Książki

Dzięki metamfetaminie mogą uprawiać seks przez tydzień bez przerwy. Autor „Chłopaków z Dubaju” mówi, jak jest

chlopaki z dubaju piotr krysiak wywiad
331 interakcji
dołącz do dyskusji

— Gdyby ktoś potraktował „Chłopaków z Dubaju” jako reportaż o Polsce, to w życiu nie pomyślałby, że to taki konserwatywny kraj tępiący związki partnerskie i osoby LGBT, ale jedno z najbardziej liberalnych miejsc na mapie Europy — mówi w rozmowie z Rozrywka.Blog Piotr Krysiak.

Piotr Krysiak był wieloletnim dziennikarzem śledczym TVP i „Wprost”, który na stałe przerzucił się na pisanie książkowych reportaży. M.in. przeprowadził wywiad-rzekę z „polskim Jamesem Bondem” („Agent Tomek: Spowiedź”), opisał aferę pedofilską z księżmi w roli głównej na Dominikanie („Wyspa Ślepców”), a także przybliżył działalność Cezarego P. w książce „Diler gwiazd”.

Największą sławę przyniósł mu jednak reportaż „Dziewczyny z Dubaju”, w którym opisał świat ekskluzywnych escort-girls. Tym razem przybliżył nam męską część tego świata, w książce zatytułowanej „Chłopaki z Dubaju”. W wywiadzie rozmawiamy z nim o kulisach powstania reportażu, hipokryzji polityków tępiących osoby LGBT, a także o pewnym znanym biznesmenie, który w jednym z rozdziałów jest opisany jako „Zbigniew S.”

Autor książki Piotr Krysiak / Fot. Archiwum prywatne

Bartosz Godziński: To twój pierwszy reportaż wcieleniowy w formie książki. Odważyłeś się tam na wiele rzeczy, w tym wynajmowanie escortów, ale nie przekroczyłeś granicy stuprocentowego oddania się sprawie. A może przeszło ci to przez myśl?

Piotr Krysiak: Czytałeś książkę, więc wiesz, że miałem takie propozycje. Jestem już trochę za stary. Może to był jedyny powód, przez który nie przekroczyłem tej granicy. Tak przynajmniej mi się wydaję (śmiech). Niektórzy mi to zarzucali, bo gdy Janusz Rolicki pisał o rolnikach, to zatrudnił się na polu, a gdy robił reportaż o bezdomnych, to spał z nimi na ulicy. 

Ja miałem w tym wypadku trudniej, bo nie jestem tak piękny jak ci wszyscy młodzi mężczyźni, z którymi rozmawiałem, pewnie nie miałbym klientów i nic bym w końcu nie napisał. Natomiast nie wszyscy z nich  wiedzieli, że piszę książkę. Tak więc bardziej wcieliłem się w rolę ich klientów, by zdobyć ich zaufanie i dowiedzieć się, jak naprawdę wygląda ich praca i życie 

Ile ci to zajęło?

Na infiltracji tego środowiska spędziłem trzy lata. Myślę, że zrobiłem to bardzo dokładnie. Tak naprawdę ten świat jest tuż obok nas, ale go nie dostrzegamy, bo nie chcemy go zobaczyć, a oprócz tego jest dość hermetyczny. Kiedy jesteśmy w nim raz na miesiąc lub rok, to nie jesteśmy w stanie w pełni zajrzeć za kulisy i dowiedzieć się, dlaczego np. Latynosi przylatują do Polski, a Polacy uciekają do Berlina, by tam być escortami. Żeby to udokumentować porządnie musisz  z nimi być, zaprzyjaźnić się, a czasem nawet i pomieszkiwać.

W tytule mamy „Chłopaków z Dubaju”, ale w samej książce tego Dubaju nie jest zbyt wiele. Duża część książki dzieje się w Berlinie. Nigdy tam nie byłem, ale z tego, co czytałem, jest on stolicą rozpusty.

Dla mnie Berlin jest bardziej „europejską Tajlandią”, która słynie z seks-turystyki. Jest otwartym i tolerancyjnym miastem, bardzo go lubię i nie zamierzam krytykować, jednak faktycznie pasuje do niego też sformułowanie „burdel Europy”. Szczególnie dla osób homoseksualnych. Wystarczy, że pójdziesz do dzielnicy Schöneberg lub otworzysz gejowską aplikację randkową PlanetRomeo czy Grindr.

