1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Ewa Farna prezentuje „Ciało”. Piosenkarka opowiedziała o body-shamingu i akceptacji

ewa farna ciało ciałopozytywność body positive

„Ciało”, czyli najnowszy numer Ewy Farnej, który 25 maja został udostępniony w sieci, zdążył już zyskać całkiem spory rozgłos. Wszystko za sprawą tematu, który zdecydowała się podjąć artystka: dotyczy on akceptacji swojego ciała i zmian, na które nie ma się wpływu. Kawałek swoim wydźwiękiem wpisuje się w idee ruchu ciałopozytywności, pod którymi podpisuje się coraz więcej gwiazd.

O ciele mówi się i pisze coraz częściej w ramach narracji, która jeszcze całkiem niedawno miała znikomą siłę przebicia. Na naszych oczach rośnie w siłę ciałopzytywność (body positive), czyli ruch społeczny, według którego człowiek powinien zaakceptować swoje ciało i zdać sobie sprawę z faktu, że piękno to konstrukt społeczny, a standardy urody są współcześnie absurdalnie nierealistyczne. Celem ruchu jest m.in. zdrowe pogodzenie się ze sobą, dostrzeżenie irracjonalności własnych kompleksów i zrozumienie, że wygląd zewnętrzny nie powinien mieć wpływu na poczucie własnej wartości. W dobie kultu wciąż udoskonalanych, często podrasowanych za pomocą medycyny estetycznej i nieraz nieosiągalnych dla przeciętnego człowieka ciał i twarzy łatwo o skrajne obniżenie samooceny, a w rezultacie brak akceptacji samego siebie.

Ruch, który — z czego nie wszyscy zdają sobie sprawę — powstał blisko ćwierć wieku temu (inicjatywa psychoterapeutki Elizabeth Scott i pisarki oraz producentki Connie Sobczak, która cierpiała na zaburzenia odżywiania) często bywa krytykowany jako propagujący otyłość i niezdrowy tryb życia. Większość negatywnych komentarzy wynika jednak z niezrozumienia fundamentalnych założeń body positive lub ich niewłaściwej interpretacji. Wśród nich nie ma miejsca na samouwielbienie, promocję zaniedbania czy lenistwa. Chodzi o zrozumienie i zaakceptowanie własnych ograniczeń i możliwości, wad i zalet. Przekonanie o tym, że nasza prawdziwa wartość nie powinna być odczytywana z powłoki wierzchniej i tak samo my nie powinniśmy przez jej pryzmat oceniać innych.

Do ruchu stopniowo dołącza coraz więcej znanych osób czy popularnych marek. Mnożą się kampanie reklamowe promujące odzież zdjęciami bez retuszu. Rozstępy, cellulit, blizny i wiele innych cech, które nie pasują do medialnego kanonu piękna, zostają na swoim miejscu. Jasne, spora część podobnych reklam wciąż jeszcze jest zanadto zachowawcza, ale i to powoli ulega zmianie. Za jednym z przełomów stała choćby marka Dove, rozbijając „ideał” w 2005 roku. Kampania „Prawdziwe piękno” związana była z badaniem, według którego zaledwie 2% kobiet określiłoby swój wygląd jako piękny, a 9 na 10 kobiet w wieku od 15 do 64 lat chciałoby zmienić w nim coś zmienić.

ewa farna ciało ciałopozytywność body positive
Dove

„Ciało” Ewy Farnej to w warstwie lirycznej utwór prosty, ale sprawnie uwypuklający rdzeń ciałopozytywności, jego główny przekaz.

To prawda, że próżno szukać w nim linijek mocnych, zwracających uwagę, ostatecznie jednak kluczowy okazuje się sam klip, do którego Farna zaprosiła kobiety w różnym wieku, o różnych rozmiarach, sylwetkach, niedoskonałościach. Sama przyznaje, że jej ciało bywało gnębione przez innych i że nieraz się wstydzi, iż w nie zwątpiła.

Piosenka jest o zaakceptowaniu zmian na ciele, na które nie mamy wpływu. A coś czuję, że na przyszłość to może być numer, który zawsze będzie mi przypominał jak ważne jest starać się przyjąć to, jak życie się na mnie podpisze.

Chodzi o celebrowanie ciała pod względem jego funkcjonowania, a nie tylko estetyki, do której nas świat mocno pcha. Po tym jak moje ciało przyniosło na świat nowe życie, zyskałam do niego jeszcze większy szacunek, jestem pełna podziwu za to co potrafi. (…) Całe życie ciało będzie się zmieniać, zmiana to jedyne, na co możemy liczyć (śmiech). Wiec chcę potrafić polubić albo przynajmniej zaakceptować to, czego nie da się zmienić

— opowiada Farna.

Choć można narzekać, że w piosence brakuje jakiegoś faktycznie mocnego akcentu, a całość jest ostatecznie dość bezpieczna, to nie zmienia faktu, że każdy kolejny głos w intencji samoakceptacji, który na fali muzyki pop ma szansę dotrzeć w Polsce do wielu uszu, jest bezcenny. Szlachetne założenia body positive potrzebują popularyzacji. Bardziej, niż ktokolwiek inny, mogą ją zapewnić te gwiazdy showbizesu, które o krzywdzących kanonach wiedzą najwięcej.

Co więcej, numer jest finałem trwającej od kilku dni akcji „Ciało z historią”. To społeczna kampania, która m.in. zachęca do traktowania swojego ciała jako własnej historii. W jednym z nagrań piosenkarka opowiedziała o body-shamingu, którego doświadczyła, a także o jego konsekwencjach dla psychiki. Kolejne nagrania promujące akcje opowiadają historie innych bohaterek. Te promujące normalizację kobiecych ciał materiały emanują siłą znacznie większą, niż wspomniany kawałek (jest na szczęście całkiem spora szansa, że za jego sprawą niektórzy się nimi zainteresują). Artystce nie można odmówić odwagi; biorąc pod uwagę presję medialną i wysokie prawdopodobieństwo szerokiej krytyki, zabranie głosu na powyższy temat nie jest czymś, co popularnej artystce może przyjść z łatwością. Akcja Farny może jednak przysłużyć się dyskursowi i zmobilizować do działania inne osoby z branży. Oby.