wychodzić na ulicę z gołym bebzolem? Czy widok kobiety w bikini idącej chodnikiem jest gorszący? Dlaczego na plaży można chodzić w stringach lub z gołą klatą, ale kiedy oddalimy się 100 metrów od brzegu to już jest to be? Czy tylko modelki i modele mogą paradować w samej bieliźnie?

Możliwe, że nie jest to zgodne z zasadami savoir-vivre, ale przy ostatnich topiących asfalt upałach to chyba naprawdę nie jest ważne. W czasach rosnącego w siłę ruchu ciałopozytywności tym bardziej. Przecież każdy z nas jest zbudowany z tych samych pierwiastków, powinniśmy się więc wzajemnie akceptować.

I przyzwyczajać do takich widoków, bo dni z piekła rodem w kolejnych latach będzie przybywać. Obecnie niestety bardziej nas rusza nagi dziadek w sklepie, a nie zmiany klimatyczne.

Nie wszyscy skrytykowali „ubiór” polityka. Jest w nas nadzieja na normalność.

Może i Korwin-Mikke nie jest chadem, a jego majtki nie każdemu się podobają (osobiście preferuję bokserki), ale pięknie pokazuje, na czym polega życiowa filozofia „miej wyj*bane, a będzie ci dane”. Szkoda, że wiele z nas pewnie dopiero na starość porzuci ten nieracjonalny kult ciała i będzie się ubierać i wyglądać jak chce.

Jaka jest właściwie historia tej fotografii? Możliwe, że rzuciło wam się w oczy wcześniejsze zdjęcie z Instagrama, którym pochwalił się „Krul” - tak, to z tym wybitym palcem. Boli od samego patrzenia, więc zalecam je tylko stałym bywalcom zamkniętego serwisu Rotten.com.

Przy robocie w ogródku wyskoczyłem na chwilkę coś kupić. Nie chciało mi się ubierać, bo ubieranie ze złamanym palcem jest trudne. Żona mnie podwiozła, wyskoczyłem i wróciłem do domu — powiedział Korwin-Mikke w rozmowie z „Interią”.

Dodał też, że upały dawały mu się we znaki. Może teraz w końcu uwierzy w „Straszliwe Globalne Ocieplenie”? Myślę jednak, że na to już za późno. Prędzej przyjmie do wiadomości, że nieświadomie promuje nie tylko wolnościowe, ale i lewicowe przesłania. Szczególnie że od kilku lat „szokuje” media (zakrawa to trochę o jakiś fetysz), bo gdzieś wyskoczył w samych majtkach. O rany Janusz!

To ironiczne, że „masakrator lewaków”, jest żywym dowodem na to, dlaczego powinniśmy wspierać niekonserwatywną ciało-pozytywność.

Właśnie po to, by potem widok gołego chłopa nie był sensacją. Jeżeli nie będziemy się wstydzić swoich ciał i nie będziemy odwracać wzroku od innych, to takie zdjęcia paparazzi stracą rację bytu. Będzie to dla nas czymś tak samo zwyczajnym jak 40-stopniowe upały za kilka lat.

Ostatnio znalazłem pojęcie, które z pewnością spodoba się tym krytykom ruchu body-postive, którym nie podoba się promowanie otyłości (z czym się zresztą zgadzam). Mowa o stojącym wobec tego w kontrze body-neutrality. To ruch, który został zapoczątkowany w 2005 roku.

Głosi on, że wymagane przez body-postive pokochanie swojego ciała nie zawsze jest możliwe. Trudno to zrobić, jeśli nienawidzimy naszego wyglądu. Ponadto skupiamy całą uwagę na fizyczności. Przeradza się to z czasem w obsesję. Dlatego należy spojrzeć na nasze ciało jako na instrument, o który się troszczymy, słuchamy go i dbamy o jego kondycję.

Bez presji. Przyjmując też, że nie jest ono naszą najważniejszą cechą. Jednak to właśnie ciało daje nam ogromne możliwości – pozwala nam spełniać nasze marzenia np. „nosi nas” w odległe zakamarki naszej planety, a także daje nam dużo szczęścia – w różnych aspektach: od radości płynącej z jedzenia pizzy (szczególnie hawajskiej!), po, hehe, sami wiecie co.

Przestajemy też wtedy ciągle myśleć o naszych rozmiarach i defektach, akceptujemy i szanujemy ciało, a ono nam się odwdzięcza. Brzmi to jak jakieś hippisowskie bajania („Moje ciało to moja świątynia”), nie jest proste we wdrożeniu, ale czyż takie podejście nie jest zdrowsze psychofizycznie? Gwarantuje też, że chodzenie w gaciach po ulicy, bo jest turbo-gorąco, nie będzie dla nas wyzwaniem.

* zdjęcie główne: www.instagram.com/januszkorwinmikke