Seriale  /  Artykuł

Utmark to miejsce, które wszyscy znamy. Rozmawiamy z obsadą serialu „Witamy na odludziu”

Picture of the author

„Witamy na odludziu” przywita was chłodnym klimatem, małomiasteczkową szorstkością i rutyną. Ta ostatnia to jednak tylko pozory, zaś fabuła produkcji łączy w sobie elementy dramatu i komedii. O nowym norweskim serialu podczas wywiadów w formule roundtable rozmawialiśmy z jego obsadą.

Bohaterowie serialu tęsknią za kontaktem, z innymi ludźmi i z samymi sobą. Każdy może się do tego odnieść. Samotność i ten rodzaj czułości, który mamy w serialu rezonują z tobą – opowiada Marie Blokhus, która w serialu „Witamy na odludziu” zagrała Siri.

Tytułowe odludzie to Utmark – fikcyjne miasteczko położone na dalekiej północy Norwegii. Chyba każdy zna takie miejsca – z dala od większych skupisk ludzkich, za to blisko życia sąsiadów, przed którymi nie ucieknie żadna informacja o naszym życiu.

Marie Blokhus w serialu „Witamy na odludziu” wciela się w postać Siri. Kobieta jest „z zewnątrz”.

Nie wychowała się w Utmark – przyjechała tu kiedyś z koleżanką z Oslo, wygrała konkurs piękności, zdobyła tytuł Miss Midnight Sun, a potem już wszystko potoczyło się błyskawicznie. Ciąża, ślub z Finnem, wspólne monotonne życie. Marie jest nieszczęśliwa w rolach, które zostały jej przypisane, ale tak naprawdę do końca nie wie, jak to zmienić.

Gdybym mogła coś doradzić Siri, powiedziałabym jej, żeby nie szukała zewnętrznych rozwiązań na jej wewnętrzne troski. Myślę, że to, czego szuka jest w jej środku. Tymczasem ona wierzy, że gdy poukłada wszystkie sprawy, wszystko w niej się poukłada, a tak się nie dzieje. Gdy odkryje, kim jest w środku, wszystko zacznie się układać – mówi o swojej bohaterce Marie Blokhus.

Siri łączy trudna relacja z jej córką, Marin. To bardzo mądra, cicha dziewczyna, którą sytuacja i stan Siri coraz bardziej niepokoją.

W tym wszechświecie dzieci czasem są o wiele bardziej dorosłe niż dorośli – podsumowuje Blokhus. – W relacji Siri i Marin Siri jest za bardzo skupiona na sobie, nie bierze pod uwagę tego, czego potrzebuje jej córka. Dla Marin to bardzo frustrujące – żyje w  świecie, w którym dorośli zdają się dbać tylko o siebie. Siri po jakimś czasie zrozumie, że nie ma jej dla córki. Ich stosunki zmienią się z relacji, w której dziecko ma za dużo odpowiedzialności, do przynajmniej potencjalnie bardziej zbalansowanej relacji.

Finn jest daleko od tego, co do tej pory grałem. Dla aktora to błogosławieństwo – wejść w postać osoby, której sposób myślenia jest bardzo daleki od mojego. Jeśli dystans pomiędzy mną a bohaterem jest duży, to zawsze dobra rzecz – mówi Tobias Santelmann.

Norweski aktor gra w serialu Finna, męża Siri. Poznajemy go w dniu, w którym Siri, zmęczona ich związkiem postanawia od niego odejść. Finn to typ introwertyka. Kiedyś jego tajemniczość zafascynowała Siri. Po latach okazało się, że nie widzi w nim wiele więcej.

Na początku uderzyło mnie to, że wszystkie postacie w serialu mają wielkie serca – wspomina początki pracy ze scenariuszem Santelmann. – Wszyscy starają się żyć dobrze, radzić sobie z tym co mają, ale to nie jest takie łatwe, jak się wydaje.

Problemy Finna zaczynają się, gdy na jego drodze staje Bilzi.

Bilzi to do bólu zmaskulinizowana postać, twardy gość, członek ludu Saamów, dla którego hołdowanie tradycyjnym wartościom jest szczególnie ważne.

Wnętrze Bilziego wychodzi na zewnątrz, nie ma tego filtra, który wszyscy mamy, który pomaga zachowywać się odpowiednio. Jest przedstawicielem takiego typowego męskiego świata. I wśród natury czuje się komfortowo. Bo natura zachowuje się tak, jak on by tego chciał. To ludzie są najbardziej skomplikowanymi istotami dla niego. Nie potrafi się z nimi wystarczająco dobrze komunikować. Nie potrafi przyznać, że jest smutnym człowiekiem – opowiada Stig Henrik Hoff grający Bilziego.

Hoff do roli musiał przygotowywać się przez wiele miesięcy. Nie zna języku Saamów, więc musiał nauczyć się wypowiadania kwestii w tym języku. Musiał także nauczyć się joikowania, czyli ludowego śpiewu Saamów.

Miałem trenera, który pomagał mi w odnalezieniu dźwięków. To była fantastyczna podróż – wspomina Stig Henrik Hoff. I dopowiada – Gdy pracuję nad postacią, zawsze szukam w niej prawdy. Dla Bilziego prawda to jego tożsamość. Jest bardzo silny w swoich wierzeniach jako przodek ludu Saamów.

Hoff, tak jak Bilzi, czuje się w świetnie wśród natury. Jego bohater szybko pokazuje nam jednak także swoją mroczną stronę. Jest porywczy i skłonny do agresji. 

Wolność natury, wolność bycia tym kim chce być, te wszystkie wielkie myśli, delikatna strona spotyka twardą, yin łączy się z yang – to wszystko jest w nim wspaniałe, ale prawdopodobnie zawsze używa tego niewłaściwie. To mnie w nim fascynuje – podsumowuje Hoff.

Miasteczko jak każde i jak żadne

Miejscowość Utmark została wymyślona na potrzeby scenariusza. Jednak to miejsce, który każdy dobrze zna. Tobias Santelmann, czyli serialowy Finn, mówi, że sam wychował się w miejscu, w którym wszyscy się kojarzyli:

Gdy zrobiłem coś złego podczas gry w nogę, moi rodzice wiedzieli już o tym, zanim wróciłem do domu. Gdy grałem w nogę i byłem głodny, a nie chciałem wracać do domu, jadłem z kimś innym. Rodzice o tym wiedzieli. Jeśli jest głodny – przyjdzie do domu. Jeśli nie przyszedł – je u kogoś innego – wspomina aktor.

Ten specyficzny klimat małego miasteczka, w którym tajemnice nie utrzymują się zbyt długo, bo prędzej czy później (zwykle prędzej) ktoś komuś się wygada, jest kluczowy dla całej fabuły serialu, która umiejscowiona w innej przestrzeni nie miałaby takiej mocy. Aktorzy wcielający się w główne mają na szczęście mniej dziwne i mroczne wspomnienia życia w małych miastach. W ich pamięci zapisały się one raczej jako oazy spokoju.

Pochodzę z takiego małego miasta, wychowałam się w małym mieście na północy Norwegii, w którym mieszka 5 tysięcy osób. Dzięki Bogu nie działo się tam tak wiele dziwnych rzeczy, jak w Utmark – opowiada Marie Blokhus.

Takie małe miasteczko to bezpiecznie miejsce do dorastania. Nie jak w dużym mieście, gdzie musisz na każdym kroku uważać. Kiedyś bardzo mi się to podobało. Ale teraz, gdy jestem dorosły, podoba mi się w mieście i nie wiem czy mógłbym znowu mieszkać w takiej małej społeczności. Tym bardziej, odkąd jestem aktorem i muszę być blisko Oslo – dodaje Tobias Santelmann.

Gęsta, nieco odrealniona sceneria miasta na krańcu kraju, z daleka od niczego, otoczonego dziką, niczym nieskrępowaną przyrodą, łączy się z pewnymi konkretnymi odczuciami, takimi jak nostalgia czy smutek.

Lubię smutnych ludzi – mówi Stig Henrik Hoff. – Myślę, że my w Norwegii jesteśmy bardzo melancholijni, uważam, że to bardzo prawdziwe.

Reżyser, który trafia w nerw

Reżyser serialu, Dagur Kari, na koncie ma filmy takie jak „Zakochani widzą słonie” czy „Fúsi”. Nasi rozmówcy twierdzą jednogłośnie: Islandzki twórca to postać wyjątkowa, a praca z nim to wielka przyjemność.

Kari sprawia, że czujesz się ważna, ale nadal chcesz iść głębiej, by wykreować jak najlepszą rolę – wspomina Marie Blokhus. – Jest bardzo mądry i ma dziwne poczucie humoru, jest takim magnetycznym, tajemniczym człowiekiem.

Tobias Santelmann z kolei opisuje reżysera jako niesamowitą postać. Aktor przyznaje, że długo zwlekał z obejrzeniem serialu w całości. Obawiał się, że jego wyobrażenia na temat końcowego dzieła rozminą się z rzeczywistością. W końcu obejrzał produkcję kilka dni przed naszą rozmową. Jak twierdzi, nie zawiódł się.

Czasem tak jest – pracujesz przez wiele miesięcy nad produkcją, myślisz, że będzie świetna, bo przecież miałeś tyle radości z tworzenia jej, a potem nie jest tak wspaniała. Ale na szczęście w tym wypadku bardzo się udało. Myślę, że stworzyliśmy coś naprawdę wyjątkowego – podsumowuje aktor.

Dagur Kari jest bardzo muzykalny, wnosi to też na plan, stwarzając wyjątkową atmosferę pracy. Prawie nic nie mówi, a gdy już mówi, jest to bardzo precyzyjny komunikat. Mówi aktorowi jedno zdanie, które otwiera całą scenę w taki sposób, którego wcześniej nie doświadczyłem – opowiada Tobias Santelmann.

Kari idealnie uchwycił balans między bólem a humorem, jak mówi Marie Blokhus. Aktorka jest pewna – sposób pracy reżysera, jego wyjątkowość i poczucie humoru to jedne z bardzo ważnych składowych budujących finalny klimat produkcji. Jak mówi:

Czasem rzeczy łączą się w całość, by później przekształcić się w coś innego i myślę, że to udało się w tym serialu. Czasem śmiech i płacz płynie z tego samego miejsca w twoim ciele. Czasem ból, ulga, humor to ta sama rzecz. Dagurowi Kariemu udało się trafić w ten nerw, dlatego serial ma taki dziwny, elektryzujący vibe.

Serial „Witamy na odludziu” dostępny jest w HBO GO.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst