Trendy

Żałuję, że nie mogę dzisiaj wyłączyć internetu. Prima Aprilis to najgorszy dzień w roku

Picture of the author

Z każdym rokiem świętowanie dnia żartownisiów jest coraz bardziej niestosowne. Pal licho znajomych posługujących się co roku tymi samymi sucharami, by tradycji stało się zadość, najgorzej jest, gdy do zabawy włączają się media i politycy. Żyjemy w epoce postprawdy, więc serwowanie (głównie ku uciesze własnej) fejków w formie żarcików jest często po prostu niesmaczne. A 1. kwietnia jeszcze trudniej jest nam odróżnić fałsz od newsa.

Kwerenda Facebookowa nie pozostawia złudzeń – „najśmieszniejszy” żart z okazji prima aprilis, to zmiana statusu związku na Facebooku lub dodanie ciążowego zdjęcia USG. Tak, to było fajne... tak z dziesięć lat temu, ale wiele osób najwidoczniej ma z tego wciąż niezły ubaw. Chichoczą jak norki posłanka Pauliną Matysiak z Lewicy z posłem Dobromirem Sośnierzem z Konfederacji. Ostatni raz się tak uśmiałem, kiedy wiązałem buty.

prima aprilis żarty
Screen z Facebooka

Psikusy z serwisów społecznościowych to małe piwo. Gorzej, że portale często podchwytują ewidentny żart, skręcają pod niego tytuł tekstu, a dopiero na szarym końcu dają wyjaśnienie, że „haha prima aprilis, frajerzy”.

Tak, tak, nawet ja przyznam, że istnieją znośne artykuły przygotowane specjalnie na 1 kwietnia. Muszą spełniać dwa warunki – być łatwym do wychwycenia fejkiem i, to najtrudniejsze, być zabawne. Wtedy, na upartego, mogę je wybaczyć.

muno.pl opublikowało ewidentny żart, ale całkiem błyskotliwy, więc nie czuję się oszukany.  Fikcyjny festiwal nawiązuje do nazwy imprezy towarzyszącej Audioriver (Audiopole), a informacja o nim opatrzona jest cameo Jacka Sasina. Nie jest to może humor najwyższych lotów, ale chociaż uniósł mi się kącik ust.

prima aprilis żarty
Screen z Facebooka

W konkurencji „zabawne żarty na prima aprilis” przegrał z kretesem plotkarski portal jastrzabpost.pl, właściwie przegrał to za mało – on wywalił się tuż po wyjściu z bloków startowych. Portal opublikował artykuł o rzekomym odejściu Filipa Chajzera z TVN. Dziennikarz wrzucił wcześniej na swojego Instagrama post o tym, że rusza w roczną podróż dookoła świata. Od razu było wiadomo, że sobie śmieszkuje. Jednak co zrobił portal? Napisał tekst o tym, że Chajzer odchodzi z TVN i jeszcze zilustrował to smutnym zdjęciem. Podpucha została dopiero wyjaśniona na końcu tekstu: „Oczywiście wszystko okazało się primaaprilisowym żartem prowadzącego”, ale po co o tym informować w tytule.

prima aprillis
Screen z jastrzabpost.pl

Nie ma dziś bezpiecznej przestrzeni w internecie, nie da się wylogować, zniknąć na jeden dzień z wszystkich kont. I tak, co roku przychodzi patrzeć na ten festiwal bezbecji, na którym występują portale, strony i celebryci. Już „Figle figlarzy” z „Kaczora Donalda” miały więcej polotu.

Najbardziej wkurza mnie to, że żyjemy w czasach, w których każdy dzień jest jak prima aprilis.

Dzieją się tak surrealistyczne rzeczy, że jesteśmy gotowi w pierwszej chwili uwierzyć we wszystko. Jak w poniższy tweet, nim dojdziemy do hashtaga.

prima aprillis żarty
Screen z Twittera

I nie chodzi mi tu o absurdalne sytuacje, jak ta z dzisiejszego poranka, kiedy okazało się, że największy żart sprawił nam rząd, kiedy rano okazało się, że 40-latkowie mogą zapisywać się na szczepienia, Niestety po dwóch godzinach proces wstrzymano, a całe zamieszanie, jak się okazało, wynikało z błędu systemu. Kiedyś będziemy się z tego na pewno śmiać, jednak teraz jest to zwykły skandal. Serio, ktoś ma jeszcze ochotę po tym żartować?

Codziennie musimy sprawdzać, czy dany post lub artykuł w internecie, nie jest trollingiem, clickbaitem, scamem, phishingiem, czy fake newsem. Dorzucanie przez media lub polityków do tego worka kawałów udających prawdziwie informacje jest po prostu słabe. Już teraz obawiam się tego, jak nasze życie będzie wyglądać, gdy stale rozwijająca się technologia deep fake'ów będzie tak realistyczna i trudna do zweryfikowania, że aż niebezpieczna dla światowego (umiarkowanego) porządku. Zobaczymy, kto wtedy będzie się śmiał ostatni.

Brzmię jak zrzędliwy pan maruda, ale po prostu wystarczyło mi dziś tylko na chwilę odpalić internet, by od razu zrzedła mi mina. Jak co roku.

*zdjęcie główne: Couleur / Pixabay

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst