1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

„Pacific Rim: The Black” to najbrutalniejsze i najlepsze anime CGI na Netfliksie. Fani będą wniebowzięci

Netflix ma brutalne nowe anime – Pacific Rim: The Black [RECENZJA]

Niecałe dwa lata fani „Pacific Rim” musieli czekać na pierwszą autorską produkcję platformy Netflix należącą do tego uniwersum. Animacja „Pacific Rim: The Black” to brutalna i pełna akcji produkcja poświęcona rodzeństwu próbującemu przetrwać w świecie zniszczonym przez kaiju. Oceniamy, jak wypadł 1. sezon anime.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Produkcja według pierwotnego planu miała trafić do biblioteki serwisu już w 2019 roku, ale jej premiera ostatecznie została dosyć znacząco opóźniona. Wielbiciele serii „Pacific Rim” powinni się jednak z tego paradoksalnie cieszyć. Wszystko dlatego, że Netflix ewidentnie potrzebował trochę czasu na doprowadzenie do odpowiedniego poziomu swoich anime tworzonych techniką komputerową.

Pierwsze próby w rodzaju serialu „Ultraman” nie mogły się pochwalić płynną animacją czy interesującymi projektami postaci. Z czasem zatrudniane przez Netfliksa studia radziły sobie z postawionym przed nimi zadaniem coraz lepiej, co udowadniał film „Altered Carbon: Resleeved”, ale pole do poprawy wciąż było olbrzymie. I faktycznie do niej doszło.

Pacific Rim: The Black” to najlepiej animowany serial CGI od platformy Netflix. Oglądanie walk kaiju i jaegerów sprawia tu olbrzymią przyjemność.

Niebezpośrednia kontynuacja filmowej serii zaczyna się zresztą iście wybuchowo od pojedynku potężnych mechów z gigantycznymi potworami na gruzach palącego się miasta. Wygląda to, tak jakby twórcy anime od samego początku chcieli pokazać swoje niemałe możliwości. Poruszanie się demonicznych kaiju i zmechanizowanych jaegerów jest naturalne i płynne, a tworzone w ten sposób sceny walki między nimi zawierają sporo ekscytujących momentów. Inaczej niż w rysowanym anime mało jest tutaj powtarzania używanych wcześniej klatek animacji, dzięki czemu każde z kilku większych starć wygląda wystarczająco odmiennie od siebie, by nie nudzić widza.

W teorii można by trochę ponarzekać na nieco zbyt powtarzalny design większości kaiju, ale pod tym względem też nie ma tragedii. Bohaterowie serialu na swojej drodze spotkają i olbrzymie potwory, i mniejsze osobniki, takie które pływają pod wodą i inne poruszające się niczym człowiek. Ta różnorodność ma też swoje powiązanie z fabułą, co stanowi dodatkowy pozytyw całej sytuacji. Historię opowiedzianą w „Pacific Rim: The Black” warto zresztą przybliżyć trochę bardziej.

Akcja „Pacific Rim: The Black” toczy się już po wydarzeniach znanych z „Pacific Rim: Rebelia” i niekiedy do nich nawiązuje.

Głównymi bohaterami produkcji są Taylor i Haley Travisowie. Ich rodzice służą w PPDC (Pan Pacific Defense Corps) jako piloci jaegera, ale nie są w stanie powstrzymać inwazji kaiju, która zalała cały kontynent. Dlatego zostawiają swoje dzieci wraz z grupą ocalałych w bezpiecznej, ukrytej dolinie i wyruszają do Sydney sprowadzić pomoc. Właściwa część historii zaczyna się pięć lat później, gdy Haley przypadkowo znajduje treningowego jaegera i uruchamia go, sprowadzając przy okazji na głowy swoich przyjaciół potężnego potwora.

Odpowiedzialni za „Pacific Rim: The Black” Greg Johnson i Craig Kyle („X-Men: Ewolucja”, „Thor: Ragnarok”) na szczęście nie boją się pokazać brutalności zniszczonego przez potwory świata i nie dostarczają dwójce swoich bohaterów ciągłego alibi. Wręcz przeciwnie, właściwie każda decyzja podejmowana przez Taylora i Haley ma swoje konsekwencje, często bardzo poważne. Krew w nowym anime Netfliksa nie leje się może strumieniami tak bardzo jak w „Castlevanii” czy „Blood of Zeus”, lecz śmierć towarzyszy ocalałym na każdym kroku. Warunki są trudne, miasta opustoszałe i na każdym kroku można natrafić na zorganizowane bojówki pod wodzą tego czy innego przestępczego bossa. A przecież dochodzą do tego polujące na ludzi i jaegery kaiju.

Wszystkie te zagrożenia sprawiają, że serial potrafi trzymać widzów na krawędzi foteli i nie ma więcej niż jeden niespodziewany zwrot akcji.

Johnson i Kyle systematycznie dokładają też coraz więcej wątków łączących ich animację z „Pacific Rim” i „Pacific Rim: Rebelia”. Wielbiciele obu produkcji mogą się spodziewać nawiązań do szeregu doskonale znanych im postaci oraz znaczącego rozwinięcia uniwersum. Z uwagi na spoilery nie mogę za bardzo zdradzać, o co chodzi.

Wspomnę tylko, że Prekursorzy bynajmniej nie zakończyli swoich machinacji po upadku Australii. Tyle powinno wystarczyć najbardziej zagorzałym fanom. Jednocześnie warto podkreślić, że nawet osoby nieorientujące się w szerszej historii kaiju i jaegerów nie będą mieli problemów z wejściem w świat „Pacific Rim: The Black” i czerpaniem z niego przyjemności. Bo to po prostu bardzo dobry serial.

Recenzowane anime znajdziecie na platformie Netflix.