Filmy

Polscy politycy muszą obejrzeć ten dokument Netfliksa. Może wtedy przestaną gadać bzdury o katastrofie klimatycznej

Picture of the author

Platforma Netflix i David Attenborough po raz kolejny przestrzegają przed skutkami katastrofy klimatycznej w nowym dokumencie „Świat na granicy: Nasza planeta oczami naukowców”. Powinni go zdecydowanie obejrzeć polscy politycy. Może wtedy przestaliby opowiadać bzdury.

Globalne ocieplenie i katastrofa klimatyczna to tematy, które w Polsce wciąż budzą gorące dyskusje, a nawet sprzeciw części sceptycznie nastawionych środowisk. Pomimo wielu lat niepodważalnych badań naukowych i danych zbieranych przez ekspertów z całego świata wielu polityków na najwyższych stanowiskach wciąż podważa proces globalnego ocieplenia lub go lekceważy. Wyobrażają sobie następne lata jak lato nad Morzem Śródziemnym, a tymczasem katastrofa klimatyczna już przyniosła do Polski takie zjawiska jak olbrzymie pożary, długotrwałe susze i powodzie błyskawiczne.

Można mieć jednak nadzieję, że takie dokumenty jak „Świat na granicy: Nasza planeta oczami naukowców” zmienią nastawienie choć części sceptyków. Produkcja, której narratorem jest sam sir David Attenborough, inaczej niż większość wcześniejszych przyrodniczych produkcji Netfliksa koncentruje się bowiem na ludzkiej działalności. I negatywnym wpływie naszej cywilizacji na dziewięć barier służących zrównoważonemu rozwojowi planety. Chodzi o warstwę ozonową, poziom zakwaszenia oceanów, dostęp do słodkiej wody, skażenie powietrza, obecność nowych bytów w atmosferze, klimat, bioróżnorodność, zalesienie i obecność składników odżywczych w pożywieniu.

Film „Świat na granicy” pokazuje, jak blisko zakłady jest nasza cywilizacja.

Wyreżyserowany przez Jona Claya dokument przedstawia prace grupy naukowców współpracujących z docenianym szwedzkich profesorem Johanem Rockstromem. Badają oni dalsze skutki postępującej katastrofy klimatycznej i sprawdzają, do którego punktu sięgają różne naturalne granice wytrzymałości planety. Oprócz tego doradzają też, jakie środki powinny przedsięwziąć rządy światowych państw, by powstrzymać naszą drogę ku zagładzie. Jak dowiadujemy się z filmu „Świat na granicy: Nasza planeta oczami naukowców”, sytuacja nie jest dobra. Przekroczyliśmy już cztery z dziewięciu wytyczonych granic, co do dwóch pozostałych brakuje danych, a tylko we trzech znajdujemy się wciąż w zielonej strefie.

Co ważne, wszystko to niesie ze sobą nie tylko moralne i środowiskowe implikacje, ale też wprost zagraża naszemu istnieniu. Wyraźnie widać, że najważniejszym celem dokumentu nie jest pokazanie jak bardzo katastrofa klimatyczna wpłynie na życie zwierząt i otaczającą nas naturę. To wszystko są bardzo przydatne dodatki, które naprawdę potrafią chwytać za serce (sekwencja pokazująca skutki wielkich pożarów w Australii jest druzgocząca). Ale ewidentnie nie działają na wszystkich, dlatego Attenboroough, Rockstrom i twórcy filmu odwołują się przede wszystkim do naszego poczucia egoizmu. Bo jeżeli zależy nam na własnym bycie i dobrostanie naszych bliskich, to po prostu musi zacząć walczyć ze skutkami globalnego ocieplenia i ograniczyć zanieczyszczanie środowiska.

Jak na mój gust „Świat na granicy: Nasza planeta oczami naukowców” mogłaby trochę bardziej opierać się na twardych faktach, ale rozumiem taką strategię.

W trakcie oglądania filmu czasem aż skręcało mnie, że pewne kwestie nie były wyjaśnione dosadniej lub bardziej szczegółowo, żeby zmniejszyć liczbę wątpiących widzów. Bo zostawienie nawet najdrobniejszych niedopowiedzeń zwykle skutkuje pojawieniem się w ich miejsce teorii spiskowych i twierdzeń niezgodnych z naukową wiedzą. Natomiast w ogólnym rozrachunku wybrane przez dokumentalistów obrazki pokazujące skale zniszczeń (m.in. wykarczowane połacie amazońskiej dżungli czy wyblakłe i martwe rafy koralowe) spełniają swoją rolę. A w połączeniu z wygenerowanymi komputerowo obrazkami pokazującymi powolny marsz ludzkości w stronę zagłady naprawdę potrafią działać na wyobraźnię. Teraz tylko potrzeba, żeby z głosem naukowców zapoznali się ludzie przy władzy. Może akurat będą mieli wolne popołudnie i z nudów włączą Netflix Polska. Lepszy taki sposób niż żaden.