Zauważysz też, że najwięcej wśród tamtejszych męskich prostytutek jest Latynosów. W Europie jest na nich boom, bo są po prostu dla nas egzotyczni. Zarabiają dużo i szybko, ale i błyskawicznie te pieniądze wydają. Między innymi na narkotyki. W Berlinie jest wszystko.

Dużą popularnością cieszy się produkowana również w naszym kraju metamfetamina, zwana potocznie tiną lub babcią tiną – od Tiny Turner. Pozwala tym chłopakom uprawiać seks praktycznie bez przerwy przez tydzień, a także pozwala zapomnieć o podstarzałym wyglądzie zewnętrznym klientów. 

Wziąłem pod lupę kilka krajów, ale takiego popytu na młodych Latynosów nie ma nigdzie indziej. Mieszkam w Hiszpanii i tutaj jest wręcz odwrotnie. Dlatego właśnie wybierają Berlin, Frankfurt, Kolonię, a także m.in. Polskę. U nas też się cieszą sporym powodzeniem. Mają wyjątkową urodę, a także podejście do spraw seksu. Nie bez powodu krąży stereotyp o ich gorącym temperamencie.

A jeśli chodzi o Dubaj to cały ostatni rozdział jest o krajach Arabskich. Dubaj, Katar. Potrafisz sobie wyobrazić, że 25-letni policjant bez doświadczenia zarabia tam 70 tysięcy zł miesięcznie? I stać go na zaproszenie polskich escortów na trzy tygodnie! Jeden z moich bohaterów jest bardzo dobrze znany całej Polsce.

Kilka lat temu na konferencji prasowej opowiedział, jak molestował go ksiądz. Trzy dni nie schodził z czołówek głównych dzienników informacyjnych. W tym czasie się prostytuował w krajach arabskich. Głównie po zachodzie słońca, bo wtedy Allah nie patrzy.

Molestowany przez księdza Polak, który stał się escortem. W tle widzimy jak jego chłopaka ubiera w szaty ich sponsor w Katarze. Fot. archiwum prywatne Piotra Krysiaka

Czyli od czasów wydanej w 1978 roku książki „My, dzieci z dworca ZOO” nic się nie zmieniło pod tym względem w Berlinie?

Nie do końca. Zmieniło się kilka rzeczy. Po pierwsze dworzec ZOO został odrestaurowany, a okolice porastają pięciogwiazdkowe hotele w tym stricte dla gejów. I właśnie tam przenieśli się pracownicy seksualni. Wiedzą, że takim miejscu nie przyjdzie do nich żaden ktoś byle jaki, ale bogaty klient. Dlatego sami też nie chodzą w obdartych łachmanach, ale starają się dobrze wyglądać. Niektórym wystarczy po jednej markowej rzeczy na pokaz, którą piorą codziennie.

Z rozmów z kilkoma escortami zaobserwowałem, że mają potem tendencję do przyssania się i dojenia takich osób. Nie kończy więc relacji na jednej nocy, ale potem piszą do klientów, że np. potrzebują pieniędzy na hotel albo proszą o zastawienie wynagrodzenia na poczet przyszłego spotkania. I wielu to się naprawdę udaje i mają takich „tatuśków” w ich języku to "papi".

Kolejna, znacząca różnica, to najpopularniejsza używka brana przez escortów. Zamiast heroiny teraz bierze się tinę, która pozwala efektywnie pracować. Dwa lata temu kosztowała 150 euro za gram. To jest ten sam narkotyk, z którym Stany Zjednoczone mają ogromny problem. W przeciwieństwie do „tradycyjnej” amfetaminy – jej się nie wciąga, tylko pali w fifce. Nie chce się po niej jeść, spać, ale po pewnym czasie wyzwala halucynacje, stany lękowe, wyniszcza organizm i jest silnie uzależniająca.

Drugi bezkonkurencyjny narkotyk to krople GBL zwane potocznie "Dżi". Płyn używany w przemyśle do czyszczenia felg w samolotach. To bardzo euforyczna substancja po której wiele osób w Hiszpanii zmarło. Najpierw zasypiali po czym dostawali bezdechu. 

Nie zawsze ci młodzi chłopcy chcą brać. Zmuszają ich do tego klienci, którzy pragną kilkudniowego seksu po narkotykach. Problem w tym, że taki seks-turysta przyjeżdża do hotelu raz na miesiąc i wraca do swojego życia i domu. Escort nie ma swojego życia i domu, tylko kolejnego klienta, który się z nim spotka tylko pod warunkiem brania narkotyków. To pułapka praktycznie bez wyjścia. Po kilku latach już nie sprzedają się za 100 euro za godzinę w hotelu, ale na ulicy za dwa machy metamfetaminy, bo są na głodzie i nie mogą inaczej funkcjonować. 

Masz córkę, żonę, rodzinę. Jak reagowali na to, że woziłeś się po berlińskich hotelach z ćpającymi escortami?

Byłą żonę. Natomiast moja córka, jak zresztą czytałeś, też się pojawia w książce, bo poznała jednego z moich głównych bohaterów Aleksa i choć początkowo go nie lubiła, to zakumplowali się. Co ciekawe, czyta też moje książki, a czasem nawet je redaguje. 

A nie boisz się, że sprowadzi ją na złą drogę?

Z Alexem znaliśmy się tak naprawdę dwa lata i wiedział, że piszę książkę. Przez pewien czas nawet mieszkał ze mną w Barcelonie. Po takim czasie nabierasz zaufania, szczególnie, że udowodnił to wielokrotnie m.in  pomagając mi w odzyskaniu laptopa, którego zwędził mi jeden z escortów. 

Alex - jeden z głównych bohaterów książki. Fot. Piotr Krysiak / archiwum prywatne

Czy jest różnica między kobiecymi a męskimi escortami? Przed przeczytaniem twojej książki wydawało mi się, że bardzo mało kobiet zostaje prostytutkami lub mówiąc bardziej poprawnie: sex workerkami, tylko dla pieniędzy. Zwykle zmusza je do tego sytuacja życiowa lub są na przykład ofiarami handlu ludźmi. Uważałem, że faceci robią to głównie z własnej woli. Jednak się myliłem i chyba nie ma aż tak znacząc różnic.

To jest bardziej skomplikowany temat i nie da się tego generalizować. Na przykład w konserwatywnej Polsce sporo gejów trafia do burdeli, bo rodzina nie jest w stanie zaakceptować ich seksualności i uciekają z domów. Inny scenariusz to po prostu wakacyjny przyjazd do Warszawy z mniejszej miejscowości. Chcą spróbować sobie dorobić i zostają prostytutkami. Kiedy po jednym weekendzie zarobią trzy tysiące złotych i będą sobie w stanie kupić wymarzony smartfon lub buty, to już nie tak chętnie będą chcieli wrócić do „normalnej”, studenckiej pracy. 

Kolejna kategoria to Latynosi z Kolumbii, Wenezueli, Kuby i Dominikany. To osoby, które mówią swojej rodzinie, że lecą do Europy, bo ci głupi europejczycy nie potrafią podnieść pieniędzy leżących na ulicy. Są tak bogaci, że nawet się po nie nie schylają. No i są już na tym lotnisku w Berlinie bez grosza, znajomości, noclegu i tym sposobem trafią do burdelu. 

Są i osoby, które rzeczywiście robią to dla zabawy lub są seksoholikami. Jest kilku Polaków, którzy grają w gejowskim porno, a oprócz tego oddają się za kasę na boku. Tak jest zresztą w całej Europie: będąc escortem grającym w porno zgarniasz podwójną stawkę. 

Funkcjonują nawet gangi gejów Latynosów, którzy od razu werbują świeżaków do siebie. A ci zarabiają tylko część tego, co mogliby zarabiać gdzie indziej. Jeszcze kilka lat temu nawet nie zdawali sobie sprawy z istnienia takich aplikacji jak Grindr czy PlanetRomeo. Nie pracowali na własny rachunek, a dla kogoś. Wiadomo, że alfons zgarnia większość dla siebie.

