Muzyka

PRO8L3M łamie najważniejszą zasadę i mówi o Fight Clubie. Słuchamy nowej płyty duetu

Picture of the author

Projekt, który miał być mixtape’em, ewoluował do najdziwniejszego, najbardziej eklektycznego, ale nie najlepszego albumu w dyskografii PRO8L3M-u. Bo o ile na płycie „Fight Club” gości nie brakuje, to zabrakło na niej spójności, jasnego konceptu.

Chyba że za koncept obrać idę fight clubu – miejsca, do którego może dołączyć każdy, kto chce oderwać się od swojej codzienności i wyrzucić z siebie emocje. W książce Chucka Palahniuka – poprzez walkę. W muzyce – za pomocą dorzucenia kolejnych zwrotek, które poszczególnym gościom leżą na żołądkach.

I jak Tyler Durden w „Podziemnym kręgu” nawołuje do tego, by chwytać dzień i nie tracić czasu na niepotrzebne cele, Oskar w numerze nagranym z Brodką pyta:

Kiedy ostatnio biegłeś nagi / Kiedy ostatnio położyłeś się na trawnik z nią / I kiedy miałeś w sobie dość odwagi by nie mówić nic / I kiedy ostatnio dałeś sobie czas na szansę / Zamiast liczyć dni?

Ostatecznym odwołaniem do „Fight Clubu” zdaje się kawałek Freon. W numerze wyprodukowanym przez Duita, w którym śpiewa Dawid Podsiadło, w tle pobrzmiewa pewnego rodzaju wariacja na temat melodii z Where Is My Mind z repertuaru Pixies. A słowa Oskara

Później leżą patrząc w sufit
To współgra w takich bajkach
Szlugi, potem drugi, kółka z lucky strike’a
Na podłodze sterty ubrań

brzmią, jakby na myśli miał Marlę Singer i Tylera Durdena.

Ale to nie jedyny literacko-filmowy motyw na albumie. Jest jeszcze A2 nagrany z Paluchem, z potężnym beatem, oparty na gangsterskiej opowieści, dodatkowo opakowany klipem, w którym główną rolę gra Robert Gonera. Te thrillerowe nawiązania podobają mi się na albumie najbardziej. Jednak jak wspominałam, brakuje mi tu mocniejszego konceptu.

Jak choćby przy „Ground Zero Mixtape” czy „Widmo”, który dziś, w 2021 brzmi jeszcze bardziej złowieszczo niż w dniu premiery. PRO8L3M odłożył na bok futuryzm na rzecz może jeszcze bardziej aktualnych refleksji. Pojebane miasto / Pojebany świat / Położyć się i zasnąć – nawija zrezygnowany Oskar w Strange Days i chyba trudno o lepsze podsumowanie tego, co siedzi w głowach wielu z nas w obecnych czasach.

W tytułowym singlu promującym album (tym z nieznośnym autotune’em, którego wiele osób pewnie raperowi nie wybaczy) Oskar nawija:

Jestem społeczeństwa elementem, więc gonię ten szajs
Jestem konsumentem rzeczy, których nie chcę (nie chcę)
Pieprzyć twoje meble

dorzucając kolejną cegiełkę do opowieści o konsumpcjonizmie, który autorowi nie od dziś zresztą ciąży. „Fight Club” może i jest lekko nieuporządkowany, a w przyszłości będę sięgać raczej po pojedyncze numery z tego albumu. Ale jedno w przypadku PRO8L3M-u jak widać się nie zmieniło – umiejętność budowania tej posępnej i wręcz fatalistycznej narracji, która może uwierać, ale czasem trudno się od niej oderwać.

Zdjęcie główne: osiemdziewiec

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst