1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Netflix prowadzi ekspansję na naszym rynku. I bardzo dobrze, bo będzie dużo polskich nowości

Netflix pokochał Polskę. Lista premier powala i jest to świetna wiadomość

Netflix mości sobie spore gniazdo nad Wisłą i jest to świetna wiadomość. Na wtorkowej konferencji ogłosił aż dwanaście nowych biało-czerownych produkcji, które już zostały wyprodukowane lub dopiero powstaną. W czasie pandemii i zamkniętych kin to doskonałe wieści dla rodzimej branży kulturalnej, która ma mocno pod górkę. W najbliższym czasie również jako widzowie nie będziemy musieli narzekać na brak nowości.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Amerykańska platforma streamingowa już przekonała się o tym, że warto inwestować w polską kinematografię. Niesławne „365 dni” znalazło się na liście najchętniej oglądanych tytułów 2020 roku na Netfliksie – ogółem. Według portalu Flix Patrol film na podstawie książki Blanki Lipińskiej prześcignął nawet oryginalne produkcje – na kolejnych miejscach podium znalazły się bowiem takie tytuły jak „Enola Holmes” i „Kronika Świąteczna 2”.

Na szczęście nie tylko takie „dzieła” robią nam reklamę za granicą. Dystrybuowany w wieli krajach „Sala samobójców. Hejter” był również hitem platformy. Film Jana Komasy znalazł się w sierpniu zeszłego wśród najchętniej oglądanych w m.in. Wielkiej Brytanii, Niemczech i Francji. Z kolei wypuszczony w USA na Halloween „W lesie dziś nie zaśnie nikt” także znalazł się w czołówce najpopularniejszych filmów w amerykańskiej wersji serwisu.

Nie muszę dodawać, że również i w Polsce był hitem – to właśnie na Netfliksie odbyła się oficjalna premiera filmu Bartosza M. Kowalskiego. Nie dziwi więc to, że powstanie sequel slashera z Julią Wieniawą. Podobnym przebojem okazał się też wrzucony do biblioteki film „Jak zostałem gangsterem”. I on doczeka się kontynuacji w postaci filmu „Jak pokochałam gangstera”.

Stali bywalcy serwisu na pewno zauważyli, że nie ma dnia, by w topach nie królowały polskie seriale kryminalne – nawet te starsze, lekko zapomniane jak np. „Paradoks” z Bogusławem Lindą. Co robią włodarze Netfliksa? Dają zielone światło dla kolejnych tego typu produkcji.

I tak, wkrótce doczekamy się przejętego po Showmksie nowego sezonu „Rojsta” zatytułowanego „Rojst’97”, thrillera o seryjnym mordercy gejów - „Hiacynt” oraz kolejnej, po „W głębi lasu”, adaptacji powieści Harlana Cobena – „Zachowaj spokój”.

Netflix stawia więc nie tylko na kupowanie licencji, ale i tworzenie oryginalnych seriali i filmów pod biało-czerwoną flagą. Pomimo tego, że początki były trudne (pierwszy polski serial Netfliksa to „1983”, a film „Erotica 2022”), to producent nie poddaje się i idzie za ciosem. Przed nami pikantny serial komediowy „Sexify”, fantasy „Axis Mundi” (coś dla widzów rozczarowanych zbyt mało słowiańskim „Wiedźminem”), czy młodzieżowe „Otwórz oczy”. A to nie wszystko, co Netflix planuje w najbliższym czasie – o wszystkich 12 tytułach przeczytacie w artykule Tomka Gardzińskiego.

Jesteśmy świadkami rewolucji w całej branży filmowej i serialowej. Zyskuje na niej Netflix, ale i wszyscy z nim związani.

Pandemia Covid-19 zmieniła wszystko i przyniosła wiele zmian. Zwłaszcza w zakresie dystrybucji filmów. Zawsze staram się znajdować plusy nawet w beznadziejnej sytuacji. Spójrzmy na to od innej strony. Polska kinematografia od zawsze cieszyła się dobrą sławą, ale głównie wśród festiwalowych koneserów X muzy. Netflix pozwala dotrzeć z nią do masowego widza – oby udawało się to teraz w mniej skandalizujący niż „365 dni" sposób (może dokona tego właśnie „Sexify”?). A nadchodzące produkcje mają spory potencjał do rozkręcenia hype'u na polskie filmy i seriale, tak jak „Dom z papieru" dokonał tego z hiszpańskimi.

Inwestowanie w polski rynek ma też inne pozytywne aspekty – tym razem z naszej perspektywy. Rodzimi artyści są słabo (większość w ogóle) wspierani przez rząd, a przez pozamykane kina wiele wymienionych filmów pewnie by nie ujrzało światła dziennego lub zobaczylibyśmy je o wiele później jak np. „Prime Time” z Bartoszem Bielenią, który ominie duże ekrany i pojawi się już 14 kwietnia na Netfliksie. Nie będzie więc zupełnego zastoju w branży, choć nie oszukujmy się - nie mamy też takiego wysypu tytułów jak przed pandemią. Jednak lepszy rydz niż nic. Oby w parze z liczbą szła też jakość kręconych produkcji.

* Zdjęcie główne: kadr z „Sexify” / mat. pras. Netflix

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.