Audiobooki  /  News

Kaczorowska komponuje podręcznikowe niby-przeprosiny i „przeprasza, jeśli kogoś uraziła”

Picture of the author

Gdy jesteś osobą popularną, a palniesz jakąś głupotę (albo: długi wpis zbudowany z całego szeregu głupot), która spotka się z szeroką (i uzasadnioną) krytyką, to wypadałoby przeprosić. Tak po prostu, po ludzku. Z myślą o tych, którzy nie lubią przyznawać się do winy i pocą się na samą myśl o samokrytyce, powstało popularne w sieci rozwiązanie o nazwie non-apology (niby-przeprosiny). Czyli coś, co zrobiła Agnieszka Kaczorowska.

W sobotę 5 czerwca gwiazda „Klanu”, Agnieszka Kaczorowska, zwymiotowała wpisem o „modzie na brzydotę”, krytycznym również wobec ciałopozytywności. Nie minęło wiele czasu, a rzesza osób (zarówno tych popularnych, jak i zwykłych internautów) postanowiła napisać, co myśli o tekście, w którym naturalność uznano za brzydotę (opinię jednego z naszych redaktorów przeczytacie tutaj). Aktorka próbowała bronić swoich złotych przemyśleń w komentarzach, ostatecznie jednak zrozumiała, że popełniła błąd, pisząc bardzo krzywdzący, niesprawiedliwy tekst, i pokornie przeprosiła.

Albo raczej: tak zrobiłaby w idealnym świecie, tymczasem użyła typowego non-apology, wręcz podręcznikowego, rozpoczynającego się… tak, dobrze wiecie, jakie to były słowa. Kultowe: jeżeli ktokolwiek poczuł się urażony…

Jeżeli ktokolwiek poczuł się urażony, czytając mój poprzedni post, to szczerze przepraszam. Nie taka była intencja i nie odnosił się do nikogo bezpośrednio. Natomiast jak każdy, mam prawo mieć swoją opinię i pogląd na dany temat. Niektórzy rozumieją i się zgadzają, inni nie rozumieją, jeszcze inni się nie zgadzają. I Ok.Tu stawiam kropkę. PIĘKNEGO popołudnia.

Komentarze do przeprosin zostały, rzecz jasna, zablokowane. Celebrytka słusznie podkreśliła prawo do własnej opinii, którego nikt jej nie odmawia. Zauważyła też, że, uwaga, nie odnosiła się do nikogo bezpośrednio. Pewnie, jedynie do części tej wąskiej grupki osób, do której dotrze zasięg na poziomie 400 tys. Dając do zrozumienia wielu przytłoczonym kompleksami ludziom, jakie ma zdanie na temat całej tej mody na brzydotę. Jednocześnie wpływając na sposób myślenia wielu innych. W bardzo szkodliwy sposób.

Non-apology nigdy nie załatwia sprawy, bo nie jest efektem wyrzutów sumienia, chęci zadośćuczynienia czy wyrażenia skruchy, a jedynie wpisem zabezpieczającym: wiecie, co o tym myślę, ale nie zarzucicie mi, że nie przeprosiłam. Rzecz w tym, że nie ma to żadnej wartości, a pozostawia jeszcze większy niż wcześniej niesmak.