1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

„Wirtuoz. Pojedynek morderców” to poważny kandydat na najgorszy film 2021 roku

wirtuoz pojedynek mordercow recenzja filmuvod

Mam już pierwszego poważnego kandydata na najgorszy film 2021 roku. „Wirtuoz. Pojedynek morderców” to przedziwny, irytujący i potwornie nużący thriller, który nie zasługuje nawet na przynależność do tego gatunku.

Centralną postacią filmu jest tytułowy Wirtuoz, bezimienny zabójca na zlecenie. Spotykamy go w momencie, w którym dostaje on od swojego mentora (w tej roli dopiero co nagrodzony Oscarem Anthony Hopkins) najbardziej wymagające zlecenie w swojej dotychczasowej „karierze”. Jego cel to inny zbuntowany zabójca, którego Wirtuoz ma zlikwidować. Nie wie jednak, kto konkretnie jest jego celem. Zna jedynie czas i miejsce, w którym ma spotkać swą przyszłą ofiarę.

Siadając do oglądania filmu „Wirtuoz. Pojedynek morderców”, nie nastawiałem się na produkcję najwyższej klasy, a jedynie, albo aż, na solidne kino klasy B trzymające w napięciu i serwujące parę widowiskowych scen. Nie wiedziałem jednak, że czeka mnie seans niezamierzonej komedii i słuchowiska.

Z jakiegoś bowiem powodu, twórcy filmu uznali, że widz koniecznie musi mieć co chwila tłumaczone, co się dzieje na ekranie (podpowiadam – niewiele) i co myśli główny bohater (tutaj też podpowiadam, że niewiele).

I nie jest to nawet klasyczny narrator czy głos z offu, który spotkać możemy w niektórych produkcjach. W filmie „Wirtuoz. Pojedynek morderców” wspomniany narrator łopatologicznie opowiada nam niemalże każde zdarzenie z ekranu. Ktoś wchodzi do pomieszczenia, to głos z offu mówi nam, że ktoś wchodzi do pomieszczenia. Główny bohater ma przed sobą pusty pokój, więc jego głos mówi nam, zgadliście, że ma przed sobą pusty pokój.  Czasem jedynie dla odmiany błyśnie jakimś truizmem, którego pozadrościłby mu Paulo Coelho. Tak kuriozalnej i irytującej autorskiej decyzji już dawno nie widziałem. Ale to nie koniec „kwiatków”.

„Wirtuoz. Pojedynek morderców” ogląda się niczym nieudaną komedię.

Główny bohater jest chyba najbardziej nieporadnym i nieudolnym płatnym zabójcą, jakiego widziałem w życiu (to znaczy na ekranie, nie na żywo). Jakimś cudem twórcy filmu próbują nam wmówić, że ten popełniający co chwila podstawowe błędy, zachowujący się nielogicznie i nieprofesjonalnie nieudacznik jest topowym mordercą na zlecenie. Nazywa siebie Wirtuozem, a podczas sensu nie widziałem ani jednej czynności, którą wykonałby bezbłędnie.

Kadr z filmu Wirtuoz Pojedynek morderców

I gdyby to rzeczywiście była komedia albo chociaż komediodramat o zabójcy-nieudaczniku, nawet miałoby to swój urok. Pseudonim Wirtuoz byłby wtedy całkiem dowcipny, bo przewrotny. Ale ten film jest tak cholernie poważny, siermiężny i traktujący siebie tak bardzo serio, że wychodzi z tego zwykła paździerzowa pulpa, ciężkostrawna, choć jeśli siądziecie do seansu z paroma piwkami, to może znajdziecie w tym wszystkim źródło rozrywki.

Na domiar złego autorzy filmu mieli ambicję opowiedzenia historii o mordercy, w którym budzi się sumienie, a to jeszcze bardziej pogorszyło sprawę.

Wątek został poprowadzony tak banalnie i niekonsekwentnie, że ręce opadają. Nie pomaga też fatalne, drewniane aktorstwo Ansona Mounta. Nadawałby się on do tej roli, gdyby po prostu stał bez ruchu i nic nie mówił. W innym przypadku kompletnie położył cały film, który spoczywa na jego barkach.

Niech was nie zwiedzie Anthony Hopkins w obsadzie. Ma rolę trzecioplanową, na dobrą sprawę nieistotną, kradnie każdą scenę, w której się pojawia, ale gra na autopilocie. Nie rozumiem, dlaczego w ogóle chciał zagrać w tym filmie.

Anthony Hopkins w filmie Wirtuoz: Pojedynek morderców

Zresztą nie tylko on bo i Eddie Marsan czy David Morse znaleźli się w obsadzie. Obaj kompletnie niewykorzystani i na dobrą sprawę w ich role mogliby się wcielić bylejacy przeciętniacy bez nazwiska. Jedynie Abbie Cornish na drugim planie wydaje się dobrze bawić i dostarcza najbardziej żywą i wyrazistą kreację, ale to też nic wielkiego.

Film „Wirtuoz. Pojedynek morderców” zostanie przeze mnie zapamiętany jako „The Room” wszystkich thrillerów.

Przyznaję, zostałem wzięty znienacka i realnie zaskoczony tym jak zła, nudna, przewidywalna i quasi-amatorska jest ta produkcja. Jeśli jednak są pośród was amatorzy złych filmów i lubujecie się w wyszukiwaniu takich właśnie perełek „najlepszych z najgorszych”, możecie nawet nieźle się bawić podczas tego seansu.

Film „Wirtuoz. Pojedynek morderców” można obejrzeć m.in. w serwisach E-Kino Pod Baranami i vod.tvp.pl.

Oscarowe i głośne tytuły możesz obejrzeć w CHILI za darmo dzięki nowej promocji Logitech – sprawdź