1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Dzieje się

Mateusz Morawiecki wrzuca do sieci mema z Godzillą i Piesełem, a ja się pytam, czy politycy powinni wykorzystywać popkulturę do promocji programu?

mateusz morawiecki mem pieseł facebook nowy ład

Tuż po ogłoszeniu przez Prawo i Sprawiedliwość „Nowego Ładu” premier Mateusz Morawiecki umieścił na Facebooku grafikę wykorzystującą materiały promujące film „Godzilla kontra Kong”. W ten sposób chciał wyjaśnić ludziom, jak PiS rozgromi kryzys ekonomiczny i pandemię koronawirusa. To nie pierwszy raz gdy politycy korzystają z popkultury, by trafić do serc i umysłów ludu.

Założę się, że twórcy filmu „Godzilla kontra Kong” nawet nie śnili o tym, że premier pewnego nadwiślańskiego kraju w sercu Europy wykorzysta grafiki promujące ich dzieło do zobrazowania tego, jak jego gabinet poradzi sobie z widmami kryzysu i pandemią COVID-19. Najgorsze jest to, że memy od Mateusza Morawieckiego, to wcale nie jest najdziwniejsza rzecz, jaką widziałem na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy…

Jak premier i jego rząd zamierzają pogonić pandemię i kryzys gospodarczy według mema Morawieckiego? Kijem bejsbolowym.

Na opublikowanym przez szefa rządu obrazku widzimy grafikę promującą film „Godzilla kontra Kong”, na niej oba stwory walczą ze sobą – Godzilla ma symbolizować „kryzys ekonomiczny”, a Kong „pandemię koronawirusa”. Poniżej widzimy kontynuację tej bitwy, tyle że oba potwory są przeganiane przez budzącego sympatię Pieseła z kijem bejsbolowym oraz w okularach, które nieprzypadkowo przypominają te noszone przez premiera Morawieckiego.

Tym kijem bejsbolowym w rzeczywistości ma być program „Nowy Ład” ogłoszony w miniony weekend. Jest to zbiór planów, obietnic i projektów Prawa i Sprawiedliwości, który ma poprawić jakość życia Polaków, a dotyczy ma obszarów związanych z edukacją, zdrowiem czy rodziną.

Jak to zwykle bywa w podobnych sytuacjach zdania co do publikacji powyższego mema są podzielone. Jedni chwalą, że premier jest na czasie jeśli chodzi o trendy w internecie, drudzy zastanawiają się, czy tak powinien zachowywać się premier europejskiego kraju.

Oczywiście należy docenić chęć poznania świata „młodych”, a tym bardziej bycia na bieżąco, jeśli chodzi o filmowe hity roku, ale ja mam poczucie, że tego typu „zabawa w śmieszne obrazki w necie” trochę jednak nie przystoi temu urzędowi. Do tego, jak każde działania polityka, jest reklamą oraz propagandą, w tym wypadku tyleż samo barwną i wdzięczną, co daleką od szczegółów. Przeciętny wyborca wyniesie z tego obrazka tyle, że „Nowy Ład” załatwi wszystkie problemy. Nie wie natomiast jak.

Pomijam też fakt iż zaprezentowana nam wizualna metafora jest średnio trafiona. Z obrazka wynika bowiem, że pandemia walczy z kryzysem gospodarczym, co jest w sumie bez sensu. Pomijam też fakt, iż zestawiona z kryzysem gospodarczym Godzilla jest tak naprawdę symbolem zmutowanych sił natury, które atakują Japonię/ludzkość, po tym jak została tam zrzucona bomba atomowa.

Tym niemniej ów mem jest wart więcej niż spot czy billboard za grube pieniądze. Nie dość, że rozchodzi się po sieci z prędkością światłowodu, to jeszcze piszą o nim w mediach wszelkiej maści. Polityka spotyka się tu bowiem z popkulturą. Pod tym względem jest to genialny w swojej prostocie ruch.

Dziś politycy dobrze wiedzą, jak i którymi kanałami zwracać się do wyborców. Internet oraz social media stały się potężnymi narzędziami politycznymi.

Nie tylko w trakcie kampanii wyborczych, ale i samej kadencji. Niestety, obok chęci komunikowania się z ludem, widzę w tych działaniach także kalkulację.

Może mam podejście naiwne i życzeniowe, ale zawsze uważałem popkulturę za azyl od zewnętrznego świata i jego zagadnień/problemów. Gdy widzę, że polityka w sposób ewidentny i rażąco narusza tę sferę, zaczyna ją uzurpować do własnych celów, to uruchamia się we mnie mechanizm obronny. Czuję się trochę tak, jakby ktoś obcy wchodził z butami do mojego pokoju bez mojego pozwolenia. W tym moim pokoju jest rzutnik do oglądania filmów, konsola do gier, masa płyt z muzyką oraz plakaty filmowe i ja nie czuję się komfortowo, gdy zagląda mi tam pan Mateusz Morawiecki czy inny Donald Tusk.

Popkultura w swoim założeniu jest ucieczką, strefą wolną od polityki. W tej strefie ludzie mają obniżoną gardę i nie spodziewają się inwazji programów politycznych.

Zaglądanie więc przez polityków do tego „pokoju” uważam za cios poniżej pasa, uderzenie z zaskoczenia tam, gdzie się nie spodziewamy. Być może przesadnie dramatyzuję i nadinterpretuję tę sytuację, ale tak trochę się czuję zawsze, gdy politycy wykorzystują popkulturę do swoich celów. Nawet jeśli chcą dobrze.

Wiem, że czasy mamy takie, a nie inne. Zdaję sobie sprawę z tego, że politycy dziś „muszą” pukać ludziom do ich wirtualnych drzwi; każdemu z osobna i wszystkim naraz jednocześnie. Tym niemniej, może jestem staroświecki, ale mam poczucie, że tego typu „zagrania” są trochę poniżej tych urzędów. Tak było gdy zobaczyłem prezydenta Andrzeja Dudę, który pojawił się na TikToku.

Jeszcze gorzej było wtedy, gdy pan prezydent postanowił „rapować” w ramach akcji #Hot16Challenge2.

Nawet mając na uwadze, że są to materiały nagrane w słusznych sprawach, to się zastanawiam, czy oglądam jeszcze prezydenta Polski czy już showmana/rapera/TikTokera.

Żeby była jasność, jeszcze jak byłem gówniarzem i po raz pierwszy zobaczyłem i usłyszałem kawałek Ole Olek discopolowej grupy Top One, który poświęcony jest ówczesnemu kandydatowi na prezydenta Aleksandrowi Kwaśniewskiemu to już wtedy czułem jakiś dysonans poznawczy. Coś było nie tak.

Gdy widzę legendę muzyki Bruce’a Springsteena i inne gwiazdy pop śpiewające dla Baracka Obamy czy Joe Bidena podczas jego inauguracji na prezydenta USA mam takie same odczucia.

Tym bardziej w przypadku Donalda Trumpa, który potrafił wykorzystywać utwory gwiazd rocka i popu bez ich zgody oraz gościł u siebie Kanye Westa.

Może to moja osobista „teoria spiskowa”, ale jestem antyfanem mieszania polityki i świata rozrywki. Nawet jeśli dla wielu z was polityka stała się rozrywką i swoistą mutacją reality shows.

Polityka i popkultura powinny być rozdzielone grubą kreską. Mam cichą nadzieję, że powyższy mem Mateusza Morawieckiego jest jednym z ostatnich, choć rozum podpowiada mi, że to dopiero początek…

Źródło zdjęcia głównego: Facebook/Mateusz Morawiecki