1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy
  4. Netflix
  5. VOD

Netflix pokazał zwiastun „Klasycznego horroru”. My pokazujemy najlepsze horrory, które robią widzów w konia

klasyczny horror zwiastun netflix zabawa gatunkiem

Netflix zaprezentował pierwszy pełnoprawny zwiastun ciekawie zapowiadającego się horroru pod porywającym tytułem — uwaga — „Klasyczny horror”. Jego opis i zapowiedź sugerują, że będziemy mieli do czynienia z czymś bawiącym się popularnymi tropami. Podobnych straszaków trochę się już w przeszłości pojawiło. A część z nich naprawdę się udała.

O fabule nadchodzącego filmu Netfliksa nie wiemy jeszcze zbyt wiele. „Klasyczny horror” to włoska produkcja, której reżyserami są Roberto De Feo i Paolo Strippoli. Tradycja włoskich filmów grozy jest długa i bogata, a jednak wiele wskazuje na to, że twórcy będą czerpać raczej z dzieł amerykańskich. Oficjalny opis brzmi: „Dziecięca muzyka, opuszczony dom, pięcioro nieznajomych: wygląda jak klasyczny horror, a zamiast tego…” — możemy się wiec spodziewać, że obraz będzie podrzucał widzom kolejne znane tropy i klisze (co zresztą obiecuje już sam tytuł), by wnet zaskoczyć wszystkich fabularną woltą. Ta, miejmy nadzieję, pokaże snutym przez widzów przypuszczeniom środkowy palec i zapewni prawdziwą jazdę bez trzymanki, której finału nie sposób przewidzieć.

Nie byłby to, rzecz jasna, pierwszy raz, kiedy twórcy zdecydowali się wyprowadzić fanów horrorów w pole i prowokacyjnie bawili się z ich oczekiwaniami, częściowo je spełniając, a częściowo z nich kpiąc, proponując rozwiązania igrające z konwencją, samoświadome i szalone.

Horrory bawiące się gatunkiem

Dziewczyny śmierci

Gratka dla fanów slasherów. Twórcy pomajstrowali przy klasycznym motywie tzw. final girl, czyli kobiecej postaci, która z godnie z konwencją zazwyczaj uchodziła z życiem z masakry i konfrontacji z zabójcą. Jest tu kilka naprawdę fajnych pomysłów, dynamiczna akcja, dużo błyskotliwego humoru i aktorzy świetnie czujący specyficzny klimat tego filmu. A przy tym wszystkim ogrom szacunku dla kultowych obrazów sprzed lat.

Małe potworki

Ten film kupił mnie samą koncepcją. Młoda nauczycielka przekonuje swoich podopiecznych, że napotkane podczas szkolnej wycieczki zombie i krew są fałszywe, cała masakra to część zabawy, a tamten pan, który wije się z bólu, tak naprawdę umiera ze śmiechu. To chyba najbardziej urokliwy film o zombie w historii i autentycznie zabawny komediowy horror, proponujący świeże spojrzenie na ten lekko już podgnity gatunek.

Wysyp żywych trupów

No, a skoro już przy zombie jesteśmy, nie byłbym sobą, gdybym pominął moją ulubioną część Trylogii Cornetto Edgara Wrighta. Reżyser, świadomie korzystając z gatunkowych schematów, przemycił do filmu to, co (poza marką lodów) łączy całą niby-serię: komedię o międzyludzkich relacjach. To tak zwany rom-com-zom (komedia romantyczna z zombie), którego ton zmienia się nadzwyczaj gładko; całość wciąż bawi i gwarantuje zawrotne tempo świetnie poprowadzonej akcji.

Dom w głębi lasu

Jeden z moich ulubionych pastiszów i ścisła topka tych najbardziej pomysłowych. Ostatnie minuty to jazda po bandzie; przedefiniowanie fabuły sprawia, że widz czuje się zarazem zafascynowany i zdezorientowany, nie mając pojęcia, co go czeka. Festiwal humoru, krwi i rozwiązań, które w 2011 roku były co najmniej szokujące, a i dziś gwarantują miłośnikom gatunku pierwszorzędną frajdę.

Influencer

Film o chłopaku, który marzy o popularności w sieci. By ją zdobyć, zaczyna streamować kolejne morderstwa. Publiczność (czyli my) zmienia się w widzów, którzy śledzą poczynania streamera z nosami wlepionymi w telefony, a to wszystko za sprawą formy: produkcja w całości zbudowana jest z autentycznie wyglądających materiałów pochodzących z telefonów, kamer przemysłowych i postów umieszczonych w mediach społecznościowych. „Influencer” czasem mniej, czasem bardziej trafnie komentuje współczesne problemy – internetowy ekshibicjonizm, uzależnienie od technologii, określanie własnej wartości na podstawie reakcji followersów. Wisienką na torcie jest świetny Joe Keery!

Krzyk

To chyba najpopularniejsza seria horrorów będących zarazem fantastycznym meta-komentarzem. Wes Craven był wizjonerem, twórcą, który już w 1996 roku wyśmiał cały gatunek, którego legendę pomagał budować. Jest tu nieprawdopodobna ilość miłości do ekranowej grozy, dużo ciętych komentarzy, a każda kolejna część, poza średnio udaną „trójką”, to festiwal pomysłów urozmaicających i wywracających do góry nogami slasherowe motywy. Czwarta odsłona — a zarazem ostatni film Crvena — to wspaniałe zwieńczenie tej niesamowitej serii. Warto zapoznać się z całością.

Porąbani

Jedna z najzabawniejszych i najlepszych parodii gore, gdzie krwi nie brakuje, ale i humoru jest sporo, co lepsze, tego niegłupiego. Akcja pędzi, nie da się nudzić, a już na pewno nie da się przewidzieć tego, jak potoczą się losy głównych bohaterów (których, swoją drogą, łatwo polubić). Główny motyw fabularny filmu prezentuje się następująco: dwóch kumpli — Tucker i Dale — wyjeżdża do domku letniskowego w lesie. Przez pomyłkę grupa bawiących się niedaleko studentów uznaje ich za seryjnych morderców.

Funny Games

„Funny Games” nie jest, przyznaję, horrorem per se, ale to kolejny film spod szyldu igrania z oczekiwaniami. W przeciwieństwie jednak do pozostałych wyżej wymienionych ten obraz pozbawiony jest humoru. To najbardziej prowokacyjna spośród obecnych na niniejszej liście dekonstrukcji konwencji; Michael Haneke jak nikt inny potrafi sprawić, że widz poczuje się... winny. Niezależnie od tego, czy wybierzecie pierwowzór, czy bardziej sterylną estetycznie wersję amerykańską (fabuła nie ulega zmianie), film wytrąci was ze strefy komfortu i zafunduje wstrząsający seans będącym prawdziwym studium przemocy i negatywną oceną kina.

Premiera filmu „Klasyczny horror” już 14 lipca na platformie Netflix.