Audiobooki

Stanowski anulował Hejt Park z Mają Staśko. Żulczyk: „To nawet zabawne, jak się przestraszył”

Picture of the author

Konflikt Krzysztofa Stanowskiego i Mai Staśko sięga jeszcze zeszłego roku, kiedy to popularny sportowy dziennikarz wykpił jeden z tekstów aktywistki. Przepychanki między nimi powracają co i rusz, jednak tym razem Stanowski postanowił pójść o krok dalej i anulować zaproszenie Staśko do programu Hejt Park, które otrzymała od innej prowadzącej.

Możecie mówić, co chcecie, ale nie sposób zaprzeczyć, że na arenie sportowego dziennikarstwa Krzysztof Stanowski to postać imponująca i, nie bójmy się tego słowa, wybitna. Nie będę tu wyliczał jego sukcesów i triumfów, które zawdzięcza wyłącznie swojej pomysłowości i ciężkiej pracy. Nie dziwi też popularność programu Hejt Park, zwłaszcza odcinków prowadzonych właśnie przez Stanowskiego. Po pierwsze, w podobnym formacie jest naprawdę mocny wie, jak poprowadzić rozmowę, jak przydusić swojego gościa, obnażyć jego słabości, zwłaszcza, że większość z nich najzwyczajniej w świecie nie jest obyta w podobnej formie dysputy przed kamerą. Po drugie, cóż, nie da się ukryć, że rozważnie dobiera rozmówców. Spośród osób reprezentujących najodleglejsze od niego poglądy, wybiera raczej te, które, eufemistycznie pisząc, nie należą do grona wytrawnych dyskutantów; tak wytrawnemu graczowi ośmieszyć je nietrudno (vide spotkanie, które zaowocowało beefem z Jasiem Kapelą, a ostatecznie... wydaniem tomu wierszy). I wreszcie po trzecie: Stanowski to dobry showman. Niemniej jednak (a może: tym bardziej) ciąży na nim spora odpowiedzialność, ale o tym zaraz.

Starcie z Mają Staśko (z którą mieliśmy niedawno okazję porozmawiać) rozpoczęło się jeszcze w 2020 roku i nic nie zwiastuje jego rychłego końca.
Staśko została zaproszona do Hejt Parku, ale nie przez Stanowskiego, a Iwonę Niedźwiedź, byłą reprezentantkę Polski w piłce ręcznej, która swoim występem w styczniu skradła show i zachwyciła fanów Kanału Sportowego na YouTubie. Gdy jednak Staśko skrytykowała dziennikarza za brak kobiecych gości (bądź co bądź: słusznie i kulturalnie), spotkała się z falą nieprzyjemnych, delikatnie pisząc, komentarzy (niestety, w 2021 roku wielu posiadaczy internetowego łącza wciąż nie rozumie pojęcia zdrowej dyskusji i krytyki, która nie przekracza granic kultury), a także z reakcją samego Krzysztofa. Nie przedłużając:

Całość Staśko podsumowała w innym, dość wymownym poście na Facebooku, który skomentował m.in. popularny pisarz Jakub Żulczyk:

To nawet zabawne, jak się przestraszył. Wybrał sobie Kapelę, bo wiedział, że w zasadzie to nawet nikt z lewicy nie będzie go specjalnie bronił, i że bez trudu poniży go jak dziecko, a przy okazji udowodni swoim odbiorcom, że lewaki to przygłupy. Udało się, brawo. Następnym razem zaprosi stary rocznik Trybuny Ludu albo jakiegoś dziadka z Kółka Dżuczystów, i też będzie fajnie, chociaż trochę nudno, natomiast nigdy nie skonfrontuje się z nikim z lewicy, kto mógłby jakkolwiek merytorycznie rozpykać go na argumenty napisał Żulczyk.

Wyszło, cóż, niefajnie. Zwłaszcza, że najwyraźniej Stanowski wyłącznie po to, by dogryźć Staśko odwołał spotkanie bez konsultacji z prowadzącą. Może? Jasne, że może. Czy to w porządku, czy adekwatne i profesjonalne? No, niespecjalnie. Z jakiegoś powodu wybrał taką drogę, zamiast omówienia tematu na wizji czy konfrontacji. Wątpię jednak, by była to kwestia strachu przed rozmową, co sugeruje choćby wspomniany Żulczyk (jakkolwiek, o czym pisałem już wcześniej, na swoich rozmówców wybiera tak zwany podatny grunt), bo to piaskownica Stanowskiego, jego bajka, jego zabawki i jego fanbase.

Fanbase, którego wielu przedstawicieli (wielu, nie większość, podkreślam) dołączyłoby zapewne do pozbawionych resztek godności zwiędłych piwniczaków, czerpiących radość z wyzywania i grożenia obcej i nieczyniącej nikomu najmniejszej szkody (a raczej wręcz przeciwnie) kobiecie. Jest to też moment, w którym osoby tak popularne, opiniotwórcze i wpływowe jak Krzysztof Stanowski mogłyby wziąć pod rozwagę fakt, że za ich słowem i wskazującym palcem mogą podążyć rozwścieczone i szydercze tłumy. A te swoją miłość do idola postanowią wyrazić poprzez gnębienie psychiczne innej osoby. Tak tylko mówię.

AKTUALIZACJA
Krzysztof Stanowski odniósł się już do tematu. Jak to zwykle bywa w przypadku jego facebookowych wpisów, również ten jest emocjonalnie wstrzemięźliwy i merytoryczny. Rzecz w tym, że to właśnie od takiej formy powinien był zacząć i od razu zamknąć temat ze swojej strony. Niestety, wyszło inaczej, wraz ze smutnymi tego konsekwencjami. Warto zwrócić uwagę na fakt, że regularne zaczepki wychodzą i wychodziły od obu stron. Również argument o byciu zbyt mało znanym (umówmy się: wielu gości Hejt Parku to osoby niespecjalnie popularne) niezbyt mnie przekonuje. Tak czy owak: clou całego tego tekstu wciąż znajduje się akapit wyżej. Wierzę, że na tej płaszczyźnie wszyscy możemy się zgodzić. Gwoli opamiętania się.