To może różnicą jest orientację seksualną? Klientami sex workerek zwykle są mężczyźni i podejrzewam, że większość jest jednak hetero. Tymczasem wszyscy napotkani przez ciebie męscy escorci to geje, a przynajmniej w pracy spotykali się tylko z facetami.  Z drugiej strony można zatem przypuszczać, że klientami męskich prostytutek też są wyłącznie geje lub przynajmniej biseksualiści. 

I tu cię zaskoczę. Tu chodzi o ten temperament, którym na początku mówiłem, ale także kulturę i podejście do tych spraw. Może i w Ameryce Łacińskiej homoseksualizm jest nieakceptowalny, ale seks uprawia każdy z każdym. Chłopak z dziewczyną, dziewczyna z chłopakiem, chłopak z chłopakiem, dziewczyna z dziewczyną. I zaczynają w bardzo młodym wieku. Niektórzy mają nawet 10 lat.

Wielu moich bohaterów i ogólnie escortów to biseksualiści. Często mają żony, dzieci i wyrywają się na chwilę z domu, by spędzić czas z klientem. Oni się różnią od pozostałych, bo najczęściej nie zażywają narkotyków, a robią to, by utrzymać rodzinę. 

Lufka, w której pali się metamfetaminę. Fot. Piotr Krysiak / archiwum prywatne

Skoro obaliliśmy już część stereotypów, przenieśmy się nad Wisłę. Obraz, który wyłania się z twojej książki, to czysta hipokryzja wśród rządzących, celebrytów, biznesmenów. Zwalczają publicznie osoby LGBT, a sami potem korzystają z ich usług prywatnie. Oczywiście nie wszyscy, ale też nie jedna osoba.

Gdyby ktoś potraktował „Chłopaków z Dubaju” jako reportaż o Polsce, to w życiu nie pomyślałby, że to taki konserwatywny kraj tępiący związki partnerskie i osoby LGBT, ale jedno z najbardziej liberalnych miejsc na mapie Europy. 

Tak jest jednak nie tylko w Polsce, ale i innych konserwatywnych krajach. Weźmy na przykład Jörga Haidera. Lider konserwatywno-liberalnej austriackiej Partii Wolnościowej  zginął w wypadku samochodowym wracając z klubu dla gejów

Albo József Szájer, przyjaciel Viktora Orbána, który zasłynął w grudniu spektakularną ucieczką po rynnie w Brukseli. Zwiewał z narkotyczno-gejowskiej orgii, a to właśnie na jego laptopie powstała konserwatywna konstytucja Węgier. Przylatywał też do Polski, ale nie po to, by ją pozwiedzać lub spotkać się z politykami, ale by brać udział w gejowskim bunga bunga w hotelu naprzeciwko lotniska Okęcie.

Niektórzy polscy prezenterzy i dziennikarze, którzy w swoich programach nie tylko nie bronią osób LGBT, ale się z nich trochę podśmiechują, a potem np. idą do kina dla gejów i tam uprawiają seks. Co innego mówią, co innego robią, tak samo jest z pewnymi politykami i biznesmenami. 

Na czym wypłynął słynny biznesmen, który jest bohaterem pierwszego rozdziału książki? Na łapaniu pedofilów w sutannach, choć wcześniej był zamieszany w aferę klubu pedofilów na warszawskim dworcu Centralnym. Wywinął się, bo prawdopodobnie przekupił chłopaka, który wcześniej go obciążał. Ten zeznał, że nie pamiętał, w którym miesiącu się z nim spotkał, a było to kluczowe w ustaleniu w wieku – czy miał wtedy jeszcze 14 lat, czy już 15 i uniknął. 

Tępienie pedofilii jest słuszne, ale biznesmen wyoutował też homoseksualistę. Dlatego ja tego nie zrobiłem, bo nie jestem sumieniem narodu i pisałem o nim tylko Zbigniew S. Jednak on opublikował kiedyś film, w którym oskarżył księdza o seks z nieletnim chłopakiem, tymczasem później okazało się, że był starszy i był w związku z tym kapłanem. Niestety ten nie zniósł hejtu i popełnił samobójstwo

Jak myślisz, skąd się bierze wśród osób u władzy, na przykład polityków – i to nie tylko wśród partii rządzącej – taka niechęć i nienawiść do osób LGBT. Przecież nawet jeśli sami są hetero, to na bank znają geja lub lesbijkę. 

Poprzednia władza może i nie tępiła tych osób, ale nie stawała też w ich obronie. To przecież takie niepopularne, no i co powie Kościół? A ten ma w kwestii homoseksualizmu sporo do powiedzenia i sporo pod kołderką. Przecież kiedy premierem był Leszek Miller, mógł z łatwością przepchnąć ustawę ze związkami partnerskimi, bo SLD miał niemal większość w Sejmie (w koalicji z PSL). Nie zrobili dlatego. Dlaczego? Społeczność LGBT nie jest na tyle dużą grupą wyborców, by w ich interesy się angażować. Jednak na konkordat z Watykanem już się zgodzili, bo trzeba utrzymywać dobre relacje z katolikami (wyborcami i samym Kościołem).

To jest dopiero hipokryzja. Popieranie Kościoła wojującego z LGBT, którego stolica jest „oazą” homoseksualistów. Opisał to dwa lata temu Martel Frederic w reportażu „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie”. Nawet podaje nazwę baru, w którym księża spotykają się z młodymi escortami. A polscy politycy boją się związków partnerskich, bo to nie po drodze z Kościołem. Czysty absurd.

A dlaczego czasem te wysoko postawione osoby, które są homo i korzystają z usług escortów, tak zapalczywie walczą z tymi osobami i stają w obronie „tradycyjnych wartości”?

Nie jestem seksuologiem, ale wydaje mi się, że te osoby znalazły się w pewnym środowisku, osiągnęły jakiś sukces lub pozycję w ugrupowaniu czy społeczności opartej na innych wartościach niż liberalne. W pewnym momencie rozumieją, że to nie jest choroba, jak mówi wielu księży. Nie weźmiesz tabletki i nie wyleczysz się z homoseksualizmu. Wiele osób ze starszego pokolenia pamięta, że w PRL gejów obrzucano na ulicy kamieniami, a nawet można było za to zginąć. 

To właśnie ci wiekowi politycy są najbardziej krytyczni, bo jeszcze mają z tyłu głowy poprzedni system. Pewnych rzeczy niełatwo się pozbyć z naszej głowy i przyjąć nowe normy. W Hiszpanii lub też właśnie Niemczech widok chłopaków idących za rękę jest czymś naturalnym. Madrycka Chuecca jest pełna kochających się mężczyzn czy kobiet a z balkonów powiewają tęczowe flagi. Nikogo to nie dziwi.

W Polsce to dalej sytuacja nie do wyobrażenia. I tak dalej tkwimy w stereotypach. Najgorzej mają ci, którzy zdają sobie sprawę ze swojej seksualności, ale nie chcą wyjść z szafy. Mają „normalne” rodziny, ale biologii nie oszukasz. Wilka zawsze będzie ciągnąć do lasu. Stąd właśnie jeszcze nieraz usłyszymy o aferach podobnych jak na Węgrzech czy w Austrii. 

Dziewczyny z Dubaju” wywołało więcej szumu medialnego niż „Chłopaki”. Z czego to może wynikać? To była tajemnica poliszynela? 

To sprawa właśnie tych stereotypów. Bo „dziwka” to tylko kobieta, nie mężczyzna. Poza tym w Polsce homoseksualizmu właściwie nie ma, więc czym się ekscytować? A niewiele osób też wie, że bohaterowie mojej książki biorą pieniądze również od pań. 

Tak naprawdę powodów jest wiele. Na rynku literackim trzeba mieć dużo szczęścia. Niektóre media uznały też, że to za śliski temat i dopiero opublikowały informacje o biznesmenie, gdy powiedziałem o nim w wywiadzie z Tomkiem Sekielskim. Sprzedaż jednak idzie podobnie jak w przypadku pierwszej części.

Wcześniej napisałem też reportaż „Wyspa ślepców” - o aferze pedofilskiej z księżmi na Dominikanie. Ona też jakoś nie wstrząsnęła Polską choć temat obu księży rozpalał główne serwisy informacyjne w naszym kraju prawie 2 lata. Dopiero „Dziewczyny z Dubaju” to zrobiły. Bo były o dziwkach. Żyjemy w męskim, szowinistycznym świecie funkcjonującym w gigantycznych stereotypach, których obecna władza nie pozwala nam się wyzbyć. Wkrótce staniemy się zaściankiem Europy.

Ja spełniłem swoje marzenie, bo napisałem reportaż wcieleniowy. Nie mogę jednak nie podziękować właśnie dziewczynom z Dubaju – to właśnie dzięki nim miałem czas i środki, by zrobić to po bez pośpiechu i dokładnie nie patrząc na zegarek. Najwięcej pieniędzy zarobiłem na dziwkach, więc teraz się z nimi dzieliłem zbierając materiał do książki.  

A może to też wynika z wyparcia lub tego, że ludzie nie wierzą ci na słowo. Np. piszesz „Zbigniew S.” - wszyscy znamy tego polityka. Jest bohaterem memów, nawet Mata go cytował w swojej piosence. Ogólnie: celebryta. I nagle dowiadujemy się, że miał sprowadzać sobie do hotelu chłopców i przebierać między innymi jak na wystawie. Bez żadnych twardych dowodów ludzie traktują to jak ściemę.

Jeśli dobrze pamiętam to w teledysku Maty Zbigniew S. nie jest jedynym bohaterem mojej książki. Ale wracając do biznesmena, to długo zastanawiałem się jak doszło do tego, że Lech Wałęsa napisał w jego sprawie list z prośbą o objęcie go azylem politycznym w Norwegii. Jestem przekonany, że ktoś go podpuścił. Gdyby prezydent wiedział więcej o tym biznesmenie nie zdecydowałby się na taki ruch.  No i tu jest właśnie odpowiedź na twoje pytanie. Ludzie to widzą i myślą, no jak mógł być zamieszany w aferę pedofilską, skoro taki autorytet jak Wałęsa wstawia się za nim. Niemożliwe nie? Ciekawe, kiedy ktoś zapyta o to byłego prezydenta. Pewnie odpowie, że nie miało tym pojęcia.

Zbigniew S. w czasach, kiedy potrzebuje mnóstwa pieniędzy na prawników i odszkodowania, od razu by mnie oskarżył o zniesławienie, jeżeli w rozdziale o nim byłoby choć ziarnko nieprawdy. Od premiery jednak minął miesiąc. Ten biznesmen zawsze głośno krzyczał i obrażał wszystkich, ale teraz woli przemilczeć rozdział z sobą w roli głównej.

Czy po tym co widziałeś i po takich krępujących w sumie sytuacjach, w których się znalazłeś zbierając materiał na książkę, jest jeszcze w stanie ciebie coś zaskoczyć?

No jasne. W twojej pracy też pewnie cię zaskakuje wiele rzeczy każdego dnia. Najlepszą odpowiedzią jest tekst mojej redaktorki przy „Dziewczynach z Dubaju”. „Po co ty to kurwa piszesz? Przecież o dziwkach już napisano wszystko. To się nie sprzeda” - stwierdziła.  Uważałem, że nikt nie napisał o ekskluzywnej prostytucji i nie pomyliłem się - sprzedałem prawie 300.000 egzemplarzy. Świetną książkę o prostytucji, ale w Hiszpanii  napisała Isabel Pisano, "Yo Puta" (Dziwka), która zgłębiała temat latami, opisywała handel ludźmi i zna wszystkie prostytutki w Madrycie i Barcelonie, poświęciła temu zagadnieniu pół strony, bo nie znalazła takich bohaterek, które chciałaby z nią pogadać.

To czym nas zaskoczysz w kolejnej książce?

Teraz robię sobie przerwę od seksu (śmiech). Już wszyscy mi mówią, żebym nieco odpuścił, bo niedługo ludzie mnie zaszufladkują w tej tematyce. Dlatego moją następną książką będzie biografia nietuzinkowej postaci w Polsce. Zacznie się od sceny na lotnisku i próby uprowadzenia samolotu. Uprzedzę twoje pytanie - nie, to nie będzie książka o gangsterach.

Książka „Chłopaki z Dubaju” jest już dostępna w sprzedaży.

* zdjęcie główne: polska para escortów w Dubaju / archiwum prywatne Piotra Krysiaka