Komiksy  /  Opinia

Napięcie rośnie przed 2. sezonem „Wiedźmina”? Sprawdź ten komiks z lat 90. – znajdziesz tu Geralta z grzywką i historię jego matki

komiks wiedźmin

Do sklepów i księgarni trafił 5. tom nowej komiksowej serii od Egmont Polska. W takich sytuacjach warto czasem jednak spojrzeć za siebie i zobaczyć, jakie były komiksowe początku Geralta z Rivii. Dlatego sprawdziłem, czy „Wiedźmin” z lat 90. dobrze się zestarzał.

Komiksowy cykl od CD Projekt RED i Dark Horse Comics rozpoczął się w 2014 roku wraz z sześcioma zeszytami „Wiedźmin. Dom ze szkła”. Od tego czasu do czytelników w USA trafiło łącznie pięć tomów, spośród których „Wiedźmin. Zatarte wspomnienia” jest ostatnim (kolejny pt. „The Witcher: Witch's Lament” na razie doczekał się tylko pierwszego komiksu z czterech). Rodzimi czytelnicy musieli poczekać kilka miesięcy na premierę 5. tomu w przekładzie – ten jest już dostępny.

Na Rozrywka.Blog już wkrótce znajdziecie recenzję „Wiedźmin. Zatarte wspomnienia”. Debiut nowego komiksu wydaje się jednak dobrą okazją, by wrócić do początków „Wiedźmina” w obrębie tego medium. Zwłaszcza że seria, napisana przez Macieja Parowskiego (wszystkie scenariusze autoryzował Andrzej Sapkowski) i rysowana przez zmarłego półtora roku temu Bogusława Polcha, była pierwszym przeniesieniem wiedźmińskiej opowieści poza kartki książek. W sytuacji, gdy obecnie adaptacji „Wiedźmina” jest całe mrowie, taki powrót do korzeni może przynieść bardzo zaskakujące rezultaty dla odbiorców. Bo przecież w ciągu 28 lat w popkulturze zmieniło się mnóstwo.

Wiedźmin” pierwotnie doczekał się mieszanego przyjęcia. Ale po latach łatwiej przyjąć kontrowersyjne wybory twórców.

Parowski i przede wszystkim Polch nie mieli łatwego zadania. Na bazie wczesnych opowiadań Andrzeja Sapkowskiego musieli wykreować żywy i wizualnie interesujący świat. Wiele elementów wiedźmińskiego świata, które dziś bierzemy za oczywistą oczywistość, wtedy nie znalazły się jeszcze nawet w głowie polskiego pisarza. Dlatego obaj autorzy komiksu musieli w dużej mierze bazować na własnej wyobraźni i jeszcze ograniczonym rozumieniu historii, którą Sapkowski chciał opowiedzieć. Momentami prowadziło to bardzo... dyskusyjnych wyborów.

komiks wiedźmin
Foto: Strona z komiksu „Zdrada”

Andrzej Sapkowski nigdy nie poświęcił opisowi Geralta wiele miejsca, dlatego wygląd głównego bohatera leżał w gestii Bogusława Polcha. A ten zdecydował się na wysoką postać o szczupłej sylwetce, zawsze kilkudniowym zaroście na twarzy oraz z nieodłącznym kucykiem i grzywką. To wizerunek daleki od tego, co obecnie widzimy choćby w serialu „Wiedźmin”. Wielu czytelników, mających swoje wyobrażenia Białego Wilka, bardzo krytykowało to, co wymyślił Polch. Ale dzisiaj nie robi to już wielkiego wrażenia. Bo w międzyczasie dostaliśmy tak wiele różnych Geraltów z Rivii, że przejmowanie się tym czy innym detalem jego wyglądu wydaje się kompletnie bezsensowne. Zresztą akurat studio CD Projekt RED z ochotą zaadaptowało różne style ufryzowania (w tym niesławny kucyk z grzywką) już od 2. części.

Co ważne, „Wiedźmin” nie jest tylko adaptacją istniejącego materiału. Maciej Parowski sporo wymyślił na własne potrzeby.

