Audiobooki

Seksizm w Polsce nie istnieje? Ciekawe, bo w Kraśniku piłkarki wygoniono z boiska za... bieganie po trawie

Picture of the author

Polscy kibice piłki nożnej widzieli już wiele. Niesamowite zwycięstwa, tragiczne w skutkach porażki, a przeważnie mnóstwo kopania się po kostkach. Sytuację, która miała ostatnio w Kraśniku, trudno jednak porównać do czegokolwiek. Działacz męskiej drużyny piłkarskiej przerwał bowiem mecz piłkarek... za „niszczenie” murawy bieganiem.

Większość rodzimych kibiców piłki nożnej zgodzi się bez najmniejszych wątpliwości z dwoma stwierdzeniami. Po pierwsze, polska piłka jest fatalna, a po drugie, seksizm w sporcie nie istnieje. Weryfikacja tej pierwszej tezy nadejdzie zapewne w trakcie rozpoczynającego się za moment Euro 2020. Ale wcześniej domorośli specjaliści od (nie)równości płci muszą skonfrontować się ze swoją pewnością dotyczącą drugiej kwestii. A wszystko za sprawą pana Cezarego Łysanowicza, który jest jednym z działaczy III-ligowego klubu piłkarskiego Stal Kraśnik.

Jeszcze III-ligowego, bo sytuacja klubu na kilka kolejek przed końcem sezonu nie jest godna pozazdroszczenia. Zapewne dlatego nerwy wśród członków zarządu oscylują wokół poziomu krytycznego, co oczywiście nie stanowi żadnego wyjaśnienia zachowania działacza z Kraśnika. A co dokładnie się stało? Jak podaje lokalny portal Krasnik24.pl, w ostatnią niedzielę swój ostatni domowy mecz w sezonie rozgrywała kobieca drużyna KS „Stella” Kraśnik. Spotkanie z KS Wierzchowiska zgodnie z umową między klubem a Miejskim Ośrodkiem Sportu i Rekreacji odbywało się na płycie głównej i miało ruszyć o 11:00. Kto spodziewał się spokojnego popołudnia z piłkarkami w roli głównej, ten zapewne zdziwił się wtargnięciem na murawę Cezarego Łysanowicza.

Działacz drużyny Stal Kraśnik uznał, że skoro męska drużyna gra za kilka godzin, to musi powstrzymać dewastację boiska.

Przedstawiciele żeńskiego klubu piłkarskiego i same zawodniczki tłumaczyły, że grają na głównej murawie zgodnie z wcześniejszymi umowami, a następny mecz zaczyna się dopiero o 15:00. Nie przekonało to działacza, który pomimo wezwania na miejsce policji nie zrezygnował z blokady. Policja nie zdecydowała się na użycie przymusu bezpośredniego, dlatego to piłkarki musiały ustąpić. Swój mecz rozegrały na bocznym boisku, a „Stella” ostatecznie wygrała 5:0.

Heroiczna postawa członka zarządu (a przez „heroiczna” mam oczywiście na myśli głęboko seksistowska) natchnęła piłkarzy Stali Kraśnik do porażki z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski w wymiarze 1:2. To jeszcze bardziej skomplikowało sytuację drużyny w tabeli i sprawiło, że ich spadek do IV ligi wydaje się prawie pewny. Można się spodziewać, że zarząd Stali rozpocznie w najbliższym czasie szczegółowe dochodzenie, by sprawdzić jakim cudem nieskalane kobiecą stopą boisko nie zagwarantowało piłkarzom zwycięstwa. Według jednej z przyjętych hipotez któraś z piłkarek jest wiedźmą i przeklęła drużynę z dumnego miasta Kraśnik za sprawą czarnej magii. To albo futbol polega na uczciwej sportowej rywalizacji, w której podobne gierki z oszczędzaniem murawy nic nie dają. Nie, niemożliwe. To na pewno była kobieca klątwa.