Gry

Gracze wściekli, że Aloy przytyła w „Horizon Forbidden West”. Czas zakończyć tę żenującą debatę i wyrosnąć z Lary Croft

horizon forbidden west aloy

Dzień bez seksistowskiej afery w środowisku gier wideo dniem straconym? Tak zdaje się myśleć część fanów „Horizon Zero Dawn”, których oburzają zmiany w wyglądzie głównej bohaterki gry. A debata o twarz Aloy nie jest jedyną, jaka toczy się właśnie online.

„Horizon Zero Dawn” to jeden z największych hitów konsoli Playstation w ostatnich latach, dlatego nie dziwi, z jak wielki zainteresowaniem wiązała się prezentacja pierwszych materiałów wideo z jego sequela. Niestety, zamiast rozmawiać o innowacjach w gameplayu czy dalszym rozwoju ciekawego świata science fiction zaprezentowanego w 1. części cała sieć rozpoczęła debatę... o twarzy Aloy. A przy okazji też o poprawności politycznej, seksizmie, trollingu oraz autentycznej reprezentacji kobiecego ciała w grach wideo.

Wszystko zaczęło się od tweeta użytkownika o nicku ApexAlphaJ, który porównał screena wizerunku Aloy z „Horizon Forbidden West” z fan-artem przedstawiającym jej szczuplejszą i umalowaną wersję. W samej wiadomości internauta zaznaczył, że Sony zmieniło swoją postać, by wyglądała bardziej męsko. Co rzekomo nie jest naturalnym odzwierciedleniem wyglądu kobiet i stanowi ciąg dalszy trendu rozpoczętego przez „The Last of Us 2”. Cały wywód zakończyło zaś hasło, by firmy odpowiedzialne za gry zatrudniały fanów.

Hasło „poprawność polityczna” nie padło, ale wiadomo, o co chodzi.Bo na pewno nie chodzi o autentyzm.

Do obecnej afery z Aloy można podejść na dwa różne sposoby. Część internautów np. na Reddicie traktuje całą sprawę jako trolling, którego nie ma nawet sensu zaszczycać odpowiedzią. Ci co najwyżej rzucają zabawnym memem czy przerobionym obrazkiem mającym na celu ośmieszenie stereotypowo seksistowskich graczy narzekających na polityczną poprawność w ich grach komputerowych, filmach czy nawet kreskówkach (afery ze skunksem Pepe, Lolą i bronią palną w „Zwariowanych melodiach” pokazują, że tych ostatnich tyczy się to bardzo często).

Rozumiem taką postawę, bo czasem śmiech naprawdę jest zdrowszy dla naszego własnego stanu psychicznego niż kolejna internetowa wojna toczona w mediach społecznościowych. Zresztą w przypadku „Horizon Forbidden West” mamy do pewnego stopnia do czynienia z burzą w szklance wody. Bo zaprezentowany przez ApexAlphaJ screen nieszczególnie odpowiada temu jak Aloy wygląda w całym zwiastunie. Faktycznie jest nieco pulchniejsza na twarzy, ale niewiele.

Tylko co w tym złego? Każdy z nas przeżywa w swoim życiu różne okresy i czasami przybiera na wadze czasami na wadze traci. Czy jest coś nierealistycznego w bohaterce przechodzącej podobne zmiany fizyczne? Protagonistka przy tym sprawia po prostu dojrzalsze wrażenie, co jest jak najbardziej na miejscu w sequelu.

Ale po prawdzie problem nie dotyczy tylko Aloy i „Horizon Forbidden West”. W grę wchodzi lekceważenie systemowego seksizmu.

Nie mamy tu przecież do czynienia z pierwszym przypadkiem rzekomej poprawności politycznej, która w oczach wielu graczy odbiera seksapil ich ukochanym bohaterkom. Podobne głosy dało się słyszeć wobec mnóstwa innych postaci z Larą Croft na czele. Nie jestem fanem nowych gier z serii „Tomb Raider” i młodej Lary Croft jako postaci, ale między racjonalną krytyką a seksistowskim oburzeniem naprawdę jest spora różnica. Bo redesign Lary miał sens w kontekście opowieści, jaką wybrało Square Enix.

  • Czytaj także: A jak wypadł pokaz „Horizon Forbbiden West” pod względem czystego gameplayu? Sprawdźcie wrażenia Szymona.

Oryginalną Larę projektowano z pełną świadomością tego, jakie wrażenie będzie robić na graczach (oczywiście z dzisiejszej perspektywy wygląda jak zlepek kanciastych poligonów, ale przymknijmy na to oko). Jej seksapil był częścią charakteru panny Croft i jej sposobu bycia. Pasował do tej bohaterki, choć oczywiście późniejsza nadmierna seksualizacja ze strony samych graczy w fanartach czy fanficach była już mocno eksploatacyjna. Natomiast nie każda postać musi wyglądać jak modelka prosto z wybiegu. Dobrze, gdy gry pokazują różnorodność i to jak się zmieniamy w ciągu lat. Cieszy, jeśli przy okazji nie promują niemożliwych do spełnienia standardów dotyczących wyglądu zarówno kobiet, jak i mężczyzn.

Nazywanie tego od razu poprawnością polityczną jest niepoważne.

Seksizm w grach nie jest wyssany z palca. Zresztą sprzeciw wobec treści polityczno-społecznych w popkulturze zwykle ogranicza się do tego, jakie poglądy sami uważamy za niewłaściwe. Obecność tych, które sami popieramy, nie wydaje nam się niczym niewłaściwym. Sami twórcy gier też nie są zresztą wolni od podobnego myślenia. Dlatego Ubisoft w poście na swojej stronie internetowej tak desperacko przekonuje wszystkich dookoła, że „Far Cry 6” będzie polityczny, nie będąc jednocześnie ani trochę polityczny. Co oznacza w dużym skrócie, że tocząca się na Kubie produkcja nie będzie w żaden sposób dotykać politycznej sytuacji tego kraju, ale podejmie takie tematy jak narodziny faszyzmu, prawa osób LGBT+, praca przymusowa i koszty wiążące się z imperializmem.

Wszystko zostanie oczywiście ubrane w otoczkę fikcyjnej historii i miejsca, żeby przypadkiem nikomu wpływowemu nie nastąpić na odcisk, tracąc przez to część zysków. I w pełni zgadzam się z graczami, którzy nazywają taką postawę nieodpowiedzialnym pójściem na łatwiznę. Bo teraz sprzeciw wobec faszyzmu i dyskryminacji osób nieheteronormatywnych jest w modzie i niewiele kosztuje. Niewiele w tego typu postawie jest chęci realnego odzwierciedlenia prawdziwych problemów. Zresztą Ubisoftowi w tym kontekście nieszczególnie warto ufać, bo ich przeszłe gry takie jak „The Division 2” czy „Far Cry 5” też miały być polityczne bez nadmiernej polityczności, co zwykle kończyło się pójściem po linii najmniejszego oporu. A o tematach takich jak seksizm, faszyzm czy nierealistyczne standardy wyglądu naprawdę warto opowiadać, również w grach wideo. Tylko, że trzeba do tego odrobiny powagi.