Przede wszystkim ma to swoje odzwierciedlenie w zeszycie „Zdrada”, które bazuje na nigdy nienapisanym opowiadaniu Andrzeja Sapkowskiego. To historia z młodości Geralta, która opowiada o konflikcie między szkołami Wilka i Kota, a także wybiciu większości wiedźminów. Z dzisiejszej perspektywy ta opowieść nijak nie pasuje do kanonu, ale pokazuje ciekawy i w większości pomijany okres z życia Białego Wilka. Bohater zresztą właśnie w tym komiksie zyskuje swoje białe włosy i to bynajmniej nie ze względu na eksperymenty czy magię a nagły szok.

Oprócz tego w „Wiedźminie” (w latach 90. wydawanym zeszyt po zeszycie w magazynie „Komiks”, potem w 2001 roku w dwóch tomach oraz w 2015 w jednym z poprawioną kolorystyką i ujednoliconym liternictwem) znajdziemy też historię „Droga bez powrotu” poświęconą matce Geralta. Ona z kolei opiera się o opowiadanie „Droga, z której się nie wraca” początkowo planowane przez Sapkowskiego jako część większej powieści. I dopiero z czasem włączone do wiedźmińskiego uniwersum. Właśnie dlatego pełno w nim bobołaków i vranów, czyli swego rodzaju jaszczuroludzi. Andrzej Sapkowski uznał później, że woli zaludnić Kontynent bardziej klasycznymi rasami z fantasy, ale w komiksowym „Wiedźminie” jest ich jeszcze cała masa.

komiks wiedźmin
Foto: Okładka wydania z 2015 roku

Ostatnia zmiana wobec treści zbiorów opowiadań jest powiązana z chęcią lepszego połączenia poszczególnych przygód Geralta ze sobą. Dlatego w rozmaitych momentach na marginesie głównej historii pojawiają się bohaterowie znani z innych tekstów. I tak Jaskier występuje już w „Mniejszym źle”, Yarpen i Renfri w „Geralcie” (adaptacji opowiadania „Wiedźmin” – tak, od tego nagromadzenia nazw można się nieco pogubić), a Myszowór okazuje się najstarszych znajomym Białego Wilka. Mającym w dodatku pewnego powiązania z jego rodzicami. Dzisiaj sprawia to trochę wrażenie wielkiego fanfika, mającego na celu połączyć w jednym miejscu wszystkich ukochanych bohaterów, ale to nic złego. Wręcz przeciwnie, rodzi to pewną nostalgię za prostszymi czasami, gdy „The Witcher” nie był marką wartą setki milionów dolarów.

Komiksowy „Wiedźmin” to tytuł, który nadgryzł ząb czasu. I bardzo dobrze!

Gdybym powiedział, że po tej serii nie czuć jej wieku, to bezwzględnie bym skłamał. Ale należy rozumieć pewną zasadniczą różnicę. W starzeniu się popkultury nie ma nic złego. Ważne, by starzeć się z gracją. A „Wiedźmin” wchodzi w swoją „trzydziestkę” całkiem zgrabnie. I to pomimo rozmaitych wizualnych wpadek, pojedynczych żartów jak z poprzedniej epoki i dosyć swobodnego poczynania sobie z materiałem źródłowym. Ba, jak to już zostało powiedziane, upływ lat do pewnego stopnia pomógł wręcz dziele Parowskiego i Polcha.

Bo dzisiaj tolerancja dla własnych wersji Geralta, Yennefer czy Jaskra jest zdecydowanie większa niż tuż po wydaniu pierwszych książek Andrzeja Sapkowskiego. A przecież już w momencie wydania to była naprawdę niezła adaptacja. Niektóre opowiadania Sapkowskiego wręcz proszą się o przeniesienia na grunt wizualnego medium. Nie bez przyczyny tak wiele podobnych tekstów wybrali tak twórcy komiksu, jak i scenarzyści 1. sezonu „Wiedźmina”. A szczerze mówiąc, zdecydowanie wolę „Ostatnie życzenie” przetworzone przez wyobraźnię Polcha niż platformy Netflix. Uważam też, że nikt nie stworzył lepszej strzygi od polskiego rysownika. I właśnie z takich powodów jak najbardziej polecam przeczytanie „Wiedźmina” po tych prawie 30 latach od jego 1. wydania. Nie pożałujecie.