Seriale

Uwodził, truł, zabijał i okradał. Ten serial o „Tedzie Bundym z Azji” cię wesssie

Picture of the author
288 interakcji
dołącz do dyskusji

„Wąż” to nowy miniserial o mało eksponowanym w popkulturze seryjnym mordercy, który zdecydowanie zasłużył sobie na miano „celebryty”. On sam i popełniane przez niego zbrodnie są wręcz idealnym materiałem na ekranizację. Czy Netflix dobrze wykorzystał swoją szansę? Nie do końca, ale i tak trudno oderwać się od ekranu.

Pochodzący z Wietnamu Charles Sobhraj siał postrach w latach 70. w Azji Południowo-Wschodniej. Jako ofiary upatrywał sobie zachodnich turystów – zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Skazano go za 12 morderstw, ale podejrzewano go o wiele więcej. Dorobił się dwóch pseudonimów – Bikini Killer, ze względu na stroje, w jakich były znajdowane jego ofiary, oraz właśnie Wąż, bo był na tyle przebiegły, że przez wiele lat uwodził ludzi i zwodził policję.

wąż serial netflix recenzja

Charles Sobhraj jest trochę jak Ted Bundy – czarujący, przystojny i inteligentny facet, który potrafi uwieść każdego i mordować z zimną krwią.

Oprócz perfekcyjnie opanowanej umiejętności manipulacji ludźmi z amerykańskimi „bestiami” łączył go kompletny brak wyrzutów sumienia przy dokonywaniu brutalnych zabójstw. Poza tym jest (odsiaduje wyrok dożywocia) wyjątkowy pod każdym kątem. Przede wszystkim mordował, by zaspokoić nie seksualne, a finansowe żądze. Po prostu lubił pławić się w luksusie, a odbieranie życia przypadkowym ofiarom było tylko środkiem do osiągnięcia celu.

Nie działał też w pojedynkę. Pomagał mu m.in. Hindus Ajay Chowdhury, a także Francuzka Marie-Andrée Leclerc, która ślepo za nim podążała, przymykając oko na morderstwa. Razem uwodzili ludzi i udawali handlarzy klejnotami. W czasie wieloletniej działalności przestępczej Sobhraj awansował na pierwsze miejsce listy poszukiwanych przez Interpol z nakazem aresztowania obowiązującym na kilku kontynentach.

wąż serial netflix recenzja

Serial „Wąż” kupił mnie atmosferą – tropikami, latami 70. i hippisowską ścieżką dźwiękową.

Sobhraj mordował głównie hippisów, których szczerze nienawidził. W tamtych czasach wiele dzieci kwiatów odwiedzało zachodnią Azję w poszukiwaniu nirwany. A wiadomo, że jak turysta, to ma ze sobą pieniądze. Odurzanie ofiar narkotykami też przychodziło z łatwością, bo nikt nie zwracał zbytnio uwagi na naćpanego, długowłosego człowieka z Zachodu. To był wtedy dość częsty widok. A skoro mowa o widokach...

Może to kwestia tego, że mamy lockdown i chciałbym wyjść gdzieś indziej niż do Biedronki, ale scenerie pokazane w serialu przyspieszały mi puls. Miejskie dżungle Tajlandii, egzotyczne Indie, zapierający dech w piersiach Nepal – to tylko niektóre z punktów Szlaku Hippisów, na którym działał Wąż i spółka. Piękne kadry utrzymane są w ciepłych kolorach, w tle słyszymy wiele przebojów z epoki, a praca kamery przypomina (ach, te dramatyczne zbliżenia na oczy) oldskulowe, telewizyjne szlagiery. Można się rozpłynąć na kanapie.

wąż serial netflix recenzja

Fascynująca historia i ładne widoczki to jednak za mało, by serial uznać za godny polecenia. „Waż” ma wiele wad.

Przede wszystkim Taharowi Rahimowi, który wciela się w główną postać, zabrakło zdaniem charyzmy. Nie czuję, żeby wymyślane przez niego sztuczki pozwoliłyby mu tak łatwo omotać mnie obietnicą bogactwa. Pozostałe kreacje są po prostu ok – to koprodukcja Netfliksa i BBC, więc czuć w tym lekko telewizyjną przeciętność – zwłaszcza na dalszych planach, ale nie ma to tak wielkiego znaczenia dla odbioru jak postać protagonisty, którego główną bronią był urok.

Serial jest ewidentnie zbyt poszatkowany planami czasowi. Praktycznie co scenę skaczemy po teraźniejszości i bliższej lub dalszej przeszłości. Taka narracja wpływa na dynamizm i pozwala lepiej poznać bohaterów, ale scenarzyści lekko z tym przesadzili i można się w tym bardzo szybko pogubić.

wąż serial netflix recenzja

Moją ulubioną postacią, oprócz rzecz jasna przepięknej Jenny Coleman wcielającej się w partnerkę Węża, jest zawzięty i ambitny pracownik ambasady Holandii w Bangkoku - Herman Knippenberg (Billy Howle). To właśnie on rozruszał śledztwo, bo tajska policja miała przecież ważniejsze sprawy na głowie niż uganianie się za zaginionymi Europejczykami i Amerykanami. To kolejny wyróżniający aspekt serialu – rzadko w tego typu produkcjach oglądamy akcję z perspektywy szeregowego ambasadora, a nie profilera.

„Wąż” jest kanciasty, ale w moim wypadku zalety przewyższają wady. Osiem odcinków pozwoliło twórcom pokazać kawał historii, w miarę zagłębić się w psychikę postaci, pokazać nieudolność organów ścigania i cześć tego, co było nie tak z hippisami. Jeżeli pasjami pochłaniasz historie seryjnych morderców i masz już przesyt bestii z Zachodu, to ten serial jest na tyle „inny”, że pochłoniesz go w co najwyżej dwa wieczory.

8-odcinkowy miniserial „Wąż” można już w całości obejrzeć na Netfliksie.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst