Netflix

Netflix traci dominację w USA. W Polsce serwis też czeka zażarta wojna z Disney+ i HBO Max

Picture of the author

Rynek serwisów streamingowych coraz poważniej wchodzi w nową epokę. Rękawicę w walce o dominację rzuciły platformie Netflix takie usługi jak HBO Max, Peacock czy Disney+ i wychodzi im to coraz lepiej. Zażarta wojna streamingowa trwa już w USA, a wkrótce rozpocznie się również w naszym kraju.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Poprzedni rok w skali globalnej był dla Netfliksa naprawdę udany. Wiele firm należących do branży rozrywkowej przeżywało olbrzymi kryzys wywołany pandemią koronawirusa, ale akurat platformy streamingowe przeszły też tę burzę suchą nogą. Dlatego największy serwis tego typu mógł się chwalić rekordowymi wzrostami w połowie zeszłego roku, a kilka miesięcy temu przekroczył magiczną barierę 200 mln użytkowników. Dobre wyniki w skali globalnej przysłoniły jednak trochę problemy na rynku amerykańskim.

Jak donosi portal The Wrap, wzmożona konkurencja w Stanach Zjednoczonych przełożyła się na wyraźne zmniejszenie dominacji platformy. Bo choć w wielu krajach świata Netflix jest de facto monopolistą grającym w swojej własnej lidze, to w USA ciągle przybywa kolejnych mniejszych lub większych serwisów VOD. Jaki jest tego efekt?

Netflix stracił w 2020 roku 31 proc. swojego udziału w amerykańskim rynku. Oznacza to spadek z 29 do 20 proc. ogólnej puli.

Mowa o naprawdę dotkliwym ciosie, którego nie sposób lekceważyć. Wyraźne kłopoty mają zresztą inni amerykańcy giganci. Czołowa trójka w 2020 roku teoretycznie pozostała niezmienna. Na szczycie wciąż jest Netflix, za nim plasuje się Amazon Prime Video, a podium zamyka Hulu. Ale usługa Amazona też zanotowała duży spadek (z 21 do 16 proc.).

netflix hbo max

Zresztą – zdaniem wypowiadającego się dla The Wrap analityka Toby'ego Hollerana z Ampere Analysis – w 2021 dojdzie do dalszych przetasowań, bo Disney+ wyprzedzi Hulu i ulokuje się na 3. miejscu. Spośród dużych platform VOD nieco gorzej poradzi sobie za to HBO Max (usłudze prognozuje się 5. miejsce). Warto natomiast pamiętać, że Disney+ i Apple TV+ wystartowały wcześniej, więc HBO Max czy Peacock dopiero budują swoją pozycję. A eksperci dostrzegają wpływ również tych usług na ogólną sytuację.

Do 2024 roku Disney+ w połączeniu z Hulu i ESPN+ (mają tego samego właściciela) przeskoczy w globalnej dominacji Netfliksa?

Z dzisiejszej perspektywy podobna hipoteza brzmi absolutnie niewiarygodnie, ale według Hollerana to prawdopodobne. W 2021 roku pierwsze oznaki prawdziwej rywalizacji zobaczymy również w Polsce. W najbliższych miesiącach czekają nas bowiem debiuty Disney+ i HBO Max, a przecież nie ma wątpliwości, że biblioteka obu serwisów zawiera mocne tytuły zdolne zainteresować widzów z naszego kraju. Czy wspomniane usługi od razu zaszkodzą Netfliksowi? Raczej nie, choć wiele będzie zależeć od ich ceny. Netflix w tym aspekcie ma zdecydowaną przewagę nad konkurentami, bo HBO Max jest najdroższym VOD w USA, a Disney+ niedawno zapowiedział podwyżki. Plus każe sobie płacić ekstra za dostęp do filmowych hitów debiutujących w streamingu z powodu pandemii COVID-19.

Inna sprawa, że jeszcze większe zagrożenie grozi mniejszych serwisom obecnym w naszym kraju. Amazon Prime Video wciąż działa w Polsce na pół gwizdka, dlatego większość użytkowników korzysta z tej usługi wybiórczo (zakładając konto na krótki okres, by obejrzeć interesujący ich film czy serial). Nie wiadomo też, jaka przyszłość czeka takie platformy jak VOD.pl, Rakuten TV czy Ipla.tv korzystające w dużej mierze z licencjonowanych tytułów z USA. W lepszej pozycji zdaje się znajdować Player.pl, który od kilku lat bardzo mocno poszedł w oryginalne tytuły. Ale tak czy inaczej portfele Polaków nie są z gumy i przy takim natężeniu rywalizacji, ktoś po prostu będzie musiał stracić użytkowników.

Wojny streamingowe w latach 2021-2022 zapowiadają się niezwykle ciekawie. Nowe serwisy VOD już się do nich zbroją, choć Netflix na pewno nie podda się bez walki.

Historia zna już niemało przypadków monopolistów, którzy zdawali się nienaruszalni, a kilka lat później zaliczali bolesny upadek. Netfliksa na tym tle wyróżnia natomiast gotowość do ciągłego usprawniania swoich metod działania. Nie brak powodów, żeby na tę platformę narzekać, ale trudno nie docenić pewnych aspektów jej działalności. Netflix stale testuje nowe narzędzia dla swojego playera, sprawdza alternatywne pakiety, a na każdy cios polegający na zabraniu kultowej produkcji na licencji odpowiada stworzeniem czegoś własnego. Dzięki temu mało ktoś tęskni np. za tamtejszymi serialami Marvela. Bo w zamian klienci dostają takie tytuły jak „The Umbrella Academy” czy „Dziedzictwo Jowisza”.

Dlatego byłbym bardzo ostrożny przed prognozami wskazującymi na rychły upadek Netfliksa. Nie oznacza to natomiast, że firma Teda Sarandosa powinna lekceważyć obecne problemy na rynku amerykańskim. Bo lada moment równie zażarcie będzie trzeba walczyć o użytkowników w Wielkiej Brytanii, Polsce czy Japonii. W teorii widzowie tylko na tym wszystkim skorzystają. O ile oczywiście będzie ich na to stać.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst