1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Dzieje się

Tak Brzozowski zaśpiewa na Eurowizji. Sprawdzamy, jak wypada na tle poprzedników

rafal brzozowski eurowizja 2021 wystepy polakow

Już 20 maja 2021 oddechy wielu Polaków wstrzymaj na kilka minut występ Rafała Brzozowskiego podczas tegorocznego, 65. Konkursu Piosenki Eurowizja. W sieci pojawiło się pierwsze wideo z próby, na której Brzozowski wykonuje kawałek „The Ride”.

Wideo z próby Rafała Brzozowskiego pojawiło się na oficjalnym kanale Eurowizji na YouTubie. W dzień od premiery ma już ponad 250 tys. wyświetleń, prawie 5 tys. kciuków w górę (i prawie 3 tys. kciuków w dół), a także znajduje się na 5. miejscu na karcie „Na czasie” serwisu.

W sumie jest to nawet niezły początek eurowizyjnej drogi Brzozowskiego. No może poza tym, że jakość audio zamieszczonego filmiku z próby jest zwyczajnie słaba, także nie wiem jaką rolę spełniają te materiały. Więcej dobrego zrobiłyby materiały zza kulis.

No i jeszcze jest kwestia samego kawałka.

The Ride to przyjemny dla ucha radiowy zapychacz czasu antenowego. Piosenka nadająca się do włączenia w tle podczas siedzenia na działce.

Mogłaby zrobić furorę, gdybyśmy cofnęli się w czasie do 1999 roku. Tym niemniej, nie zapominajmy, że to Eurowizja. Od czasów wygranej ABBY w latach 70., żadna solidna, godna zapamiętania popowa piosenka nie zwyciężyła tego konkursu.

Z drugiej strony, Eurowizja zawsze nadrabiała nijakość prezentowanych piosenek, które często wydawały się odrzutami z sesji nagraniowych dekadę wstecz, barwnymi prezencjami scenicznymi wykonawców. Doszło do tego, że konkurs ten stał się w pewnym momencie galerią osobliwości śpiewającymi banalne i anachroniczne szlagiery popowe.

Miało to nawet swój urok. Sęk w tym, że choćby pod tym względem Rafał Brzozowski wypada dość bezbarwnie, by nie powiedzieć nijako. Nie ma on wielkiego głosu, prezentuje się jak członek Backstreet Boys, a sam utwór The Ride w najlepszym wypadku zostanie zapomniany w okolicach sierpnia tego roku.

A jak Brzozowski i jego kawałek „The Ride” prezentują się na tle wcześniejszych występów Polaków w finale Eurowizji? Sprawdźmy.

Edyta Górniak – To nie ja

Zacząć warto od zdecydowanie jednego z najważniejszych występów w historii współczesnej polskiej muzyk rozrywkowej. Mowa tu oczywiście o w wielu kręgach legendarnym występie Edyty Górniak, której zdecydowanie lepiej wychodzi śpiew niż wypowiadanie się na forach publicznych.

Jej występ z piosenką To nie ja to absolutnie jedno z najlepszych wykonań w historii Eurowizji. I chyba jedyny polski utwór prezentowany w konkursie, który przetrwał próbę czasu i kojarzony jest do dziś. Wykonanie to zajęło najwyższe w historii Polski 2. miejsce w konkursie. Naprawdę dziwię się, że Górniak nie zrobiła po tym występie realnej międzynarodowej kariery. Cóż, to zapewne nie był jeszcze ten czas.

Justyna Steczkowska - Sama

Rok po Edycie Górniak, na scenie Eurowizji pojawiła się Justyna Steczkowska. Jej utwór Sama okazał się jednak zbyt ambitny i awangardowy jak na ten konkurs. Polacy chcieli dobrze, wierzyli w bardziej wyrafinowane gusta, ale spudłowali, gdyż występ Steczkowskiej zajął dopiero 18. miejsce w konkursie.

Tym niemniej Sama to bez wątpienia jeden z bardziej interesujących kawałków, jakie można było usłyszeć na Eurowizji. Ma świetną atmosferę, jest tajemniczy, magiczny, idealnie nadawałby się do gry bądź serialu „Wiedźmin”. Ale nie na Eurowizję.

Kasia Kowalska – Chcę znać swój grzech

W 1996 roku Polskę na Eurowizji reprezentowała Kasia Kowalska. Śmiem stwierdzić, że jej piosenka wyprzedzała swoje czasy, jeśli chodzi o popowe ballady. Świetna melodia, znakomita dramaturgia - gdyby kawałek ten wykonywała Adele 20 lat później, to stałby się on przebojem międzynarodowym.

Chyba jednak był to nadal za dobry i zbyt podniosły utwór na mimo wszystko o wiele bardziej skoczną, jarmarczną, by nie powiedzieć bazarową, Eurowizję. Piosenka ta zajęła raptem 15. miejsce w konkursie.

Anna Maria Jopek – Ale jestem

I kolejny przykład utworu, na który publiczność Eurowizji nie była gotowa. Choć obserwując polskie występy w konkursie widać, że z roku na rok wystawiane do plebiscytu piosenki spuszczały z tonu i starały się być coraz mniej artystyczne. W tym przypadku to, przynajmniej w teorii, powinien być klucz do sukcesu.

Ale i tym razem poszło tak sobie. Utwór Ale jestem, choć pełen pozytywnej energii i folkowych motywów, zajął tylko 11. miejsce. Polacy starali się z jednej strony trafić w masowe gusta, ale z drugiej tworzyć kawałki z ambicjami, a nie tylko przyśpiewki do zapomnienia. Okazało się to jednak złą strategią.

Sixteen – To takie proste

Pamiętacie zespół Sixteen? Ja też nie. Podobnie jak ich kawałka To takie proste. 1998 rok musiał być kiepski w polskiej muzyce, skoro wysłaliśmy na Eurowizję tak przeciętny i usypiający kawałek brzmiący niczym niewyraźna kalka Varius Manx. Zajął on 17. miejsce w konkursie.

Mietek Szcześniak – Przytul mnie mocno

I znowu, podniosła ballada ze świetną melodią i jeszcze lepszym wykonaniem Mietka Szcześniaka niedoceniona przez publiczność Eurowizji. Na tym etapie Polacy chyba próbowali odtworzyć i powtórzyć sukces Edyty Górniak sprzed lat, ale chyba nie tędy droga. Kawałek ten zajął 18. miejsce w konkursie.

Piasek – 2Long

Mam wrażenie, że z tego występu najbardziej zapamiętana została przedziwna kurtka Andrzeja Piasecznego. Bo samo wykonanie jest absolutnie godne zapomnienia. Nie dość, że kawałek słaby, to utwór fatalnie wykonany. W dodatku Piasek położył też samo śpiewanie po angielsku. Wynik? 20. miejsce w konkursie.

Ich troje – Keine Grenzen

Mówcie sobie co chcecie, ale niewiele było tak charyzmatycznych postaci w historii polskie muzyki jak Michał Wiśniewski. I choć piosenka Keine Grenzen jest fatalna, to idealnie wpisała się w poetykę Eurowizji oraz trafiła w swój czas, bowiem wykonana została rok przed przyjęciem Polski do Unii Europejskiej. Wykonanie zajęło wysokie 7 miejsce w konkursie. Wiśniewski wieszczem narodu chciałoby się rzec.

Blue Cafe – Love Song

Całkiem przyjemna i egzotyczna jak na Polskę to piosenka, choć zepsuło ją wykonanie Tatiany Okupnik, której „żabi głos” po angielsku nie ma już tego uroku co w mowie Mickiewicza. Piosenka zajęła 17 miejsce w konkursie.

Isis Gee – For Life

Amerykanka polskiego pochodzenia reprezentuje Polskę na Eurowizji? To się nazywa globalizacją nad Wisłą na parze. Sama piosenka For Life to niestety średniej jakości kopia kawałków z repertuaru Whitney Houston czy Mariah Carey. Nie dziwi więc niskie, 24. miejsce, tego wykonania.

Donatan i Cleo – My Słowianie

Ech… co tu można by powiedzieć. No niezbyt wysoko zaszła ta piosneka, raptem na 14. Miejsce w konkursie. Donatan, czyli taki polski, trochę mniej zdolny Timbaland, jednak nie zdołał stworzyć utworu, który porwałby międzynarodową publikę. Choć przyznaję, trzeba go pochwalić za to, że próbował uderzyć w słowiańskie nuty, tak muzycznie jak i pod względem samego występu.

Monika Kuszyńska – In the Name of Love

Trudno w pełni skrytykować występ, w którym poruszająca się na wózku inwalidzkim Monika Kuszyńska udowadnia, że nawet po tragicznym wypadku i utracie władzy w nogach można dalej osiągać wielkie rzeczy. Tym niemniej sama piosenka okazała się zbyt przeciętną balladą, pozbawioną wyrazu i szybko ulatującą z pamięci. Zajęła ona niskie 23 miejsce w konkursie.

Michał Szpak – Color of Your Life

Świetne wykonanie wokalne, choć sama piosenka mogłaby być lepsza – tak można wytłumaczyć wysokie, ale dalekie do podium 8. miejsce w konkursie. Tym niemniej Michał Szpak ma na koncie jeden z lepszych występów Polski na Eurowizji.

Kasia Moś – Flashlight

Jak dotąd Kasia Moś jest naszą ostatnią finalistką Eurowizji. Flashlight wydaje się jakby był pisany pod utwór otwierający film o Bondzie. To jedno z lepszych wokalnie wykonań Polski na Eurowizji, ale chyba jednak konkurs ten bardziej preferuje żywiołowe i skoczno-biesiadne kawałki, bo o dziwo Flashlight zajął zaledwie 22 miejsce.

Źródło zdjęcia wiodącego: YouTube/Eurovision Song Contest

Oscarowe i głośne tytuły możesz obejrzeć w CHILI za darmo dzięki nowej promocji Logitech – sprawdź.