1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Dzieje się
  4. Muzyka

NIEPOPULARNA OPINIA: Koncerty tylko dla zaszczepionych? To żadna „segregacja”

koncerty wracają rozporządzenie rząd obostrzenia covid
166 interakcji
dołącz do dyskusji

Czy na koncerty powinni mieć wstęp wyłącznie ludzie zaszczepieni? Brzmi to jak niezły plan, ale jeszcze lepszym pomysłem i rozsądnym kompromisem byłoby sprawdzanie na bramce paszportu covidowego.

Spośród wszystkich branż z sektora kultury dotkniętych pandemią koronawirusa ta koncertowo-eventowa oberwała chyba najmocniej. Przez ponad rok masa ludzi była (i często nadal jest) bez pracy, a nie chodzi tutaj wyłącznie o artystów, którzy często mają inne źródła przychodu. Obostrzenia uderzyły równie mocno, jeśli nie mocniej, w obsługę tego typu wydarzeń — dźwiękowców, oświetleniowców, kelnerów, hostessy itp. Nic dziwnego, że przedstawiciele tych zawodów są na skraju wytrzymałości.

Pojawiło się na szczęście światełko w tunelu ze względu na spadek liczby zakażeń koronawirusem (który wbrew temu, co insynuuje miłościwie nam panujący prezydent Andrzej Duda, zawdzięczamy w dużej części szczepionkom, a nie pogodzie). Rząd powoli luzuje nakładane na kolejne branże często bez ładu i składu obostrzenia, a obywatele… i tak się buntują, bo posłowie, niczym zegar, który dwukrotnie w ciągu dnia pokazuje dobrą godzinę, poszli wreszcie po rozum do głowy.

Politycy wykoncypowali, żeby do limitów uczestników koncertów, wesel itp. nie wliczać osób zaszczepionych i zostali zasypani argumentami ad Hitlerum.

Już w grudniu ubiegłego roku pisałem, że szczepionka jako wejściówka na koncert to świetny pomysł, ale tak jak przewidywałem, foliarze i miłośnicy żółtych napisów, którzy wiedzę czerpią z uniwersytetu im. You T. Ube’a, teraz twierdzą, że PiS chce „segregować ludzi” niczym w obozach koncentracyjnych (!). Umyka im, że cel jest zgoła inny: naziści w 1939 roku chcieli pozbyć się Żydów z powierzchni Ziemi, a w 2021 roku próbuje się uratować jak najwięcej istnień.

Nie raz i nie dwa spotkałem się też już z tezą, jakoby orędownicy szczepień byli hipokrytami — chodzi o to, iż są w stanie przyzwolić na obostrzenia obowiązujące antyszczepionkowców, a gdyby to samo spotkało np. społeczność LBGT+ lub mniejszość etniczną, pierwsi stanęliby w ich obronie. Zwykle rozmowa na ten temat się urywa, gdy tylko wspomnę fakt, iż orientacja seksualna i rasa nie są, uwaga, chorobami zakaźnymi. Ta zakaźność jest tutaj zresztą kluczowa.

Szczepionka na koronawirusa to z kolei nasza jedyna szansa na szybki i w miarę bezbolesny powrót do normalności.

Chyba ostatni jestem do popierania działań Prawa i Sprawiedliwości, ale we live in a society, dlatego uważam, iż jednostki, które na własne życzenie stwarzają zagrożenie dla innych obywateli, powinno się od reszty izolować. Dotyczy to zarówno recydywistów, osób poważnie chorych psychicznie (nikt o zdrowych zmysłach przecież nie postuluje, że powinniśmy wypuścić na ulice wszystkich rezydentów więzień i zakładów zamkniętych), jak i właśnie antyszczepionkowców.

Sam co prawda nie traktowałbym szurów jak terrorystów i nie zamykałbym ich od razu w więzieniach, ale pamiętajmy, że ci ludzie są naprawdę groźni — to właśnie przez nich pokonana w przeszłości Odra znowu jest problemem. Społeczny ostracyzm wobec jednostek szkodliwych dla reszty to zdrowy odruch, a foliarze powinni zrozumieć, że ich wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność pozostałych obywateli — a czy chcemy, czy nie, wszyscy oddychamy tym samym powietrzem.

Powiedzmy to wprost: osoba, która świadomie rezygnuje ze szczepienia na koronawirusa, jest potencjalną bombą biologiczną na własne życzenie.

Warto przy tym oczywiście stosować tutaj pewne rozgraniczenie, bo nie można wszystkich osób niezaszczepionych na koronawirusa wrzucać do jednego wora. Wielu obywateli nie może się zaszczepić, chociaż by chciało, z powodów medycznych. Do tego dochodzą osoby, które wyrażają uzasadnione wątpliwości co do szczepionek. W ich przypadku potrzebna jest przede wszystkim edukacja, gdyż fake newsy zwykle niosą się bardzo szeroko i trafiają na podatny grunt.

Fałszywe doniesienia dotyczące śmierci osób zaszczepionych (gdzie dopiero małym druczkiem dopytano, że np. w drodze do domu wpadła pod samochód) oraz zmanipulowane dane dotyczące NOP-ów (czyli niepożądanych odczynów poszczepiennych) mogą sprawić, że ludzie stracą zaufanie do nauki. Wyrwane z kontekstu liczby i krzykliwe nagłówki bulwarówek udostępniane w social media budują od roku fałszywą narrację i wyolbrzymiają ryzyko.

Niestety akurat w przypadku medycyny tzw. chłopski rozum to ślepa uliczka.

Prawdą przy tym jest, że szczepionki nie eliminują całkowicie ryzyka zakażenia się koronawirusem — ale nikt nie oczekuje, że będą to robić! Preparaty takie jak PfizerModernaAstraZeneca i Johnson&Johnson zmniejszają ryzyko zakażenia oraz łagodzą przebieg choroby, a walka z pandemią to zaś przede wszystkim czysta matematyka. Chodzi w niej z grubsza o to, żeby zminimalizować liczbę sytuacji, w których może dojść do kolejnych transmisji wirusa (a co za tym idzie, mutacji).

Szczepienia to jedyny sposób, jaki znamy, na osiągnięcie tzw. odporności stadnej bez ryzykowania zapaści służby zdrowia i narażania na śmierć mnóstwa ludzi. Chociażby z tego powodu zaszczepienie się powinniśmy traktować jak swój obywatelski obowiązek, a nieprzekonanych — edukować. Niestety zdaję sobie sprawę, że wielu ludzi jest pozbawionych empatii, a dobro współobywateli wisi im kalafiorem, ale nawet ich powinny przekonać względy praktyczne.

Organizatorzy koncertów i artyści pierwsi powinni ustawiać się w kolejce po szczepionki i namawiać bliźnich do tego samego.

To samo tyczy się księży, którzy powinni za ambon przekonywać do szczepień, pracowników kin (którzy przez ostatni rok nie mogli normalnie rozwijać swojego biznesu), fryzjerów, restauratorów itp. Sprawa jest prosta: im szybciej się zaszczepimy, tym szybciej wrócimy do normalności. W przeciwnym razie nie osiągniemy odporności stadnej, co grozi powrotem obostrzeń (a wtedy Kult nie zagra już ani dla zaszczepionych, ani dla antyszczepionkowców, a zamiast tego zarobią oszuści).

Niestety wielu przedstawicieli branży rozrywkowej, w dużej mierze z powodu błędów popełnionych przez nasz rząd (chyba wszyscy pamiętamy zamykanie lasów…), wpadło w objęcia antyszczepów. To smutne, że gros ludzi wierzy w te antynaukowe brednie charyzmatycznych hochsztaplerów od plandemii, chipów 5G w strzykawkach, płaskiej Ziemi itp. Problem w tym, że apelowanie o to, by na koncerty wpuszczać osoby niezaszczepione, przypomina piłowanie gałęzi, na której się siedzi.

Aż się prosi, by użyć dosadniejszej metafory, bo ostatnie zachowanie „Kultu” jest typowym, za przeproszeniem, sraniem do własnego gniazda.

Zespół może i zyska na krótką metę poklask u garstki foliarzy, ale takie deklaracje utwierdzają tylko szurów w przekonaniu, iż mają słuszność w tym, że odmawiają przyjęcia szczepionki. Porównywanie pomysłu na to, by weryfikować na bramce, czy uczestnik koncertu jest zaszczepiony, do Apartheidu (!), to już fruwanie w oparach absurdu. Przyznam, że ze smutkiem czytałem post Jurka Owsiaka, który chwalił zespół Kult za ich kuriozalne stanowisko.

Swoją drogą, jak już przy bramkach jesteśmy, można tu zapytać, po co w ogóle są nam punkty bezpieczeństwa na tego typu wydarzeniach. Jeśli zespół chce wpuszczać ludzi potencjalnie roznoszących bardzo niebezpiecznego wirusa, to może powinniśmy cofnąć zakaz wnoszenia na teren szkła, ostrych przedmiotów oraz szklanych butelek? Pytam oczywiście retoryczne, a szukanie takich analogii jest drogą donikąd; lepiej skupić się na praktycznych rozwiązaniach problemu.

Rozsądnym kompromisem byłoby umożliwienie wstępu na koncerty osobom zaszczepionym, ozdrowieńcom oraz ludziom z negatywnym wynikiem testu.

Bramki na koncertach mogłyby być wtedy wyposażone w czytnik kodów QR, który sprawdzałby, czy uczestnik wydarzenia ma tzw. paszport covidowy, czyli Unijne Cyfrowe Zaświadczenie Covid-19. Ten dokument już w lipcu będzie pozwalał na swobodne poruszanie się po Unii Europejskiej i przekraczanie granic zarówno osobom w pełni zaszczepionym (na rok), ozdrowieńcom (na pół roku) i osobom, które wykonały test (przez 48 godzin).

Chociaż uważam, że antyszczepionkowcom powinno się utrudniać życie w nawet jeszcze większym stopniu, to trzeba pamiętać, że zbyt uciążliwe obostrzenia mogą doprowadzić do tego, że zakazy będą nagminnie łamane w myśl zasady „na złość mamie odmrożę sobie uszy”. Lepiej już zostawić szurom furtkę, ale z zastrzeżeniem, że za wspomniane testy będą musieli płacić z własnej kieszeni (a biurokracja z nimi związana nie będzie utrudniała życia całej reszcie).

Państwo powinno wziąć za to na siebie opłacanie testów w przypadku osób, które nie mogą się szczepić ze względów medycznych. Tacy ludzie i tak są w kiepskiej sytuacji, bo ciąży im ryzyko choroby Covid-19 oraz śmierci (i to właśnie ich powinna chronić wspomniana ochronność stadna). Niestety każdy foliarz ośmielony przez artystów pokroju Kultu, Edyty Górniak oraz Ivana Komarenko odsuwa w czasie moment, gdy wszyscy będziemy mogli się znów poczuć względnie bezpiecznie…