1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

„Każdy twój oddech” to thriller, który popełnia poważną zbrodnię na inteligencji widza

„Każdy twój oddech” to thriller, który popełnia zbrodnię na inteligencji widza

Aktorzy z wysokiej półki w filmie z niskiej półki. Tak można w skrócie podsumować nieudaną próbę stworzenia zajmującego thrillera. „Każdy twój oddech” trafia dziś na VOD.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Głównym bohaterem filmu jest Philip (w tej roli Casey Affleck), psychoterapeuta, którego rodzina została kilka lat temu dotknięta tragedią – w wypadku samochodowym zginął jego syn, Evan. Auto prowadziła jego żona, Grace (Michelle Monaghan), która szczęśliwie uszła z życiem. Jednak po latach rana w sercu całej rodziny ciągle istnieje, a między Philipem i Grace jest odczuwalny dystans. W ich życie wkrada się jednak kolejna tragedia – jedna ze zmagających się z depresją pacjentek Philipa popełnia samobójstwo. W związku z tym wydarzeniem w okolicy pojawia się jej przebywający za granicą brat, James (Sam Claflin).

A to dopiero początek całej intrygi...

Szkopuł w tym, że ta intryga każdemu, kto widział w życiu choć dwa thrillery, od razu zacznie trącić banałem. Ale nie tylko. Jeszcze żeby chociaż „Każdy twój oddech” był przewidywalny, trywialny i utkany z wytartych motywów, ale przy tym dobrze zrobiony i zagrany, to potrafiłbym przymknąć oko na niektóre z jego licznych wad. Gdyby też scenariusz, ze wszystkimi swoimi dziurami logicznymi i pisanymi na kolanie dialogami nie był aż tak durny, a fabuła nie wydawała się tworem domorosłego 12-letniego amatora filmów Hitchocka, to też byłbym się w stanie dobrze bawić. Ale tak nie jest.

„Każdy twój oddech” co chwila kpi z inteligencji widza.

Główny bohater, który jest, zaznaczam, psychoterapeutą, popełnia co chwila całą masę oczywistych błędów i głupot na polu związanym z interakcjami międzyludzkimi. Jego zachowania w pewnym momencie są wręcz dziecinne, do tego stopnia, że zacząłem kwestionować nie tylko jego umiejętności zawodowe, ale też w ogóle jakąkolwiek dojrzałość jako człowieka.

Żona Philipa, Grace, zachowuje się tylko nieznacznie lepiej. Przez większość filmu chodzi z umęczoną miną i również zaczyna podejmować banalnie złe decyzje, i to wiedząc dobrze o tym, w co się pakuje. Wszystko po to, by odhaczyć rozpisane dla niej w scenariuszu wątki. Bez poczucia, że oglądamy organicznie rozwijającą się historię, raczej bliżej temu do sztywnych ram fabuły, którą rządzi przykazanie: „Bo tak ma być”.

Najciekawszą, właściwie jedyną w miarę interesującą postacią z filmu „Każdy twój oddech” jest James, grany przez Sama Claflina. Nie chcę za dużo zdradzać o tej postaci, bo to wokół niej kręci się główna intryga (pewnie szybko sami domyślicie się, jaka), natomiast i w tym przypadku nie oczekujcie olśnienia i czegoś, co zapamiętacie na dłużej. Tym niemniej, wnosi on najwięcej świeżości i emocji do tej produkcji.

„Każdy twój oddech” srogo was rozczaruje jeśli zasadzacie się na trzymający w napięciu thriller, który co chwila myli tropy, zaskakuje i wciska w fotel zwrotami akcji i elektryzującym finałem, którego się nie spodziewacie. Film jest totalnym przeciwieństwem tego wszystkiego, choć oczywiście, nieudolnie, mierzy w realizację tych celów.

„Każdy twój oddech” garściami czerpie z wieloletniej tradycji thrillerów i filmów neo-noir, ale odbębniona znajomość historii gatunku jeszcze o niczym nie świadczy.

Do tego równania potrzeba też wyobraźni, dobrego pióra i ciekawych rozwiązań. A tego zabrakło. Tak samo jak solidnej ręki reżysera, bo oddane dzieło chwilami jest rzemieślniczo ślamazarne i nieporadne.

Aktorsko jest nieźle, choć zarówno Casey Affleck jak i Michelle Monaghan są w stanie dać z siebie znacznie więcej. To profesjonaliści, tak więc zawsze dostarczają niezbędne minimum solidnej roboty. Affleck, po raz kolejny wciela się w człowieka naznaczonego utratą bliskiej osoby, zmagającego się ze stanem depresyjnym, smutkiem i apatią. Mam nadzieję, że po sukcesie filmu „Manchester by the Sea” nie pozostanie on już na stałe nadwornym hollywoodzkim smutasem. Póki co trochę tak to wygląda. Aczkolwiek jako Philip w „Każdy twój oddech” Affleck nie przekonuje już z taką samą siłą. Chwilami wydaje się wręcz, że sam do końca nie czuje siebie w tej całej opowieści i gra bardziej bazując na manierze niż rzeczywistym zaangażowaniu.

Niezłe są też zdjęcia, przyznam, że trochę teraz sam szukam jakiegokolwiek światełka w tunelu ratującego tę produkcję. Ale do warstwy wizualnej przyczepić się nie mogę. Choć też nie spodziewajcie się olśnień - to po prostu udanie sfilmowany obraz. Nic więcej.

Po tej, i tak w sumie delikatnej, jak na poziom omawianego filmu, opinii raczej nie spodziewacie się, że komukolwiek polecę seans „Każdy twój oddech”. To jeden z najgorszych filmów ostatnich kilkunastu miesięcy. Jeśli jednak macie słabość do kina klasy C, wtórnych thrillerów i dzieło to trafi w wasze ręce, dajcie mu szansę. Odpowiednio przytemperowane oczekiwania są w stanie u niektórych z was sprawić, że będziecie się nieźle bawić. Nawet jeśli to będzie zabawa w stylu guilty pleasure. Tym niemniej, moja rzeczowa ocena tego, co widziałem jest, taka jaka jest.

Film „Każdy twój oddech” możecie od dziś obejrzeć w takich serwisach jak: Premiery Canal+ , vod.pl czy E-KinoPodBaranami.