Komiksy

Komiksowy „Łasuch” jest świetny, ale zdecydowanie nie dla dzieci. Wyjaśniamy, co Netflix zmienił w hitowym serialu

Picture of the author

„Łasuch” to nowy młodzieżowy serial fantasy, który zadebiutował 4 czerwca na Netflix Polska i błyskawicznie stał się hitem platformy. Premierowy sezon produkcji przyniósł jednak więcej pytań niż odpowiedzi, również z powodu olbrzymich zmian dokonanych w fabule. Komiksowy „Łasuch” był bowiem zupełnie inną opowieścią.

W ciągu trzech pierwszych dni swojej obecności na Netflix Polska „Łasuch” zajął raz 3. i dwukrotnie 2. miejsce na liście najpopularniejszych produkcji. Podobnie wysokim zainteresowaniem cieszy się też w innych krajach Europy i świata, dlatego można bez najmniejszych wątpliwości mówić o nowych globalnym sukcesie serwisu VOD. Tym bardziej, że wczesne recenzje serialu też są raczej optymistyczne.

Osobiście oceniłem „Łasucha” w sposób bardziej wyważony, bo moim zdaniem adaptacja komiksu Jeffa Lemire'a nie znalazła dla siebie idealnej grupy docelowej. Serial Netfliksa próbuje przemówić do dzieci, nastolatków i dorosłych jednocześnie, przez co nie trafia celnie do nikogo (pełną recenzję „Łasucha” znajdziecie TUTAJ). Komiksowy oryginał zupełnie nie ma tego problemu, bo choć teoretycznie opowiada tę samą historię, to obie wersje nie mogłyby bardziej się od siebie różnić. Mają totalnie odmienny styl, zupełnie inaczej rozłożone akcenty, a pod względem fabuły serial często zamienia kolejność zdarzeń. No i przede wszystkim komiks jest opowieścią stricte dla dorosłych.

Łasuch – serial a komiks:

Serialowy „Łasuch” to najbardziej kolorowe i optymistyczne postapo, z jakim kiedykolwiek przyjdzie wam się spotkać. Nie mamy tutaj do czynienia z historią skoncentrowaną na upadku ludzkości i jej grzechach. Młody Gus grany przez Christiana Convery'ego stanowi tutaj symbol nadziei i odrodzenia. Świat poza nim może być ponury i zdruzgotany, ale będący skrzyżowaniem człowieka i jelenia bohater roztacza wokół siebie taką aurę optymizmu, że wszyscy mu się poddają. W komiksie Gus jest pod wieloma względami czystą kartką. Wie bardzo niewiele o świecie, dlatego poddaje się innym. I często zostaje przez nich oszukany. Dopiero z czasem nabiera więcej pewności siebie, by w końcu wziąć na barki przywództwo nad innymi uwięzionymi hybrydami.

Oznacza to, że w serialu mamy do czynienia z bohaterem ukształtowanym i proaktywnym, a w komiksie dopiero dojrzewającym i długo reaktywnym. Ale nie tylko postać protagonisty jest inna, świat również. Jakkolwiek w produkcji Netfliksa mówi się dużo o różnych odcieniach szarości, to w praktyce podział na bohaterów i antagonistów jest jasny. Wręcz czarno-biały i momentami nawet uwłaczający rozumowi starszych widzów. Oryginalny „Łasuch” na nic podobnego sobie nie pozwala, bo jako typowy przedstawiciel nurtu postapo pokazuje wszystkich pozostałych przy życiu ludzi jako zdesperowane istoty gotowe na wszystko. Niektóre z nich zachowują ludzkie odruchy, inni już nie, ale nigdy nie wiadomo, czego się po różnych postaciach spodziewać. W połączeniu z bardzo specyficzną kreską daje to obraz szarego i zrujnowanego świata, który zamieszkują zdesperowane, głodujące i mierzące się z ciągłymi napadami depresji resztki ludzkiej cywilizacji.

Stałymi elementami tej rzeczywistości są przemoc, bezwzględność i śmierć. Komiks dosyć mocno akcentuje, że dla tego świata nie ma już nadziei. Każdy może jedynie powalczyć o godny koniec. W obu wersjach hybrydy stanowią ostatnią nadzieję dla świata, ale zupełnie inaczej interpretowaną. Serial sugeruje, że ludzkość może jeszcze zostać odkupiona, pod warunkiem, że weźmie przykład z Gusa i innych półzwierzęcych dzieci. Wystarczy naśladować ich dobroć, a wszystko skończy się dobrze. Pierwotny pomysł Lemire'a jest znacznie bardziej dosłowny. Po prostu tylko hybrydy przetrwają wielką plagę dręczącą cały glob. Ideologiczne zmiany to jednak dopiero początek, bo oba tytuły mają też skrajnie odmienne fabuły.

Łasuch Netflix – najważniejsze różnice fabularne między komiksem i serialem:

Uwaga! Dalsza część tekstu zawiera spoilery z obu wersji „Łasucha”.

Ojciec Gusa jest religijnym fanatykiem

Richard Fox w serialu to fantastyczny złoty rączka, który w wyniku wydarzeń w Fort Smith Labs przygarnia niemowlaka z jelenim porożem i ukrywa go w Parku Narodowym Yellowstone. Jest cudownym ojcem dla Gusa, opiekuńczym, kochającym i pełnym wiary w swojego syna. Stara się też chronić młodego hybrydę za wszelką cenę. O jego religijności nie ma ani słowa, co jest całkowitym odejściem od treści komiksu.

