1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Netflix pokaże film „Armia umarłych” Zacka Snydera także w kinach. Reżyser chwali ten ruch i trudno się z nim nie zgodzić

armia umarlych netflix kina zack snyder
144 interakcji
dołącz do dyskusji

„Armia Umarłych” to najnowszy film Snydera, w którym to reżyser powraca do swoich korzeni produkcji o zombie. Jego premiera już 14 maja 2021 w serwisie Netflix. W USA film ten pojawi się także w wybranych kinach.

Kariera Zacka Snydera zatoczyła właśnie koło. Niecałe 20 lat temu, w 2004 roku debiutował on jako reżyser filmem „Świt żywych trupów” będącym remakiem kultowego filmu o zombie w reżyserii George’a Romero. Teraz Snyder, świeżo po wprowadzeniu do HBO Max długo wypraszanego i wyczekiwanego Snyder Cut „Ligi Sprawiedliwości”, dostarcza fanom swój pierwszy oryginalny film od 2017 roku. „Armia umarłych” to powrót reżysera do filmów o zombie. Fabuła skupia się na grupie najemników, którzy planują napad na kasyno w Las Vegas podczas trwającej epidemii zombie.

„Armia umarłych” jest pierwszym filmem Snydera, który powstał dla serwisu Netflix. Można domniemywać, że nie ostatnim, bowiem reżyser nie może się nachwalić się współpracą ze streamingowym gigantem.

W jednym z ostatnich wywiadów Zack Snyder szczególnie zachwyca się tym, że Netflix z wielką chęcią pokaże „Armię umarłych” nie tylko w serwisie w wersji wirtualnej, ale umożliwi ludziom zobaczenie go na dużych ekranach w kinach.

Mówimy tu, niestety, jedynie o wybranych kinach w USA, ale sam gest każe nam się zastanowić nad tym, czy może Netflix nie zacznie się bardziej otwierać na doświadczenie kinowe swoich produkcji.

Dotąd serwis pokazywał w kinach głównie swoje filmy, które miały walczyć o nominacje do Złotych Globów czy Oscarów, gdyż jest to jeden z warunków startowania w wyścigu nagród filmowych. Pokazanie „Armii umarłych”, która pozwolę sobie stwierdzić, raczej nie będzie walczyć o nagrodę dla najlepszego filmu na przyszłorocznej gali Oscarów (bo Złotych Globów nie będzie), świadczy o tym, że Netflix widzi potencjał w prezentacji dzieła Snydera na dużym ekranie, a nie tylko w domu na kanapie.

Oto mamy firmę taką jak Netflix, która dosłownie może wcisnąć guzik i sprawić, że 200 mln ludzie zasiądzie oglądać ich film w swoich domach. To niesamowite, że serwis ten znajduje się obecnie w takiej pozycji, że są w stanie stwierdzić: Wiesz co? Pokażmy twój film na dużym ekranie. Zrobiłeś świetne kino rozrywkowe i warto, by ludzie zobaczyli je też w kinach. Dla mnie to absolutny przełom – powiedział Zack Snyder w wywiadzie dla serwisu Cinemablend.

To też ciekawy ruch w kontekście domniemanej wojenki kina kontra streaming.

Od czasu pochodu Netfliksa i innych serwisów streamingowych, które stały się docelową formą spożywania filmów i seriali przez miliony ludzi, wielu przepowiada koniec ery kin. Doświadczenie kinowe a oglądanie filmów w streamingu miałoby się wykluczać. Poniekąd tak jest, ale może wcale nie musi? Decyzja Netfliksa by pokazać „Armię umarłych” w niektórych kinach może być pierwszym krokiem ku szerszej dystrybucji treści streamingowych, nie tylko w Stanach, ale i w reszcie świata.

Zresztą dopiero co napisałem tekst, o tym, że Hollywood jest na skraju przepaści, i może to właśnie serwisy streamingowe utworzą coś na kształt Hollywood 2.0. Netflix, Amazon czy Disney+ staną się nowymi studiami, które będą dystrybuować filmy zarówno w streamingu i co jakiś czas pokazywać je też w kinach. Na dobrą sprawę przecież, dystrybucja kinowa może być całkiem lukratywnym alternatywnym źródłem dochodów dla serwisów streamingowych.

Jak wiadomo, dzisiejsze studia filmowe zarabiają o wiele większe pieniądze per film niż serwisy streamingowe. Gdyby Netflix raz na kilka miesięcy wypuszczał do kin swoje największe blockbustery, to spora część z nich mogłaby w ten sposób przynajmniej zwrócić swoje koszty produkcji. A te niekiedy sięgają pułapu kinowych dzieł. Sama „Armia umarłych” kosztowała niecałe 100 mln dol.

Warto też mieć na uwadze, że baza subskrybentów jest z jednej strony gwarantem stałych dochodów co miesiąc, ale sama ta baza niekoniecznie jest stała.

Może się nie tylko zwiększać, ale i zmniejszać, bądź stać w miejscu, albo powiększać się o wiele mniej niż zakładano. Zresztą ten ostatni przypadek ma miejsce obecnie w rzeczywistości.

Do tego, może nie jest to ogromna większość widowni, ale są na pewno ludzie, którzy niekoniecznie chcą się wiązać abonamentem z danym serwisem. Wtedy to oni mogliby sobie wybrane filmy oglądać za dopłatą, ale też i w zupełnie innych, lepszych, kinowych warunkach niż to ma miejsce w domu. Mogłoby to działać również jako swoista reklama oferty Netfliksa, Amazona itp.

Nie twierdzę, że każdy Originals serwisów streamingowych powinien być dostępny w kinach (wręcz sądzę, że większość nie powinna), ale sam żałowałem podczas oglądania w Netfliksie „Tyler Rake: Ocalenie” czy „Potrójnej granicy”, że nie mogę doświadczać tego w kinie.

Po cichu więc liczę, że Netflix, i inne podobne platformy, coraz bardziej zaczną się otwierać na kina.

Tym bardziej, że przydałaby im (w sensie kinom) się pomoc w czasach pandemicznych i post-pandemicznych. Operatorzy narzekają, że nie bardzo mają co grać, zapewne dłuższą chwilę po globalnym otwarciu kin potrwa przywrócenie tych placówek to pełnej płynności repertuarowej oraz dochodowej.

Dodatkowo, pokazywanie filmów w kinach to także miły gest w stronę filmowców, szczególnie tych, którzy przez lata, dekady, funkcjonowali w systemie kinowym. A sądzę, że i młodym twórcom wcale nie jest to do końca obojętne gdzie i jak zostaną pokazane ich filmy. Tak więc, drogi Netfliksie, Amazonie, Disney+ i inni – otwórzcie się na kina!

Oscarowe i głośne tytuły możesz obejrzeć w CHILI za darmo dzięki nowej promocji Logitech – sprawdź.