1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

„Przyjaciele” to pluszowa poduszka na naszą przyjaźń

„Przyjaciele” to pluszowa poduszka na naszą przyjaźń - rozmowa z Joanną Gutral

Na HBO GO pojawiły się dziś wszystkie sezony serialu „Przyjaciele”. O tym, czego o naszych relacjach możemy dowiedzieć się dzięki tej niezwykle popularnej produkcji, rozmawiamy z psycholożką Joanną Gutral.

Rachel, Monica, Phoebe, Ross, Joey i Chandler kłócą się, ale potem zawsze godzą. Wychodzą z hukiem przez fioletowe drzwi, ale później do siebie wracają. To przykład niemal idealnej przyjaźni, akceptującej wszelkie wady i cechy, które w drugiej osobie wkurzają. Bo żeby przyjaźń mogła w ogóle zaistnieć, akceptacja jest kluczowa – mówi psycholożka Joanna Gutral, która sama doskonale wie, co znaczy we were on a break.

Anna Nicz: Jak wygląda pani relacja z serialem „Przyjaciele”?

Joanna Gutral: To długa i namiętna relacja. Proszę mi uwierzyć, że gdy zadzwoniło do mnie HBO, piszczałam przez godzinę. Przeżywam utratę swobodnego dostępu do serialu „Przyjaciele”, a tu proszę! Znowu są! I też w takim momencie, w którym nie tylko ja, ale wielu z nas potrzebuje przyjemnej rozrywki. Moja teściowa zażyczyła sobie nawet „Przyjaciół” na DVD w obawie, że znikną i nie będzie mogła z nich korzystać zawsze wtedy, kiedy ma na to ochotę. Więc jak widać z serialem związani są ludzie z różnych pokoleń. Dla mnie to taka przyjemna rozrywka, do której wracam i którą mogę oglądać w kółko.

Jest pani binge-watcherką, czy raczej delektuje się pani sezonami powoli, robiąc sobie przerwy między odcinkami?

Raczej nie jestem binge-watcherką, a to wynika raczej z ograniczeń pracowych i czasowych, niżeli z wyboru. Kiedy „Przyjaciele” byli obecni na jakiejś platformie, faktycznie odpalałam sobie odcinek wtedy, kiedy mogłam. Bywało tak, że wciągałam sezon w jedną noc. Kiedy trafię na przykład w telewizji na jakiś odcinek to też obejrzę i nie przeszkadza mi, że jest to wyrwane ze środka sezonu. To pewnie zależy też od serialu – niektóre oglądam od deski do deski, żeby nie pogubić się w fabule, natomiast fabuła „Przyjaciół” pozwala wyrwać jakiś fragment w środku sezonu i też z niego skorzystać.

Wspomniała pani, że „Przyjaciele” to serial dla ludzi z różnych pokoleń. Co sprawia, że ta opowieść tak mocno nas przyciąga?

To serial o charakterze rozrywkowym, a my potrzebujemy rozrywki. W czasie pandemii być może jeszcze bardziej niż kiedykolwiek. Odcinki są krótkie, można sobie częściej na nie pozwolić, a potrafią one być dla nas wentylem. Coś się dzieje, przeżywam jakieś napięcia w pracy, w domu, ale mogę sobie pozwolić na 20 minut przyjemności, oddechu, uśmiechu. Cały odcinek naładowany jest przyjemnymi bodźcami, żartami. Ten serial pełni funkcję eskapistyczną, pozwala przerzucić się z mojego życia, funkcjonowania, z moich trosk na fabułę, która jest zabawna, a jednocześnie nie jest całkiem odrealniona.

Mogę identyfikować się z postaciami przeżywającymi bardzo ludzkie problemy, które dotyczą wielu z nas. Złamane serce, nieszczęśliwe małżeństwo, trudności w relacji. Fabuła nawiązuje też do potrzeby bliskości, bo przyjaźń to też bliska relacja, w której można czuć się bezpiecznie, można być autentycznym.

Przyjaciele w serialu wybaczają sobie wszystko. Nikt nie udaje, że nie wie, że Monica sprząta, a z Rossem lepiej nie zaczynać tematów archeologicznych. Oni to w sobie akceptują. Akceptacja jest bardzo ważna w bliskości. Nie chcę widzieć cię idealnym, nie udaję, że nie widzę twoich wad; cenię to, jaki jesteś, akceptuję w tobie różne rzeczy i przyjmuję to, co mnie irytuje, złości. Ta autentyczność i akceptacja postaci między sobą to jest coś, co nas do nich zbliża. To relacje, które lubimy oglądać, bo są bliskie i bezpieczne.

Joanna Gutral. Fot.: Filipina Krawczykiewicz

Potrzeba akceptacji jest bardzo ważna, ale z kolei umiejętność akceptacji wszystkich cech w drugiej osobie, nawet tych, które nas denerwują, jest bardzo trudna. Serial „Przyjaciele” pokazuje idealny obraz przyjaźni, takiej trochę bezwarunkowej.

Żeby przyjaźń mogła zaistnieć, akceptacja jest kluczowa i poniekąd jest bezwarunkowa. Nawet jeśli mnie wkurzasz, to ja i tak cię lubię. To nas przyciąga w relacjach międzyludzkich. Będziemy przyjaźnić się z tymi, którzy nas akceptują i których my akceptujemy. Mogę mieć różne myśli, oglądając taki obrazek na ekranie. Mogę się wzruszać, bawić, cieszyć, ale mogę też odczuwać tęsknotę, bo potrzebuję takich relacji w swoim życiu. Ale to może też być poniekąd inspirujące. Zwłaszcza, gdy np. przyjaciółka mnie wkurza, a moja potrafi mnie wkurzyć po wielokroć. Wtedy oglądam „Przyjaciół” i myślę: wkurzyła mnie, ale co z tego? Jest wiele więcej rzeczy, które w niej lubię i pozwalam sobie na tę złość. Tak jak bohaterowie „Przyjaciół”, którzy wychodzą z mieszkania Moniki i Rachel i idą do siebie. Ale to nie znaczy, że nigdy już do siebie nie wrócą i nie usiądą razem na kanapie czy nie spotkają się na kawie.

Słyszymy często, że o przyjaźń trzeba dbać. Co to tak naprawdę znaczy?

Gdyby był taki gotowy przepis na przyjaźń albo bliską relację, mogłabym go państwu sprzedać i pewnie byłabym już zamożną osobą. Każdy z nas ma różne osobiste zasady mówiące o tym, jak ta przyjaźń będzie wyglądać. Uniwersalnym podłożem mogłaby być właśnie ta gotowość do akceptacji i patrzenie na drugiego człowieka jako na całość – to znaczy nie „lubię cię wtedy, kiedy jesteś taki, jakim chce cię widzieć”, tylko „lubię cię takim, jaki jesteś naprawdę”. Nie odwracam wzroku od tego, co mnie wkurza, raczej uczę się to akceptować, znajdować strategie radzenia sobie z tym, żeby odczuwać jak najmniej trudności.

Musimy też pozostawać w kontakcie. Kontakcie fizycznym, mailowym, korespondencyjnym – ważne, żeby ten kontakt był bliski i dla nas ważny. Jasne, że więcej benefitów, nawet fizjologicznych, czerpiemy z kontaktów twarzą w twarz. Ale jeżeli są one ograniczone, to wspiera nas już sam fakt, że możemy do kogoś zadzwonić, podzielić się troskami, zmartwieniami, strachem, tęsknotą. Według pewnych badań osoby, które mają sieć przyjaciół, sieć wsparcia, żyją dłużej od osób, które tej sieci wsparcia nie mają. U osób starszych, które utrzymują relacje z innymi ludźmi, występuje mniej przypadków demencji. Susan Pinker pisała kiedyś, że przed erą mediów społecznościowym utrzymywaliśmy kontakt ze średnio 5 osobami. To znaczy wiedzieliśmy, co się u nich dzieje, jak wygląda ich życie. A teraz – ile ma pani znajomych na Facebooku?

Pewnie kilkaset.

Z iloma jest pani na bieżąco?

Może kilkunastoma.

Czasami potrafimy zamknąć się w takiej bańce, a oglądając Facebooka widzimy to, co ktoś chce nam pokazać. Ale to nie oznacza, że jesteśmy z tą osobą blisko. Bo ta relacja jest nie tylko wtedy, gdy oglądam piękne zdjęcia z wakacji, ale gdy mam otwartość, gotowość na przyjęcie tego, czego się ta osoba boi, co ją trapi. Wrażliwość, gotowość do odsłonięcia się i pokazania z różnych stron, także tej podatnej na zranienie, to jest coś, co nas w przyjaźni wspiera. I z drugiej strony – to, że jesteśmy w stanie kogoś wspierać, buduje nam poczucie sprawstwa, poczucie, że jesteśmy potrzebni.

Przyjaźń jest ważna nie tylko dlatego, że celebrujemy razem dobre momenty – także dlatego, że jesteśmy gotowi wspierać siebie w momentach trudnych. Przyjaźń pozwala nam na budowanie poczucia przynależności, która jest jedną z wyższych potrzeb psychologicznych, a także budowanie poczucia sensu: bo mogę z kimś dzielić sukcesy i troski. To pozwala nam zredukować stres i napięcie, zarówno w aspekcie psychologicznym, jak i fizjologicznym. Wspiera nas także w budowaniu poczucia własnej wartości.

Badania pokazują, że przyjaźń pomaga nam w budowaniu dobrych nawyków. Zmagam się z czymś trudnym, jestem na diecie, chcę o siebie zadbać, walczę o zdrowie – mogę się tym z kimś podzielić, kimś, kto wspiera mnie w tej walce. Na takiej zasadzie działają grupy wsparcia. Przyjaźń to nie tylko dobre chwile, ale i gotowość na wspieranie w tych złych.

Wspomniała pani o pokazywaniu dobrych chwil na Facebooku, o pięknych zdjęciach z wakacji. Pandemia trochę nam to ukróciła. Czy ten czas pomoże nam zweryfikować, które relacje są dla nas rzeczywiście ważne?

