Trendy  /  Artykuł

Kręcisz bekę z lodów Ekipy, a sam jęczałeś „mamo, daj dwa złote na czipsy z tazosami”

Picture of the author
205 interakcji
dołącz do dyskusji

Pamiętasz jak lody Bambino były za 50 groszy, a śmiejesz się z małolatów szalejącymi za lodami Ekipy? Dziwi mnie to, jak wielu milenialsów teraz „nie rozumie fenomenu”, a w latach 90. wydawało całe kieszonkowe na rzeczy teoretycznie bezwartościowe.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

O popularności lodów Ekipy słyszał już każdy. W sieci znajdziemy filmiki jak dorośli i dzieci walczą o nie przy zamrażarkach. Wielu to szokuje (podobnie jak wcześniej Świeżako-mania), ale mnie nie. Doskonale pamiętam pierdółki, które się kupowało i zbierało wcale nie tak dawno temu. Zapraszam was w retro-podróż do czasów, które były jeszcze lepsze niż lody Ekipy.

7 rzeczy, o które zabijały się dzieciaki na przełomie lat 90. i 00.

Karteczki do segregatora

Fot. magicznelata90.pl

Jedno z moich najwcześniejszych wspomnień z dzieciństwa to korytarze w szkole, na których dzieciaki nie były wpatrzone jak dziś w smartfony, ale w klasery z „karteczkami”. Do tej pory nie rozumiem, dlaczego to było takie popularne, bo to przecież były zwykłe kartki do notatek ilustrowane grafiką à la znak wodny, ale w latach 90. panował na nie istny szał. Dzieciaki wtedy po raz pierwszy stykały się z ekonomią, bo karteczka karteczce nie była równa. Liczyła się ich wartość rynkowa. Pamiętam, że np. za te z „„Króla Lwa” (filmy były wtedy na topie), można było dostać nawet kilka innych z mniej wyhajpowanych produkcji jak dajmy na to „101 dalmatyńczyków”. „Najdroższe” były jednak te z „Titanica” i z chłopakami z boysbandów.

Tazosy z cziperków i nie tylko

Fot. kryzoz / Wykop.pl

Pierwszego tazosa z edycji specjalnej „Gwiezdnych wojen” (odświeżona klasyczna saga) znalazłem w... Delicjach Szampańskich. I to od razu z Darthem Vaderem! To były naprawdę dziwne czasy. Teraz już chyba w ogóle nie ma takich znajdziek w przekąskach, a jedynie nudne kody smsowe. Tymczasem kiedyś pakowano do czipsów prawdziwe pieniądze i wspomniane tazosy, które dla dzieciaka były wartej więcej niż jakieś tam 10 zł. Pamiętam, jakie emocje towarzyszyły macaniu paczek w sklepie w poszukiwaniu plastikowego żetonu, bo ekspedientki po prostu przeganiały, albo kazały płacić. A nikt nie chciał kupować zmiażdżonych czipsów.

Kółeczka ze zwierzaki i państwami

Fot. allegro.pl

Po tazosach z „Gwiezdnych wojen” przyszedł czas na wysyp innych żetonów i kart. Popularne były rysunki „3D” z rogalików Chipicao, a także karty z „Dragon Balla” w które można było nawet grać, bo postacie miały siłę i żyćko, a te z „Władcy pierścieni” nawet moc żywiołów, którą odkrywało się pocierając w odpowiednim miejscu palcem (warstwa znikała pod wpływem ciepła). Oddzielną kategorię stanowiły jednak dla mnie kółeczka z państwami i zwierzakami z czipsów Star Foods. Miały one walor nie tylko kolekcjonerski, ale i edukacyjny, który dawał przewagę w grze w „Państwa Miasta”.

Naklejki do albumów Panini

Fot. allegro.pl

Jedyne czego żałuję w życiu, to pieniędzy wydawanych na saszetki z naklejkami. Dobrze, że moi rodzice byli na tyle rozsądni, że nie nie dawali mi szalenie wysokiego kieszonkowego. Kiedyś tego nie rozumiałem, ale teraz za to dziękuję. Jednak i tak budżet z konta „masz tu na bułkę” szedł w pewnym momencie właśnie na te naklejki. Nigdy nie uzbierałem całego albumu – a próbowałem z Pokemonami, piłkarzami z mundialu '98 i z „Mrocznym widmem”. To było praktycznie niewykonalne, bowiem w paczce były losowe naklejki (ten sam mechanizm jest w cyfrowych już loot boxach). Jeśli nie miałeś multum znajomych, którzy też przepuszczali na to pieniądze i mieli coś na wymianę, to byłeś zawsze na pozycji przegranej, a album wygląd mało estetycznie z pustymi kwadracikami. Dodam, że to było jeszcze w czasach pre-Allegro.

Samochody z gumy Turbo

Fot. olx.pl

Gumy Turbo powróciły niedawno do sklepów, ale nie powtórzyły poprzedniego sukcesu. Zresztą jak zobaczyłem, jak teraz wyglądają te zdjęcia, to się prawie przeżegnałem – krzywo przycięte, rozpikselowane, paskudne po prostu. W mojej pamięci zachowały się inaczej. Jedynie smak (gumy, nie karteczki) pozostał ten sam. Teraz bez problemu znajdziemy je za śmieszne pieniądze na Allegro i Olx. Oprócz samochodów modne były też gumy Donald z historyjkami, ale w mojej dzielnicy te nie cieszyły się takim zainteresowaniem. Co innego już normalny magazyn z komiksami. Oj, je też się zbierało. Do dziś gdzieś mam ten plastikowy scyzoryk z kompasem.

Szkielet dinozaura świecący w ciemności

Fot. Kwejk.pl

Dzisiaj takie fluorescencyjne cuda można bez problemu dostać w internecie lub chińskim markecie za grosze. Kiedyś trzeba było kupować co tydzień lub dwa nowy numer gazety – jeżeli przegapiłeś jeden, no to miałeś problem, bo szkielet był niekompletny. Pal licho mało widoczne żebro, ale jak nie miałeś kawałka czaszki, to dinozaur nie wyglądał już tak okazale na półce. Najlepsze w tym było to, że cała kolekcja razem z gazetami kosztowała kilkadziesiąt albo i kilkaset razy więcej niż sam plastikowy model. Jednak o to w tym właśnie chodziło, bo w sklepie kupić może każdy, a cierpliwie zbierać i składać tylko nieliczni. O dziwo ta formuła sprawdza się do dziś, bo kioski są wręcz zawalone gazetami z takimi gadżetami. Ostatnio widziałem w Empiku części do samochodu z „Szybkich i wściekłych”.

Karty telefoniczne

Niemal już zapomniałem o ich istnieniu, a sam pamiętam jak czatowałem przy budkach telefonicznych (kolejny relikt przeszłości), aż ktoś skończy rozmowę. I wtedy hyc do automatu, bo może skończyły mu się impulsy i zostawił kartę. Każda miała swój wzór – od polskich królów, przez krajobrazy, reklamy, po papieża i WOŚP, więc można było je zbierać niczym znaczki. Oprócz m.in. kapsli i puszek po piwie, były jednymi z niewielu „kolekcjonerek”, których zwykle się nie kupowało, ale dosłownie zdobywało. Przynajmniej będąc dzieckiem. Można było się uśmiechnąć do kogoś z rodziny, kto godzinami rozmawiał przez telefon. Niektórzy byli tak zdeterminowani, że nawet szabrowali śmietniki.

Oscarowe i głośne tytuły możesz obejrzeć w CHILI za darmo dzięki nowej promocji Logitech – sprawdź

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst