1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy
  4. Komiksy

Chcesz przeczytać „Trzech Jokerów”, ale boisz się, że nic nie zrozumiesz? Wyjaśniamy smaczki najważniejszego nowego komiksu DC

trzech jokerów

W sklepach od pewnego czasu jest już dostępne polskie wydanie najważniejszego komiksu DC z końcówki 2020 roku. „Trzech Jokerów” to lektura tyleż fascynująca, co przytłaczająca dla nowych czytelników.

Uwaga! Tekst zawiera drobne spoilery z „Batman: Trzech Jokerów”. W poszukiwaniu bardziej tradycyjnej recenzji zajrzycie TUTAJ.

Batman i Joker to duet przeciwników, o którym słyszał cały świat. Ich popularność dawno wykroczyła poza same karty komiksów, bo przecież w żadnego superbohatera i żadnego złoczyńcę nie wcielało się na dużym ekranie tak wielu aktorów jak właśnie w Batmana i Jokera. Wizerunki ich widzimy bez przerwy na ulicach, ubraniach przechodniów czy w internecie. Stali się absolutnymi ikonami popkultury, z których wizerunkiem trudno eksperymentować (choć „Joker” z Joaquinem Phoenixem pokazał, że czasem warto).

Dlatego tak wielkie poruszenie wywołała sugestia DC, że tak naprawdę od lat Jokerów w komiksach było trzech. Każdy na swój sposób prawdziwy i wielokrotnie stający naprzeciw Mrocznego Rycerza. „Trzech Jokerów” szybko urosło do miana najważniejszego nowego dzieła DC, ale wydawnictwo od 2016 aż do 2020 roku w swoich głównych wydaniach ograniczało się tylko do drobnych sugestii dotyczących tego wątku. Opowieść ostatecznie zadebiutowała za oceanem jako trzyczęściowa i samodzielna miniseria w ramach imprintu DC Black Label. To umiejscowiło ją w jakimś sensie na granicy istniejącego kanonu (do dzisiaj ta kwestia nie została w pełni wyjaśniona).

Trzech Jokerów” jest doskonałym przykładem bałaganu, którym stały się współczesne komiksy superbohaterskie.

Kwestia kanoniczności jest tak naprawdę poboczna, choć na przepełnionym setkami nowych tytułów rynku nowym czytelnikom czasem bardzo trudno połapać się w tym, co jest kanonem, a co nim nie jest. W przypadku „Trzech Jokerów” nie sposób udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Główne serie o Batmanie wspominały o historii wymyślonej przez Geoffa Johnsa, ale ona sama się w nich nie pojawiła. W środku znajdziemy zresztą nawiązania i do tytułów uznanych za niekanoniczne („Batman: Zabójczy żart”), i do opowieści wchodzących w skład kanonu („A Death in the Family”). Wychodzi więc z tego taki totalny misz-masz wątków, easter eggów, zapożyczeń i własnych pomysłów.

„Trzech Jokerów” to bynajmniej nie jest zły komiks. Przedstawiona tam historia jest dosyć oryginalna, ma też swój dramatyzm i suspens. Wyraźnie da się jednak odczuć, że pierwotnie planowano ją raczej jako coś większego, bo kończy się zbyt szybko i trochę rozczarowująco. Nie to jest jednak jej największym problemem. Wyobraźmy sobie taką sytuację: do kin wchodzi największy hit lata lub na platformie Netflix debiutuje wyczekiwany przez tysiące widzów serial. W obu przypadkach widzowie zasiadają przed ekrany i nagle okazuje się, że do sensownego śledzenia fabuły powinni mieć za sobą lekturę kilku książek i seanse filmów z ostatnich 30 lat. Nie brzmi to zbyt komfortowo, prawda? A właśnie takie bariery przed czytelnikami stawiają superbohaterskie komiksy.

Dziesiątki crossoverów i pobocznych projektów oraz częste restarty linii wydawniczych sprawiły, że śledzenie komiksów stało wielkim wyzwaniem.

Ten problem nie tyczy się tylko DC. W czerwcu Egmont Polska rozpocznie wydawanie tomów wchodzących w skład odświeżonej linii wydawniczej zatytułowanej Marvel Fresh, która w USA wystartowała w 2018 roku i trwa do dzisiaj. To dobry moment dla nowych czytelników, którzy akurat chcą zacząć swoje kolekcje. Ale gdyby sprawa wyglądała tak prosto, to nie mówilibyśmy o komiksach. Bo taki nowy czytelnik, jeżeli spróbuje dowiedzieć się zawczasu, czy zrozumie wydarzenia nadchodzących serii, stanie przed dosyć dużym problemem.

Bo czy dla zrozumienia Marvel Fresh trzeba znać wydarzenia sprzed restartu? Czy wymagana jest uprzednia lektura zeszytów Marvel Legacy? A co z All-New, All-Different Marvel i Marvel NOW! 2.0., które Dom Pomysłów wydawał równolegle z Marvel Legacy? Nie wspominając o oryginalnym Marvel NOW! z 2012 roku. Od tych wszystkich nazw naprawdę można dostać pomieszania zmysłów, a mowa tylko o kolejnych liniach wydawniczych z ostatniej dekady. W ich skład wchodzą dziesiątki pojedynczych serii, a przecież uniwersum Marvela nie zaczęło się w 2011, 2010 czy nawet 2000 roku. Oczywiście istnieje możliwość zignorowania tego wszystkiego i po prostu cieszenia się wybranym na chybił trafił komiksem, ale z każdą dekadą staje się to coraz trudniejsze.

Znajomość całej wewnętrznej historii DC i Marvela wymaga encyklopedycznej wiedzy. Dlatego lepiej skupić się na pojedynczym tytule takim jak „Batman: Trzech Jokerów”.

Fabuła „Trzech Jokerów” opiera się na idei, że w pewnym momencie Gotham dręczył więcej niż jeden Książę Zbrodni. Nie wiadomo, czy Jokerów było trzech przez wiele lata, od początku, a może dopiero w ostatnim czasie. Przez cały komiks nie zostaje to w żaden sposób wyjaśnione. Prawda jest jednak taka, że jako pojedyncza opowieść „Batman: Trzech Jokerów” nijak się nie broni i nie ma zbyt wiele sensu. Komiks Johnsa należy bardziej traktować jako symbol różnorodności i zmienności Jokera przez lata istnienia tego bohatera.

Nie przez przypadek Batman w toku opowieści wskazuje, że Joker-przestępca przypomina mu przeciwnika z wczesnych lat ich rywalizacji, Joker-klaun uwielbia kiczowate gadżety i dziecięce sztuczki, a Joker-komik ma skłonność do sadystycznych numerów. To w rzeczywistości (bardzo ogólny, ale właściwy) opis przemiany tej postaci w ciągu dekad: od dosyć poważnego i skupionego na przestępstwach Jokera ze złotej ery superbohaterskich komiksów, przez korzystającego z gadżetów śmieszka ze srebrnej ery komiksów, aż po łączącego cechy obu tych postaci z sadyzmem i okrucieństwem współczesnego Jokera. W samej opowieści ten podział sprawdził się tak sobie (czytelnicy słusznie narzekali, że komik i klaun prawie się między sobą nie różnią w designie i zachowaniu), ale jako przyspieszona lekcja historii jest całkiem sensowny.

„Trzech Jokerów” opiera się ponadto na kilku bardzo istotnych komiksach z historii Batmana (więcej o narodzinach tej postaci i jej początkach przeczytacie TUTAJ), co dodatkowo zamiesza w głowie świeżym odbiorcom. Chodzi przede wszystkim o tytuły, które wpłynęły na kształtowanie postaci Batgirl i Red Hooda, ale nie tylko. Bardzo ważną inspiracją dla tegorocznego tytułu jest „Batman: Zabójczy żart” Alana Moore'a, w którym Książę Zbrodni Gotham postrzelił Barbarę Gordon. Istotnym punktem odniesienia są też serie „Batman: A Death in the Family” oraz „Batman: Under the Red Hood” opisujące śmierć i powrót Jasona Todda. Przez cały tom Johnsa widać też nawiązania do komiksów: „Batman: Człowiek, który się śmieje” (początki działalności Klauna), „Joker” wydanego w Polsce w 2011 roku (tutaj chodzi przede wszystkim o postać Przestępcy), oraz „Azyl Arkham” (cielesna płynność Jokera). Nieco mniej oczywistą, ale ciekawą inspiracją jest tu też „Batman” Tima Burtona, gdzie to właśnie morderca rodziców Bruce'a Wayne'a stał się potem największym wrogiem Batmana.

Batman: Trzech Jokerów – co warto znać przed przeczytaniem?

Gdy podobnych wątków jest tak dużo to trudno już mówić o smaczkach dla największych fanów czy ukrytych easter eggach. Znajomość tych wszystkich dzieł staje się po prostu kluczowa do zrozumienia „Trzech Jokerów”. Można to oczywiście oceniać jako wartościowe wzbogacenie lektury i w jakimś stopniu tak faktycznie jest. Ale można się też zastanowić, czy konieczność korzystania ze ściągawki przy czytaniu hitowego komiksu naprawdę musi być tak oczywistą koniecznością?

Lista filmów i komiksów, z którymi warto się zapoznać:

Filmy:

  • Batman (1989)
  • Batman w cieniu Czerwonego Kaptura
  • Mroczny Rycerz

Komiksy:

  • Batman: Zabójczy żart
  • Batman: Człowiek, który się śmieje
  • Azyl Arkham
  • Joker
  • Batman: Przeklęty
  • Batman: A Death in the Family
  • Batman: Śmierć rodziny
  • Batman: Under the Red Hood