Obserwuję to w pracy gabinetowej – osoby, które mają przyjaciół, sieci wsparcia, zauważają benefity z tego tytułu. Sam fakt, że mogę zadzwonić do przyjaciółki i podzielić się z nią swoją troską jest bardzo ważny. Jeżeli ja i moja przyjaciółka jesteśmy w podobnej grupie wiekowej, będziemy odczuwać podobne lęki. Lęk o pracę, o sytuację materialną, o starzejących się rodziców, którzy być może jeszcze nie są zaszczepieni. Osoby, które zauważyły, że realizowały potrzeby społeczne za pomocą small talków w biurze, ale nie nawiązywały głębszych relacji, dostały zimny prysznic. Zobaczyły, że nie zadbały o relacje, nie stworzyły ich. I gdy takie osoby zorientują się, że nie mają tych relacji, to nie jest jeszcze koniec świata. Mogą odczuwać samotność, wyobcowanie, ale to nie znaczy, że tak już będzie na zawsze. To być może sygnał mówiący, że te osoby coś ominęły, czegoś nie dopilnowały, o coś nie zadbały.

Dużo osób w czasie pandemii odświeżyło jakieś relacje. Powstała cała masa grupa wsparcia, takich jak Widzialna ręka na Facebooku, która wybuchła z początkiem pierwszego lockdownu. Ludzie piszą tam wprost: jestem samotny, czy ktoś ma ochotę pogadać? Zagrać na instrumencie przez Skype’a? To fajne strategie do tego, by stworzyć nowe relacje. Które być może będą przyjaźnią, być może nie, trudno powiedzieć. Nie ma złotego przepisu na to, z kim nam kliknie, a z kim nie.

Przyjaciele” to dobry serial do oglądania w grupie, na kanapie, z popcornem na kolanach. Kolejny rytuał, który częściowo odebrała nam pandemia.

Jasne, wolałabym obejrzeć serial z przyjaciółką, na kanapie, jedząc popcorn. Ale równie dobrze mogę do niej zadzwonić, powiedzieć: dobra, oglądamy do piątego odcinka, jutro się zdzwonimy i przegadamy. W mojej grupie rówieśniczej ten serial jest tak uniwersalny, że mówimy do siebie fragmentami serialu. Wszyscy wiedzą co znaczy we were on a break. Nie potrzeba dodatkowych wyjaśnień. Identyfikujemy się z postaciami. Bardzo chciałabym być Rachel, ale muszę przyznać, że jestem Moniką. To funkcjonuje też jako taki uniwersalny kod, którym możemy się komunikować, wielu naszych przyjaciół już oglądało ten serial.

Idealne rozwiązanie byłoby takie: zapraszam przyjaciółkę w piątek, robię popcorn, siadamy na kanapie i oglądamy. Niestety rozwiązanie idealnie jest teraz niemożliwe. Mogę się smucić i przeżywać, że nie mam teraz tego ideału – i wtedy mam zero. A mogę wybierać półśrodki. Powiedzieć: dobra, oglądanie z tobą na Skypie czy komunikatorze nie jest tak fajnie, jakbyśmy siedziały razem na kanapie, ale jest lepsze niż nie oglądanie w ogóle. Może to nie będzie satysfakcjonujące na sto procent, ale będzie na trzydzieści, a to lepiej niż zero.

Motyw przyjaźni w popkulturze pojawia się bardzo często, ale chyba w tym serialu wybrzmiewa najpełniej.

„Przyjaciele” to taka pluszowa poduszka na naszą przyjaźń. Pokazana jest jako coś, co wspiera, jest nie do złamania, nie do przebicia. Jest w dobrych i złych momentach. Znamy też przykłady dzieł, w których przyjaźń kończy się zdradą, nadszarpniętym zaufaniem, nożem wbitym w plecy, ale to trochę tak jak w życiu. Przyjaźń jest różna, bo różne są relacje. Dlatego „Przyjaciele” tak nas fascynują – są pokazani jako ten najpiękniejszy przykład przyjaźni.

Popkultura pokazuje nam różne rzeczy, bo różne są nasze życie. Rodzicielstwo może być pokazane jako bliskie i ciepłe, ale też jako surowe i wymagające. Miłość może być piękna, romantyczna, a może też bardzo ranić. Jak my to zinterpretujemy, zinternalizujemy, jak połączymy z naszymi doświadczeniami, to już zależy od nas. Fascynują nas seriale takie jak „Ostry dyżur”, bo tam o życie walczy się do końca. Oglądamy to z zaciekawieniem, bo chcemy wierzyć, że świat taki jest. To nam dodaje otuchy i wsparcia.

Wszystkie odcinki serialu „Przyjaciele” są dostępne w HBO GO.

*Joanna Gutral – psycholożka i psychoterapeutka poznawczo-behawioralna. Naukowo zajmuje się związkiem pomiędzy oczekiwaniami społecznymi, podstawowymi potrzebami psychologicznymi i zmianami w zakresie cech osobowości na przestrzeni życia. Prywatnie fanka serialu „Przyjaciele”.