Seriale  /  Recenzja

Dokument z pedofilią w tle. O „Allen kontra Farrow” będzie więcej kłótni niż o Michaela Jacksona

Picture of the author

Nowy serial dokumentalny „Allen kontra Farrow” będzie z pewnością jedną z najgłośniejszych produkcji tego typu w ostatnich latach. Ale nie zawsze z właściwych powodów. Bo choć dokument HBO wreszcie zwraca głos Dylan Farrow, to Woody Allen również znajdzie wielu obrońców po obejrzeniu tak problematycznego dzieła.

Uwaga! Tekst zawiera szczegóły serialu „Allen kontra Farrow”.

Największy problem z tworzeniem dokumentu na temat oskarżeń skierowanych przeciwko Allenowi przez jego byłą partnerkę Mię Farrow staje się jasny bardzo szybko w trakcie oglądania produkcji stacji HBO. W przypadku historii tak powszechnienie znanej (ale jednocześnie wypełnionej tyloma sprzecznymi wersjami) każdy ma na jej temat swoje zdanie, jeszcze zanim włączy pierwszy odcinek. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości, a gdyby jakieś się pojawiły, to wystarczy prześledzić reakcje w internecie jeszcze przed premierą „Allen kontra Farrow”.

Ci którzy widzą w Allenie perwersyjnego gwałciciela, dawno skazali go w swoich umysłach. A podobnie pewne swojego zdania są też osoby, dla których Mia Farrow jest zranioną przez odrzucenie manipulatorką i niebezpieczną kobietą znęcającą się nad własnymi dziećmi. Podobne reakcje w gruncie rzeczy można było oczywiście przewidzieć, ale bynajmniej nie ułatwiało to pracy Kirby'ego Dicka i Amy Ziering. Kłopot w tym, że odpowiedzialny za „Allen kontra Farrow” duet również nie był wolny od identycznych odgórnych założeń. Twórcy na długo przed zakończeniem prac nad dokumentem wybrali, kto będzie bohaterem ich historii. I nie mieli najmniejszego zamiaru wysłuchać osób wspierających Woody'ego Allena, które w rozmowie z portalem Deadline określili mianem „mitomanów”.

Allen kontra Farrow” na przestrzeni czterech odcinków przedstawia chronologiczną opowieść o związku Farrow z Allenem i krzywdzie doznanej przez Dylan Farrow.

Taki wybór sam w sobie nie jest pozbawiony pewnych problemów. Ziering i Dick wychodzą z mimo wszystko dosyć dziwnego założenia, na którym opierają całą strukturę swojego serialu. Zachowują się mianowicie, jakby widzowie „Allen kontra Farrow” nie mieli najmniejszego pojęcia, kim są główni bohaterowie tej opowieści. Dlatego premierowy odcinek, który dzisiaj zadebiutował na HBO GO, w gruncie rzeczy stanowi dosyć powierzchowne przypomnienie karier Woody'ego Allena i Mii Farrow, a także życia osobistego tej drugiej. Aktorka znana z takich filmów jak „Dziecko Rosemary” czy „Hannah i jej siostry” od samego początku pełni zresztą w dokumencie ważną i jednoznacznie pozytywną bohaterkę. To jej spojrzenie i jej wspomnienia dyktują tok dwóch pierwszych odcinków (później akcenty zostają przeniesione bardziej na Dylan Farrow).

Stanowisko Woody'ego Allena jest z kolei reprezentowane przez wycinki z jego niedawnej autobiografii „A propos niczego” (której recenzję znajdziecie TUTAJ). W opublikowanym dzisiaj rano oświadczeniu nowojorski reżyser i jego żona Soon-Yi Previn będąca adoptowaną córką Farrow zaznaczyli, że choć realizacja „Allen kontra Farrow” trwała ponad dwa lata, oni zostali poproszeni o komentarz niecałe dwa miesiące temu. A ponieważ rzekomo dano im tylko kilka dni na odpowiedź, to odmówili. Wspomniane cytaty pojawiają się zresztą głównie w kontekście początków znajomości Allena z Farrow i późniejszych reakcji Hollywood na skandal związany z jego osobą. W środkowych odcinkach poświęconych prokuratorskiemu śledztwu i sądowej walce o opiekę nad dziećmi występują zdecydowanie rzadziej.

Woody Allen i Mia Farrow nie są wiarygodni, a twórcy serialu zbyt długo podążają śladem ich słów. Na szczęście w międzyczasie wykonują też trochę dobrej reporterskiej roboty.

Nowe odkrycia przypadają głównie na 3. odcinek, w którym przedstawione zostają szczegóły sądowej batalii między dawną parą. Z pomocą grupy ekspertów Dick i Zierig odrzucają teorię o syndromie rodzicielskiej alienacji, w myśl której matki wymyślają oskarżenie o molestowaniu dziecka w celu wygrania praw rodzicielskich. Wymyślona przez doktora Richarda Gardnera teoria stanowiła ważną linię obrony adwokatów Allena, ale nie była oparta o żadne naukowe przesłanki czy rzeczywiste badania. Te pokazują bowiem, że zaledwie od 6 do 9 procentów podobnych przypadków zostaje wymyślonych przez jednego rodziców.

Wbrew oryginalnemu raportowi przygotowanemu przez pracowników szpitala Yale-New Haven specjaliści od mowy ciała dzieci pozytywnie ocenili także wiarygodność małej Dylan Farrow, którą Mia nagrywała podczas rozmów o szczegółach molestowania. Z każdym podobnym odkryciem linia obrony Allena coraz bardziej się rozpada, ale niestety pomimo szumnych zapowiedzi o wglądzie w utajnione policyjne akta autorzy dokumentu nie dotarli do innych szczegółów podważających jego stanowisko. Zamiast tego skupili się na powtarzaniu w kółko tych samych podejrzeń wysnuwanych przez rodzinę Farrowów i ich przyjaciół, a także dosyć karkołomnych próbach udowodnienia, że treść filmów Woody'ego Allena potwierdza jego rzekome skłonności pedofilskie.

Dylan Farrow wchodzi na pierwszy plan dopiero w finałowym epizodzie. A opowieść o skutkach całej sytuacji na jej dorosłe życie łamie serce.

W takich chwilach bardzo trudno jej nie współczuć i nie wierzyć w prawdziwość wypowiadanych przez nią słów. Zwłaszcza wtedy, gdy z widocznymi na twarzy i w każdym ruchu emocjami podkreśla, że ma dosyć ciągłego podważania jej historii. Niestety, paradoksalnie właśnie w tym objawia się największa słabość „Allen kontra Farrow”. Bo Dyllan O'Sullivan Farrow zasługiwała na serial dokumentalny zrobiony lepiej, bardziej obiektywnie, z większą dbałością o szczegóły.

Próby zdyskredytowania Soon-Yi Previn i pojawiające się wielokrotnie sugestie, że nie wiedziała, co robi, zaprzeczają jej własnym słowom powtarzanym na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. I rzucają przy okazji dziwny cień na widoczne w każdej minucie serialu przeświadczenie, że należy wierzyć kobietom. Należy wierzyć ofiarom. Ale najwyraźniej tylko wtedy, gdy mówią coś zgodnego z przyjętą linią. Bo oskarżenia z strony Previn i Mosesa Farrowa o mających podobno miejsce psychicznej i fizycznej przemocy ze strony Mii Farrow, zostają przez Dicka i Zierig pominięte niemal w całości milczeniem. A to po prostu nie pomaga w udowodnieniu winy Woody'ego Allena. Dlatego jest coś głęboko smutnego w dokumencie, który wywołała tak wielką burzę, a jednocześnie nie zmieni zdania nikogo. Bo nawet nie próbuje przekonać nieprzekonanych.

Kolejne odcinki „Allen kontra Farrow” pojawią się wkrótce na HBO GO.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst