1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

„Kolej podziemna” to najlepsze, co miały do zaoferowania serwisy VOD

„Kolej podziemna” to najlepsze, co miały do zaoferowania serwisy VOD

Majówka jak co roku była za krótka, a sam maj nie rozpieszczał przesadnie piękną pogodą. Na pocieszenie mieliśmy na szczęście nasze ulubione seriale.

W maju podróżowaliśmy z południa na północ Stanów Zjednoczonych, zaglądaliśmy hen hen do odległej galaktyki i śpiewaliśmy z Lucyferem musicalowe numery.

Oto nasze ulubione seriale maja.

Matylda Grodecka – „Mare z Easttown”, bo wreszcie mam o czym gadać ze szwagierkami.

Brakowało mi takiego kryminału. Mare z Easttown zawróciła mi tak w głowie, że zastanawiałam się, kto zabił krojąc chleb, kombinowałam, co mogło się stać z porwaną dziewczyną, myjąc zęby i budziłam męża po 2 w nocy, żeby przedstawić mu swoją nową genialną teorię dotyczącą okoliczności zbrodni. Ten serial wciąga jak bagno i sprawia, że chcesz wymieniać się pomysłami na to kto zabił z matką, babką, a nawet ze szwagierką, z którą większość twoich kontaktów rodzinnych ograniczała się do tej pory do uciekania przed jej dzieckiem (sytuacja oczywiście czysto teoretyczna). Nie bez znaczenia jest tu też fenomenalna gra aktorska, świetne tempo prowadzenia narracji i piękne zdjęcia ukazujące małe miasteczko w całej jego złożoności. 

Serial obejrzysz w HBO GO.

Piotr Grabiec – „Star Wars: The Bad Batch”, bo animacje Star Wars są super

„Gwiezdne wojny” podpadły fanom za sprawą nieudanych filmów kinowych, ale pozostałe zakątki tego uniwersum nadal mają sporo do zaoferowania. Bardzo udanym projektem jest animacja „Star Wars: The Bad Batch”, która opowiada o tytułowej parszywej zgrai żołnierzy-klonów o specjalnych zdolnościach. Jej członkowie, których poznaliśmy niedawno w dokręconym po latach ostatnim sezonie „The Clone Wars”, próbują sobie poradzić z przekształceniem się Republiki w Pierwsze Galaktyczne Imperium pod wodzą Imperatora Palpatine’a oraz jego poplecznika w postaci Gubernatora Tarkina. W dodatku, jakby mieli mało problemów, ich towarzyszką stała się tajemnicza młoda dziewczynka o imieniu Omega…

Serial obejrzysz na Disney Plus.

Michał Jarecki – „Kolej podziemna”, bo to fenomenalnie zrealizowana i złożona analiza amerykańskiego niewolnictwa, która dotyka też kondycji współczesnych Stanów Zjednoczonych

Jedna z tych produkcji, które nie pozwolą widzowi odetchnąć z ulgą – nawet po zakończeniu seansu, który sporo po sobie pozostawia. Opowieść spod znaku „co by było, gdyby...”. Fabuła skupia się na zbudowanej przez bezimiennych czarnoskórych specjalnej kolei, która jest kanałem przerzutowym służącym do ratowania niewolników z plantacji. Jej tory prowadzą z Południa do północnych stanów. Rzecz jasna, podobna kolej nigdy nie istniała: to alternatywna wersja historii Afroamerykanów i zarazem skrupulatna analiza rasizmu jako przemyślanego, precyzyjnie zaprojektowanego systemu. Co ważne, utwór sprawdza się znakomicie na wielu płaszczyznach, również artystycznych (fantastyczne występy aktorskie i fenomenalne zdjęcia) czy gatunkowych. Znakomita adaptacja nagrodzonej Pulitzerem i National Book Awart powieści.

Serial obejrzysz na Amazon Prime Video.

Rafał Christ - „Kolej podziemna, bo to znakomity serial na podstawie świetnej powieści

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem, że Barry Jenkins zamierza zrobić serial na podstawie „Kolei pozdziemnej”, popukałem się w głowę. Po co mu to? Ma Oscara na koncie, po co mu walczyć z nagrodzoną Pulitzerem powieścią? Nie wyjdzie z tego nic dobrego. Jak bardzo byłem w błędzie. Lakoniczny styl Colsona Whiteheada reżyser zamienił na swoje zamiłowanie do detali, ludzkich twarzy i człowieka w ogóle. Zabiera nas w długą, bo 10-odcinkową (większość epizodów ma ponad godzinę, chociaż jeden liczy zaledwie 20 min), podróż przez przeżarte rasizmem Stany Zjednoczone. Kiedy tylko może, podlewa swoją opowieść surrealizmem i grozą, szykując dla swoich bohaterów istny koszmar. Jeśli jednak myślicie, że skoro akcja osadzona jest w XIX wieku to ten horror już minął, z błędu wyprowadzą was współczesne piosenki na napisach końcowych. W uszach rozbrzmiewa wtedy padające w produkcji zdanie: „Możemy uciec od niewolnictwa, ale blizny po nim nigdy nie znikną”.

Tomasz  Gardziński – „Castlevania”, bo to idealny serial na wychodzenie z lockdownu

W maju nie miałem okazji obejrzeć żadnego nowego serialu, który z czystym sumieniem dałoby się nazwać arcydziełem. Każdy z recenzowanych przeze mnie tytułów („Castlevania”, „Park Jurajski: Obóz Kredowy” i „The Kominsky Method”) pokazał w najnowszym sezonie swoje naprawdę mocne strony, ale jednocześnie żaden nie był wolny od słabości. Dlaczego więc padło akurat na adaptację słynnej serii gier wideo? Przede wszystkim z uwagi na bardzo kompaktową naturę tego serialu, stosunkowo krótkie odcinki oraz, będącą częścią jego DNA, szybką i ekscytującą akcję. W momencie systematycznego luzowania obostrzeń i poprawiającej się pogody wszyscy potrzebujemy seriali, które da się obejrzeć łatwo, szybko i przyjemnie. „Castlevania” jest właśnie takim dziełem.

Serial znajdziecie na Netfliksie.

Bartosz Godziński „Lucyfer – sezon 5B”, bo stał się czymś więcej niż guilty pleasure

Największe wrażenie na mnie w tym miesiącu zrobił miniserial HBO „Mare z Easttown”, zwłaszcza finałowy odcinek, ale już jest na liście, więc nie będę się przecież powtarzał. Dlatego typuję drugą część 5. sezonu „Lucyfera”. Po przejęciu tej przedziwnej quasi-adaptacji komiksu z uniwersum Sandmana przez Netfliksa jej poziom urósł. Czuć to nie tylko po pieniądzach wpakowanych w CGI i scenografię, dzięki którym nie wygląda już jak produkcja telewizyjna z przełomu mileniów. W sezonie 5B mamy ponownie zabawę formą w postaci musicalowego odcinka, ale i większy nacisk położony na ewolucję postaci drugoplanowych i wyjaśnienie ich pobudek. Momentami zbliża się niebezpiecznie w kierunku telenoweli lub teen dramy spod znaku „Riverdale”, ale jest bardziej dojrzały i mniej kiczowaty. Z kolei cliffhanger na koniec sprawia, że jestem szalenie ciekaw kolejnego sezonu.

Serial znajdziecie na Netfliksie.