W oryginalnej serii mamy bowiem do czynienia z nieomal obłąkanym mężczyzną, który tworzy swoją własną religię opartą na wydarzeniach z przeszłości swojej i Gusa. Momentami widzimy przebłyski jego wcześniejszej osobowości, gdy dba o syna czy uczy go czytania. Ale w większości zaprezentowanych z nim scen jest dla hybrydy bardzo surowy i ciągle opowiada o Bogu, który skazał wszystkich ludzi na zagładę.

Ostoja to tylko mit

Komiks „Sweet Tooth” był pierwotnie wydawany w USA przez cztery lata. W tym czasie światło dzienne ujrzało 40 zeszytów, niemal wyłącznie skupionych na życiu Gusa po śmierci Richarda Foxa. Netflix potrzebował jednak znacznie poszerzyć tę historię, dlatego dodał sporo własnych wątków. Jednym z nich jest powstanie Ostoi dla hybryd zarządzanej przez Aimee Eden. To miejsca naprawdę istnieje, a generał Abbot pod koniec 1. sezonu wręcz je najeżdża ze swoimi ludźmi.

Nic podobnego w komiksie nie ma miejsca, bo Ostoja to tylko legenda służąca wyciągnięciu półzwierzęcych dzieci z ich kryjówek. Dlatego Wendy i Bobby'ego (czyli dwie inne hybrydy) poznajemy tam dopiero po złapaniu Gusa przez Abbota i jego ludzi a nie wcześniej. Nikt taki jak Eden w oryginalnej serii się nie pojawia.

Kim jest Tommy Jeppard i jakie są jego motywacje?

Kilka szczegółów dotyczących Tommy'ego Jepparda (zwanego też Wielkoludem) w obu wersjach jest niemal identyczna. Samotny mężczyzna uzbrojony w karabin myśliwski ratuje Gusa przed kłusownikami i zabiera go w podróż. W serialu jest początkowo niechętny temu towarzystwu, w komiksie wręcz przeciwnie. Wynika to wprost z faktu, że w tamtej opowieści z misją złapania hybrydy wysyła go Abott. Wielkolud nie ma wyboru, bo robi to w celu odzyskania szczątek ukochanej żony.

W serialu los małżonki Jepparda nie jest znany (znika jeszcze szpitalu), więc mamy tu do czynienia z olbrzymią zmianą, która zresztą stawia całą postać w zupełnie innym kontekście. Co ciekawe, Netflix nieco zmienił też zawód Wielkoluda przed nastaniem pandemii. W serialu był ex-gwiazdą futbolu amerykańskiego a w komiksie hokeju na lodzie. Jednego i drugiego Tommy'ego różnią też wiek oraz kolor skóry.

Przeszłość doktora Singha

Premierowy sezon „Łasucha” można pod pewnymi względami traktować jako prequel/alternatywną wersję oryginalnej historii. Bo oprócz wydarzeń z Ostoi wcześniej na osi czasowej umiejscowiono także całą historię doktora Singha i jego żony. W komiksie lekarza z Indii poznajemy już w obozie Abotta, gdzie przeprowadza okrutne wiwisekcje i eksperymenty na hybrydach. O jego przeszłym życiu i żonie nie wiemy niemalże nic. Co ciekawe, sam Singh z czasem staje się też mocno powiązany z wątkiem nowej religii Richarda Foxa. Można się więc zastanawiać, jaki inny plan na niego ma w taki razie Netflix.

Armia Zwierząt i wszystko co jej dotyczy

Samozwańcza Armia Zwierząt pojawia się w obu wersjach, ale różni ich tam właściwie wszystko. W serialu to ideologicznie natchniona proekologicznie grupa nastolatków walczących w celu ochrony hybryd. Jej liderką i założycielką jest Niedźwiedź, która z czasem dołącza do Gusa i Wielkoluda.

Komiks przedstawia zaś Armię Zwierząt jako zbieraninę agresywnych fanatyków, którzy czczą hybrydy i mają w ich temacie jakieś ukryte cele. Dowodzi nimi starszy mężczyzna (zresztą armia składa się niemal wyłącznie z nich), który trzyma przy sobie sforę chłopców-psów wychowanych w agresji i okrucieństwie. Słowem obie historie nie mogłyby podejść do tego tematu w bardziej odmienny sposób.

Podobnych zmian jest oczywiście więcej, ale starałem się nie wybiegać za daleko wprzód.

Nie jest to takie łatwe, bo komiks i serial przedstawiają różne podobne wydarzenia w innej kolejności. A część scen oraz postaci z oryginału w ogóle nie pojawia się w produkcji Netfliksa. Ale nawet bez ich opisu widać jasno, że mamy tu do czynienia z bardzo dowolną interpretacją dzieła Jeffa Lemire'a. Dlatego nie polecam dziecięcym fanom „Łasucha” sięganie po komiksową serię. Ale rodzice jak najbardziej powinni to zrobić, bo oryginał jest, mówiąc wprost, po prostu lepszy.