Dzieje się

Książka: ma w tytule tęczę i opowiada o LGBT. Polacy: co za wynaturzenia. Wydawnictwo: cyk, zrobimy reklamę, która wyśmieje tę homofobię

pod tęczą książka strefy lgbt prószyński reklama

„Pod tęczą” to nadchodząca powieść autorstwa Celii Laskey. Polski wydawca zareklamował książkę hasłem nawiązującym do stref wolnych od LGBT, a spora część internautów zademonstrowała swoje niezadowolenie z kolejnego przykładu nachalnej promocji obrzydliwych ideologii. Ich komentarze to – w kontekście tematyki powieści – swoista ironia, tymczasem wydawnictwo Prószyński i S-ka zręcznie przekuło je w chwytliwą promocję powieści. Czapki z głów.

Chcieli żyć w strefie wolnej od LGBT, ale los spłatał im figla… – tym hasłem wydawnictwo Prószyński i S-ka promuje powieść pt. „Pod tęczą”, której premiera na polskim rynku odbędzie się 15 czerwca 2021 roku. Według opisu jest to „ciepła, pełna humoru, przejmująca opowieść o zawiłościach ludzkiej psychiki, związkach oraz tolerancji wobec siebie i innych”. Akcja rozgrywa się w miasteczku Big Burr, gdzie wszyscy (pozornie) świetnie się znają. Big Burr zdobywa tytuł najbardziej homofobicznej miejscowości w Ameryce, a przyznająca go organizacja przysyła tam na dwa lata queerową grupę zadaniową do edukowania lokalnej społeczności, czego rezultaty są, rzecz jasna, niełatwe do przewidzenia.

Polskie wydawnictwo, by zareklamować powieść na rodzimym rynku, postanowiło nawiązać do stref wolnych od LGBT, o których swego czasu było w naszym kraju głośno. Niektórym jednak zapewne wystarczyłby już sam tytuł, zawierający promujące wynaturzenia i degeneracje antyrodzinne słowo „tęcza”. Oczywiście, sam fakt, że bezrefleksyjna część społeczeństwa zaatakuje powieść tematycznie związaną z seksualnymi mniejszościami nie jest niczym zaskakującym (to przykre, ale prawdziwe). Oceniający i krytykujący obrońcy tak zwanej „normalności” sami odzierają się z resztek powagi, opluwając utwór i jego autorkę jedynie w związku z tym, że na okładce ujrzeli skrót „LGBT”. Przed premierą raczej z treścią książki się nie zapoznali. A jednak to dość znamienne i ironiczne zarazem, że opowieść o homofobicznym miasteczku spotkała się z tak wieloma homofobicznymi hasłami. To nie literacka fikcja, a realny problem.

Tymczasem marketingowcy z Prószyńskiego zakasali rękawy i wykorzystali najpaskudniejsze z komentarzy, by podbić promocję. I tak oto powstał poniższy wpis:

Grafika spotkała się z ciepłym przyjęciem i zasłużonymi oklaskami dla pomysłodawcy. Ostatecznie może się okazać, że powieść na uwagę wcale nie zasługuje, bo jest – tak najzwyczajniej w świecie – nieudana. Ale tego dowiemy się dopiero po lekturze, gdy przyjdzie czas na krytykę. Tymczasem nagonka sprowokowana tematyką książki czy słowem na okładce wskazuje na pewien problem, który w pewnych kręgach uznawany jest za wydumany. Niestety, nic z tych rzeczy.