1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Książki

George R.R. Martin najbardziej znienawidzonym pisarzem 2021 roku? Cierpliwość fanów jest na wyczerpaniu, ale zalatuje hipokryzją

Gra o tron: Fandom jest coraz częściej wściekły na George'a R.R. Martina

Wielu fanów serialu „Gra o tron” i cyklu „Pieśń lodu i ognia” straciło w ostatnich tygodniach cierpliwość do George'a R.R. Martina. Autor ich ukochanej powieściowej serii wciąż nie ukończył 6. części i coraz częściej słychać głosy wątpiące, czy kiedykolwiek mu się to uda. Frustracja fandomu jest zrozumiała, ale nieco krótkowzroczna i zalatuje ageizmem.

Niecałe dwa lata temu znaczna większość fanów „Gry o tron” spoglądała w stronę George'a R.R. Martina niczym na zbawcę. Za winnych bardzo słabego 8. sezonu uznano przede wszystkim showrunnerów serialu – Davida Benioffa i D.B. Weissa – z którymi fani już wcześniej mieli na pieńku. W fandomie od dłuższego czasu narastało coraz mocniejsze przekonanie, że poziom scenariuszy produkcji HBO na przestrzeni lat wyraźnie spadł. A za punkt graniczny uznano moment, w którym duet filmowców nie mógł już opierać się na gotowych książkach Martina.

W oczach części widzów i czytelników 8. sezon „Gry o tron” nie był z tego powodu „prawdziwym” zakończeniem tej historii. W jednoznaczny sposób miała to udowodnić zapowiadana od lat 6. część powieściowego cyklu, czyli „Wichry zimy”. Prace nad tym tytułem przez lata tkwiły w miejscu, bo George R.R. Martin był zbyt zajęty serialem i innymi pobocznymi projektami. Sam Amerykanin mówił natomiast w 2019 roku, że teraz koncentruje całą swoją uwagę właśnie na tym tytule. Nieco żartobliwie obiecywał nawet, że powieść będzie gotowa do 29 lipca 2020 roku, ale nie spełnił tego przyrzeczenia.

Relacja między Martinem a jego czytelnikami nigdy nie była pobawiona wzajemnej krytyki. Ale wcześniej nie czuło się aż takiego gniewu na pisarza.

Kolejne złamane obietnice i mijające lata odcisnęły swoje piętno na fandomie „Pieśni lodu i ognia”. W pewnym momencie pojawiły się wręcz obawy, że George R.R. Martin umrze przed ukończeniem serii. Takie komentarze zdecydowanie nie spodobały się samemu pisarzowi, który bardzo ostro odpowiadał na wszystkie podobne przytyki. Trudno mu się dziwić, bo to ageizm w czystej postaci i wyraz toksycznego przekonania części fanów, że to oni są właścicielami ukochanej marki. Wielu odbiorców broniło zresztą Martina i tego typu wypominane jego wieku spotykało się z ich zdecydowaną reakcją.

george rr martin gra o tron

Dlaczego więc ostatnio podobne komentarze nie stanowią już takiego tabu? Nie chodzi nawet o brak oficjalnej zapowiedzi, że „Wichry zimy” wyjdą w 2021 roku. Większym problemem w oczach odbiorców jest podejmowanie kolejnych alternatywnych projektów przez Martina. Fani mają coraz mniejszą pewność, że następne części „Pieśni lodu i ognia” stanowią dla Amerykanina priorytet. A pokaźne sumy pojawiające się w kontekście podpisanego z HBO pięcioletniego kontraktu i musicalowego prequela „Gry o tron” kierującego się na Broadway siłą rzeczy budzą też zgryźliwe komentarze na temat rzekomej pogoni za pieniądzem.

George R.R. Martin testuje cierpliwość swoich fanów, ale ich reakcje pokazują też pewną hipokryzję.

Bo przecież skoro słabe zakończenie „Gry o tron” wynikało z oddania zbyt dużej władzy i swobody w ręce dwóch showrunnerów, to zaangażowanie autora w kolejne adaptacje jego dzieł powinno stanowić pozytywną wiadomość. Ale w tym wypadku mamy do czynienia z chęcią by zjeść ciastko i mieć ciastko jednocześnie. Wszyscy trzymają kciuki, żeby zapowiedziane spin-offy z innych okresów istnienia Westeros były jak najlepsze. I jednocześnie chcą, żeby George R.R. Martin skupił się na pisaniu książki i jak najszybciej ją wydał. Pogodzenie tych obu potrzeb nie jest sprawą łatwą i sam pisarz z pewnością do tego dąży.

Nie można też powiedzieć, żeby nie poczynił w 2020 roku olbrzymich postępów. Kilka tygodni temu Amerykanin donosił, że napisał w tym czasie setki stron „Wichrów zimy”.  Stawia to oczywiście pod pewnym znakiem zapytania pracę poczynioną przez poprzednie „suche” lata, lecz tak czy inaczej jest pozytywną informacją. Nie można też zapominać, że w międzyczasie Martin stworzył dwa tomy wyczekiwanej przez czytelników kroniki „Ogień i krew”. Robienie z Martina obiboka i lenia nie ma więc pokrycia w rzeczywistości.

Jednocześnie można zrozumieć frustrację fanów jego twórczości. „Gra o tron” zawiodła prawie wszystkich i zostawiła po sobie dziurę w sercach wielu wielbicieli fantasy. Zapełnić ją nie będzie łatwo, bo żal do serialu HBO pozostaje olbrzymi (i skutecznie utrudnia stacji świętowanie Żelaznej Rocznicy). „Wichry zimy” nadawałyby się do tego idealnie, ale na premierę 6. części czekamy już 2011 roku. Nikt nie powie przecież, że to mało.

Dlatego „Wichry zimy” stanowią wraz z serią „House of the Dragon” ostatnią szansę na uratowanie jednego z najbardziej wpływowych fandomów w historii.

I najlepiej dla wszystkich, żeby wyszły w ciągu najbliższego roku. Bo choć frustracja na George'a R.R. Martina wciąż rośnie, a komentarze o „naiwnych dzieciach wiosny” ufających w jego słowa stają się coraz częstsze, to da się jeszcze odwrócić ten trend. W 2022 roku niełatwo będzie znaleźć obrońców pisarza. A potem stanie się to jeszcze trudniejsze i trudniejsze aż w końcu nikt nie będzie się już troszczyć o „Pieśń lodu i ognia”. Obecnie taki scenariusz przypomina kiepską fikcję, ale przecież żadne zaufanie nie trwa wiecznie.