1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Tom Holland pierwszy raz w życiu widzi dziewczynę. „Ruchomy chaos” to mieszanka westernu i science-fiction

ruchomy chaos film vod recenzja

Filmowa adaptacja popularnej serii książek autorstwa Patricka Nessa to kolejna nieudana hollywoodzka próba igrania z młodzieżowym postapo. „Ruchomy chaos”, który można już oglądać w polskich serwisach VOD, choć miał w sobie potencjał, ostatecznie rozczarowuje.

Akcja filmu rozgrywa się na odległej planecie, na której żyje społeczność osadników przybyłych przed dekadami z Ziemi. Są tu jednak sami mężczyźni, gdyż lata temu rdzenny lud tego świata z nieznanych powodów pozabijał wszystkie kobiety.  Do tego wszystkiego wszyscy ci mężczyźni widzą i słyszą swoje myśli.

Głównym bohaterem „Ruchomego chaosu” jest Todd (w tej roli Tom Holland), który pewnego dnia natrafia na rozbity w okolicy statek kosmiczny. Okazuje się, że jego pasażerem była dziewczyna, Viola (Daisy Ridley). Sęk w tym, że Todd nigdy wcześniej w swoim życiu nie widział dziewczyny...

„Ruchomy chaos” należy do rzadkich przypadków produkcji z szalenie popularnymi aktorami w rolach głównych, które latami skwierczą się w filmowym piekiełku produkcyjnym.

Zdjęcia do „Ruchomego chaosu” zakończyły się już pod koniec 2017 roku. To, co jednak wówczas oddał reżyser Doug Liman, okazało się niezdatne do oglądania. Testowe projekcje kończyły się miażdżącą krytyką. Film nie nadawał się do dystrybucji. Postanowiono więc wykonać serię dokrętek. Te jednak były możliwe dopiero w 2019 roku, kiedy to dwójka głównych aktorów, czyli Tom Holland i Daisy Ridley, zakończyli wcześniejsze zobowiązania kontraktowe na planach kolejno „Spider-Mana: Daleko od domu” oraz „Gwiezdnych wojen: Skywalker Odrodzenie”.

Douga Limana na stanowisko reżysera zastąpił Fede Alvarez i przez około miesiąc dodatkowych zdjęć starano się sprawić, by „Ruchomy chaos” nadawał się do pokazania światu. Wtedy jednak na drodze pojawiła się kolejna przeszkoda  - pandemia koronawirusa i zamknięte kina. Znowu trzeba było przesunąć, oryginalnie planowaną na 2019 rok, premierę.

Film trafił do kin w USA ostatecznie w marcu 2021 roku na ograniczoną liczbę ekranów. W wielu miejscach poza USA trafi od razu na VOD. Tak też to ma miejsce w Polsce. W tym wypadku tytuł „Ruchomy chaos” nabiera o wiele szerszego znaczenia.

Ogólnie rzecz biorąc mamy do czynienia z filmem, który pomimo gwiazdorskiej obsady, nie jest zbytnio promowany i okrył się złą sławą. Choć na pewno pomaga mu fakt, że oparty jest na popularnej serii książek autorstwa Patricka Nessa. Zakładając oczywiście, że widownia nadal jest żywo zainteresowana post-apokaliptycznymi historiami o nastolatkach.

Czy wspomniane wyżej dokrętki pomogły całości?

Nie wiem, jak prezentowała się pierwotna wersja, ale zakładam, że gorzej, bo „Ruchomy chaos” w wersji finalnej da się oglądać bez większego zgrzytania zębami. Nie jest to niestety nadal dobre kino, ale o tym za moment.

Na pewno „Ruchomy chaos” prezentuje ciekawy koncept na młodzieżowe sci-fi i miał w sobie potencjał na coś więcej. Sam pomysł na to, że akcja rozgrywa się na planecie, na której nie ma kobiet, a mężczyźni widzą i słyszą swoje myśli jest interesujący. Choć też wydaje mi się, że bardziej spisuje się on na papierze niż w wersji zwizualizowanej. Na samym początku miałem problem z przyzwyczajeniem się do tego stanu rzeczy, aczkolwiek przyznaję, że twórcy znaleźli ciekawy sposób na pokazanie tych uzewnętrznionych myśli w filmie.

Tom Holland w filmie Ruchomy chaos

Pierwsze 20 minut seansu było dla mnie dość chaotyczne i mętne, przypuszczam, że to tutaj, oraz w samym finale, twórcy mieli najwięcej do cięcia i szycia, bo środek jest zdecydowanie najlepszą częścią „Ruchomego chaosu”. Wtedy to zostajemy z dwójką głównych bohaterów i ich samotną odyseją przez obcą planetę, a motywy science-fiction i westernu zostawiamy na rzecz kina survivalowego, oczywiście w wersji dla nastolatków. Tu też nie zabrakło wielu uproszczeń, autorskich ścieżek na skróty, schematycznych rozwiązań, przewidywalnych i niezbyt szokujących zwrotów akcji, ale to w tym punkcie, moim zdaniem, tkwi serce „Ruchomego chaosu”.

Kadr z filmu Ruchomy chaos

Niestety w całym tym szale poprawek i dokrętek twórcy zgubili gdzieś nie tylko głównych bohaterów, ale i cały świat przedstawiony.

Mimo że akcja rozgrywa się na obcej planecie, poznajmy zaledwie jej malutki obszar, w dużej mierze leśny. Nie dowiadujemy się za wiele o reszcie, tak samo jak o zamieszkujących ów glob tubylcach. Todd i Viola dosłownie tylko raz i to na chwilę, natrafiają podczas podróży na rodowitego mieszkańca ten planety i to by było na tyle. Także jeśli chodzi o umiejętność budowania świata przedstawionego, twórcy oblali egzamin i to na całej linii.

Siłą rzeczy sprawia to, że „Ruchomy chaos” jako całość sporo traci i plasuje się na półce co najwyżej średniaków i w tym kontekście jego premiera na rynku VOD absolutnie ma sens.

Bohaterowie są płascy, przez to mało interesujący i niełatwo jest nam z nimi sympatyzować. Choć oczywiście sytuację ratuje fakt, że w obsadzie mamy Toma Hollanda, Daisy Ridley czy Madsa Mikkelsena. Nawet najbardziej papierowe dialogi i słaby rys postaci potrafią oni wynieść o poziom wyżej. Szczególnie Holland wypada z nich wszystkich pozytywnie.

Grana przez Ridley Viola jest najbardziej monotonną i nieokreśloną bohaterką, więc aktorka nie miała zbyt wiele do grania. Ratowała się jednak ekranową charyzmą i urokiem. Na pewnym poziomie to wystarczało.

Daisy Ridley w filmie Ruchomy chaos

Koniec końców trudno oglądać „Ruchomy chaos” i nie mieć po seansie poczucia zmarnowanego potencjału.

Słaby pierwszy akt, masa schematycznych rozwiązań po drodze oraz pospieszony, przewidywalny i nudny finał skutecznie zwalczają liczbę pozytywnych aspektów tej produkcji. Od strony wizualnej „Ruchomy chaos” nie zachwyca niczym szczególnym. Zdjęcia i muzyka są na typowym hollywoodzkim poziomie klasy średniej. Raz na jakiś czas widać też, że film ten został konkretnie pocięty, nie zawsze w umiejętny sposób. Jest tu kilka momentów z dość dziwnymi decyzjami montażowymi.

Film jest też oczywiście metaforą różnic między mężczyznami a kobietami. Nie jest to może najbardziej finezyjna metafora, ale w dość obrazowy sposób próbuje nam przedstawić to, że, ponoć, mężczyźni są łatwi jeśli chodzi o odczytywanie ich emocji, bo nie starają się ich ukryć, a z kolei kobiety pozostają tajemnicze, nieodgadnione i kryją w sobie umiejętności uzdrawiania i opieki. Nie jest to jednak film antymęski, gdyż twórcy pokazują, że wiele aspektów męskości jest pozytywnych, choć nie wszystkie.

Tom Holland i Daisy Ridley w filmie Ruchomy chaos

Całość jednak wydała mi się zaledwie wstępem do szerszych rozważań, także po seansie miałem uczucie, że oglądałem wideoklipowe streszczenie pierwszego aktu, jednak bez kontynuacji. A tej raczej nie będzie.

Hollywood ewidentnie nie radzi sobie z adaptacjami powieści z gatunku young adult. Poza „Igrzyskami śmierci” każdy kolejny film YA był tylko marnym cieniem adaptacji książek Suzanne Collins. Może więc już czas sobie odpuścić?