1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Czy 2. sezon „Klangora” ma sens? Po finale odpowiedź brzmi: to bardzo skomplikowane

Czy 2. sezon Klangora ma sens? To bardzo skomplikowane

Za nami finałowy epizod najnowszej polskiej produkcji od Canal+, dlatego warto zastanowić się, czy 2. sezon „Klangora” miałby sens, a przede wszystkim – co ostatnie odcinki mówią nam o całym serialu.

Uwaga, spoilery.

No i koniec. W zeszły piątek dostaliśmy finałowy epizod „Klangora”, serialu, który choć punkt wyjścia miał dość banalny (ile jeszcze ostatnio wyemitowanych produkcji widzieliście, w których zawiązanie akcji następuje, gdy w niejasnych okolicznościach ginie nastolatka?), ale rozwinął się w naprawdę świetną opowieść, która temat zaginięcia traktowała jak zaledwie punkt wyjścia. Ten wielowątkowy serial przeprowadził nas przez tematy dalekie od pustych zagadek kryminalnych, ostatecznie okazując się historią o poświęceniu.

Ojciec, który walczy o córkę i finalnie ratuje ją, płacąc za to wysoką karę, jest tu o tyle intersujący, że serialowy świat przepełniony jest złem. Na palcach jednej ręki drwala można by policzyć bohaterów, którzy nie mają sobie nic do zarzucenia. Nawet ofiary, których wcale tu nie brakuje, trwają w zaklętym kręgu płacenia za swoje i cudze błędy. Ariel, którego śmierć jest zapowiedzią tego, co mogło spotkać Gabrysię, choć skończył strasznie, sam miał na sumieniu przemoc wobec swoich byłych dziewczyn (i nie tylko). Jasne jest jednak, że za swoje winy nie powinien płacić najwyższej ceny.

Jako widz jestem trochę rozczarowany samym zakończeniem.

Jest to jednak wynik tak niewielkiej roli najciekawiej rozwijającej się postaci, czyli strażnika Krzysztofa Ryszki. Nie pomaga tu też fakt, że z lekka moje ego zostało urażone tym, iż nie udało mi się przewidzieć zakończenia. Bardzo doceniam jednak, że „Klangor” nie zadowolił się brawurowym zakończeniem, a postawił raczej na zamkniętą opowieść o poświęceniu ojca, który zrobi wszystko, aby odzyskać córkę. To bardzo humanistyczne przesłanie domyka serial, czyniąc go zamkniętą opowieścią.

Nie mam wątpliwości, że „Klangor” nie potrzebuje epilogu.

Nie potrzebuje też kolejnych wątków, dodatkowych wyjaśnień i – co najważniejsze – nowej historii. Poznani przez nas bohaterowie domknęli większość wątków, pozostały jedynie niedobitki w postaci przestępczej struktury działającej w więzieniu, wymierzenia sprawiedliwości tym, którzy bez skrupułów dorabiają się na uzależnieniach osadzonych. Interesujące może być spotkanie postaci Mecwaldowskiego i Jakubika, o ile ten pierwszy trafi do tego samego zakładu karnego, co Rafał Wejman.

Tu ścierają się zresztą dwa zupełnie odmienne podejścia. Pierwsze sugerowałoby, że serial tak dobry artystycznie, z tak doskonale wykreowanymi bohaterami, ze świetnym klimatem i lokacjami, powinien dostać kontynuację. Choćby dlatego, że szkoda byłoby nie wykorzystać wszystkich tych zalet, aby jeszcze raz opowiedzieć kryminalną historię w podobnym stylu. Druga strategia jest bardzo emocjonalna, bo wynika z poczucia, że finał wybrzmiał tak, jak powinien, że nie ma potrzeby rozgrzebywać jeszcze raz historii, która została tak mocno spointowana.

Jestem jednak niemal pewien, że sprawa nie jest zamknięta na zawsze.

Podobnie przecież było z serialem „Kruk. Szepty słychać po zmroku”. Tam również historia została domknięta i to domknięta bardzo intensywnie. A jednak komisarz Adam Kruk powróci. Przy dużych wynikach oglądalności wszystko jest możliwe.