Film

Fabuła „Madame Claude” ślizga się po wątkach, nie poświęcając dostatecznej uwagi tym najważniejszym

Picture of the author

Zmarła w 2015 roku Fernande Grudet była w latach 60. ikoną francuskiego sex workingu. Historia kobiety inspirowała filmowców już w latach 70. Przyszedł czas na kolejną filmową opowieść, która bazuje na jej życiorysie. Na Netfliksie pojawiła się niedawno produkcja zatytułowana „Madame Claude”.

Na początku lat 60. Fernande Grudet stworzyła w paryskiej 16. dzielnicy biznes, który miał przynieść jej dochody i sławę jednej z najważniejszych postaci sex workingu. Siatka pracownic seksualnych, którą stworzyła, była przez kolejne lata znana ze swojej ekskluzywności. Wśród „przyjaciół” dziewcząt, którymi zajmowała się Grudet, mieli być m.in. John F. Kennedy czy Marlon Brando. W notesie z kontaktami znanej już wtedy jako Madame Claude kobiety znajdowali się także inni wpływowi mężczyźni, piastujący w kraju wysokie stanowiska.

Są dwie rzeczy, za które ludzie zawsze będą płacić: jedzenie i seks. Nigdy nie byłam dobra w gotowaniu – miała powiedzieć Madame Claude. Jej historia i opowieść o prowadzonym przez nią przybytku stała się kanwą dla scenariusza francuskiego filmu z 1977 roku. Teraz przyszedł czas na kolejną filmową opowieść o Madame Claude, tym razem Netfliksa.

Po biografii takiej kontrowersyjnej postaci można było spodziewać się większego skupienia na samej głównej bohaterce, jej emocjach, przeżycia i drodze aż na sam szczyt seksbiznesu. Te wszystkie aspekty owszem, są częściowo pokazane na ekranie, ale można odnieść wrażenie, że twórcy jedynie ślizgają się po tematach.

Fabuła filmu skupia się na latach największych sukcesów w działalności Madame Claude.

Są lata 60., Claude zatrudnia dziewczęta, które przeszły swego rodzaju casting. Kobieta staje się coraz ważniejszą postacią, także w świecie polityki. Informacje, w których posiadanie wchodzi za pomocą swojej działalności, mogą niektórym wyrządzić wiele krzywd. Madame Claude jest pewna swojej pozycji, niestety w kolejnych dziesięcioleciach wszystko zaczyna się psuć.

To oczywiście bardzo skrótowe potraktowanie fabuły, ale odnoszę wrażenie, że twórcy tak właśnie obeszli się z biografią Claude. Zaczęli od konkretnego wątku jej życia, po czym rozszerzyli zainteresowanie na kolejne aspekty i dziesięciolecia, w związku z czym żaden z problemów poruszanych w filmie nie wybrzmiał wystarczająco mocno.

Ani dążenie Claude do samodzielności i chęć przebicia się w świecie rządzonym przez mężczyzn. Ani wątek przemocy wobec pracownic seksualnych. Ani też uwikłanie Madame Claude w ważne dla całego kraju rozgrywki polityczne. Niewiele uwagi poświęcono w końcu także rewolucji seksualnej, o której ledwie wspomniano, a która działa się gdzieś w tle i na pewno miała wpływ na działalność Madame Claude.

To jednak rzeczy, których zabrakło. Nie zabrakło w filmie za to dobrej gry, szczególnie dwóch głównych aktorek: Karole Rocher wcielającej się w rolę Madame Claude i Garance Marillier, która zagrała Sidonie, jedną z pracownic Claude, później także jej prawą rękę. Kobiety w tym filmie zdecydowanie przyćmiły mężczyzn. Ale dobra obsada nie przyćmi faktu, że ta historia miała potencjał na o wiele lepszą fabułę. A przynajmniej eksplorującą nieco głębiej pewne ważne wątki.

Film „Madame Claude” znajdziecie na Netfliksie.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst