1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

„Nocny konwój” to najbardziej frustrujący film roku

nocny konwoj recenzja filmu

Choć „Nocny konwój” jest nieźle zagrany (w obsadzie jest m.in. Omar Sy) i próbuje opowiedzieć o ważnych tematach, to ostatecznie same dobre chęci nie wystarczą.

Nie wiem, co się stało z francuskim kinem w ostatnich latach. Kiedyś to była oaza znakomitych komedii, potem równie udanych sensacji i thrillerów, a obecnie jest jedynie niewyraźnym cieniem tego wszystkiego. Przekombinowane scenariusze, które są w dodatku pokracznie napisane; fatalne, łopatologiczne dialogi, które brzmią tak, jakby bohaterowie rozmawiali ze sobą po raz pierwszy w życiu i operujące samymi banałami historie.

To tylko niektóre moje zarzuty pod kątem tamtejszego kina. A „Nocny konwój” jest sztandarowym przykładem wszystkich najgorszych praktyk tego typu.

Anne Fontaine, autorka filmu, sama chyba nie wiedziała, o czym chce opowiedzieć.

Jej dzieło jest tak chaotyczne i niekonsekwentne, jak to tylko możliwe, choć zaczyna się całkiem interesująco. Oto poznajemy trójkę głównych bohaterów Virginie, Erika i Aristide'a – policjantów – podczas jednego z wielu dni pracy na komendzie. Każdego z funkcjonariuszy obserwujemy przez kilka minut z ich osobistej perspektywy. Dostajemy więc fabularne puzzle, które szybko składają się w większą całość.

Mamy okazję poznać bliżej te postaci, ich motywacje i problemy osobiste. Dowiadujemy się na przykład, że Virginie (w tej roli Virginie Efira) ma romans z Aristidem (Omar Sy) i podczas jednej z upojnych nocy zaszła w ciążę, którą chce teraz usunąć. A potem, mniej więcej w połowie seansu pojawia się dopiero „gwóźdź programu”.

Cała trójka ma za zadanie przetransportować z więzienia na lotnisko nielegalnego imigranta, który zostaje odesłany do swego kraju, gdzie czeka go kara śmierci.

Po drodze Virginie zaczyna mieć wątpliwości, zagląda w akta więźnia i stwierdza, że został on niesłusznie zatrzymany, a teraz, po odesłaniu go do kraju, czeka go pewna śmierć. Trójka policjantów zaczyna więc rozważać wypuszczenie go wolno…

Nie bardzo rozumiem, jak to wszystko łączy się ze sobą. Te trzy mikro-historie z początku seansu niby mają uczłowieczyć policjantów i uzasadnić ich nietrzymanie się procedur? Jaki z tym wszystkim związek ma niechciana ciąża i plany aborcyjne Virginie? Po co to widzom?

Mam wrażenie, że Fontaine chciała z jednej strony pokazać pracę w policji z perspektywy kobiecej, z drugiej podjąć temat aborcji, a z trzeciej, bo jak widać jej mało, dołożyła do tego zagadnienie tematykę uchodźców. Wszystko to w jednym filmie i w 100 minut.

Jeśli Fontaine chciała stworzyć obraz feministyczny, to oddała kobietom niedźwiedzią przysługę.

Filmowa Virginie jest osobą szokująco niekompetentną i irytującą. Zacznijmy od tego, że zdecydowała się na romans z kolegą z pracy, podczas gdy w domu czeka na nią mąż i mały synek (autorka w ogóle nie sugeruje, że w małżeństwie coś nie gra, poza tym, że kobieta jest w nim nieobecna). Podczas tego romansu zachodzi w ciążę. Oczywiście nie tylko ona jest odpowiedzialna za tę sytuację, ale to jej przygląda się reżyserka i ją stawia w centrum.

Kadr z filmu Nocny konwój

W jednej ze scen w pierwszym akcie, podczas interwencji w trakcie bójki na ulicy, kobieta stoi zamyślona i nieobecna, podczas gdy jej koledzy męczą się podczas przepychanki z dresiarzami. W innej ze scen to ona zaczyna przepychać się z mężczyzną, który jest agresywny i nie może sobie z nim poradzić - z opresji musi ją wybawić kolega.

W drodze po więźnia, czyli podczas wykonywania służbowych poleceń, kobieta wymusza na kolegach zatrzymanie się w aptece. Potem, już podczas przewozu imigranta, rozkuwa więźnia, następnie zaczyna przekonywać kolegów, by go wypuścić.

Przypominam, tą bohaterką jest policjantka. Ja rozumiem, chyba, co chciała nam przekazać reżyserka, ale wyszło z tego jakieś kuriozum. Co gdyby kobieta nie miała racji, a przewożony więzień jednak byłby groźny? Jej zachowanie jest nie tylko niekompetentne, ale i nieodpowiedzialne. Przyznam, że jeszcze czegoś takiego nie widziałem.

Na poziomie humanistycznym i empatycznym jestem nawet po stronie Virginie, ale nie w tych okolicznościach, na boga!

Jeśli ten film cokolwiek robi dla kobiet, to potwierdza tylko złośliwe i nieuczciwe opinie, mówiące, że nie nadają się one do służby w policji.

Zapewne Fontaine nie o to chodziło, ale przez tę całą pokraczną formułę scenariusza, trochę tak wyszło. Virginie wydaje się zagubiona, emocje stawia przed logiką, zachowuje się, jakby to był jej pierwszy dzień w pracy i jakby nigdy w życiu nie przeszła policyjnego szkolenia – dosłownie jakby ją wyjęto z kiepskich mizoginistycznych żartów.

W dodatku postać Virginie przeczy sama sobie na poziomie choćby tylko moralnym. Z jednej strony mamy z nią sympatyzować, bo stoi po stronie życia imigranta, który prawdopodobnie został niesłusznie skazany. Z drugiej strony decyduje się na aborcję, jakby to była decyzja o wyrwaniu zęba. Na pewno ta decyzja trawi ją mentalnie, ale podjęła ją nadzwyczaj szybko i konkretnie. Co więcej, rozmyślnie zdradza ona swojego męża i na koniec seansu widzimy ją, jak idzie za rękę z kochankiem. Sam film niejako zapomina o tym, że kobieta ma rodzinę, w tym małe dziecko. I powtarzam, film nie sygnalizuje wcale, że ktoś jej w tej rodzinie robi krzywdę. To raczej Virginie jest na dystans od męża i dziecka. Widzimy ich przez chwilę w pierwszych minutach tej produkcji, a potem już wcale.

To nie jest ani bohaterka, ani nawet antybohaterka. Filmowa Virginie to jakaś płynna moralnie postać, która właściwie nie wiem, co reprezentuje. Trochę tak, jakby reżyserce „Nocnego konwoju” pomieszały się różne idee lewicowe, tyle że źle rozumiane.

Oczywiście nie tylko Virginie ma problemy – najstarszy stażem i wiekiem z całej trójki policjantów Erik ma ciągoty do alkoholu, Aristide w jednej ze scen celowo przejeżdża kilka razy na czerwonym świetle.

Momentami zastanawiałem się, czy przypadkiem „Nocny konwój” nie jest niezamierzoną tragikomedią (stąd też Omar Sy w obsadzie) albo mroczną wersją „Akademii Policyjnej”.

Jakby tego było mało finał, jest potwornie niesatysfakcjonujący, banalny, napisany na kolanie i wydaje się być zwykłą zapchajdziurą. Fontaine zapomniała, że film też powinien mieć swoje zasady gramatyki jeśli chodzi o konstrukcję fabuły i postaci.

Ja po seansie byłem sfrustrowany i skonsternowany. Jak na razie „Nocny konwój” to jeden z najgorszych filmów, nie tylko tego roku, ale ostatnich lat. Jak zawsze jednak, zachęcam do sięgnięcia po niego na własną rękę. Jeśli tylko poruszana przez film tematyka was interesuje, to najlepiej jeśli sami go sprawdzicie i ocenicie. Być może spojrzycie na niego z zupełnie innej perspektywy.