1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Martin Scorsese krytykuje algorytmy serwisów VOD. Szkoda, że nie wspomina o sprzedaży „Irlandczyka” Netfliksowi

martin scorsese netflix

Martin Scorsese stanął do walki z współczesnym przemysłem filmowym zdominowanym przez tanie, czysto rozrywkowe treści tworzone w zgodzie z wymogami algorytmów. Popularny reżyser dużo miejsca grzechom serwisów VOD poświęcił w swoim eseju o Federico Fellinim. Ale o swoich przewinach wspomniał w jednym krótkim zdaniu.

Nie jest to pierwszy raz, gdy Martin Scorsese publicznie skrytykował fragment nowoczesnej popkultury, który mu osobiście nie odpowiada. Swego czasu głośnym echem odbiła się jego opinia na temat filmów superbohaterskich. Autor takich filmów jak „Gangi Nowego Jorku” i „Aviator” stwierdził wówczas, że produkcje Marvela pasują bardziej do parków rozrywki niż do kin, a ich „inwazja” musi zostać powstrzymana. Wielu twórców pracujących przy tego typu filmach wyraziło swój sprzeciw wobec krytyki Scorsese, więc reżyser od tego czasu nieco złagodził pierwotną opinię.

Wygląda jednak na to, że w międzyczasie znalazł innego wroga – algorytmy takich serwisów VOD jak Netflix czy Amazon Prime Video.

W nowym eseju dla Harper's Magazine poświęconym karierze wielkiego Federico Felliniego, amerykański reżyser poświęciło dużo miejsca na analizę współczesnej branży rozrywkowej. I doszedł do wniosku, że prawdziwe kino zostało zastąpione przez content obejmujący każdą możliwą formę audiowizualną, jaką można sobie tylko wyobrazić. Bo treściami dla wielkich platform może być wszystko: od autorskiego filmu, przez wideo z kotkiem i superbohaterską produkcję, aż po reklamę wyświetlaną w trakcie Super Bowl:

Jeszcze 15 lat temu termin „content” był używany tylko w trakcie poważnych dyskusji o kinie i w kontraście do „formy”, ale z czasem zaczął być używany coraz częściej i częściej przez ludzi, którzy przejęli firmy medialne. Większość z nich nie wiedziała nic o historii sztuki filmowej. Nie obchodziła ich ona nawet na tyle, żeby uważali, że powinni to wiedzieć (...) Było to połączone nie z doświadczeniem pójścia do kina, a oglądaniem z domu za pomocą platform streamingowych – wyjaśnił Martin Scorsese.

Reżyser w jednym zdaniu przyznaje, że na rozwoju VOD skorzystali filmowcy. Również on sam. Ale mimo to nie zmienia to jego negatywnej opinii na temat algorytmów powstających na bazie tego co już widzieliśmy i ograniczających proces wyboru filmów do ich najpopularniejszych gatunków. Zdaniem Scorsese pozorna demokratyzacja dostępu do treści nie jest wcale niczym dobrym. Dystrybutorzy filmów i seriali powinni bowiem zwracać większą uwagę na jakość i pełnić bardziej aktywną rolę kuratorów.

Martin Scorsese ma pod wieloma względami rację, ale jednocześnie demonizuje i jest trochę hipokrytą.

Funkcja kuratora nie jest antydemokratyczna czy elitarystyczna (ten termin był używany tak często, że stał się bezwartościowy). To akt szczodrości – dzielisz się bowiem tym, co pokochałeś i co cię zainspirowało. Algorytmy w swojej definicji opierają się na kalkulacjach traktujących widzów tylko jako konsumenta – podkreśla reżyser w swoim eseju.

Nie ma bowiem wątpliwości, że platforma VOD oparta tylko i wyłącznie na podpowiedziach algorytmu prowadzi siłą rzeczy do powtarzania ciągle tych samych rozwiązań (a przynajmniej do momentu, gdy przestają podobać się widzom). Nie jest natomiast tak, że HBO GO, Amazon Prime Video czy nawet Netflix decydują się dać zielone światło jakiemuś projektowi tylko i wyłącznie na bazie wyliczeń komputera. Dochodzi do tego jeszcze bardzo wiele innych zmiennych takich jak możliwości finansowe, oryginalność oferowanej produkcji, postać reżysera i scenarzystów oraz ich wcześniejszy dorobek.

Z całym szacunkiem, ale algorytm raczej nie podpowiadał Netfliksowi, żeby wydał setki milionów dolarów na film taki jak „Irlandczyk”. Oglądalność takiego tytułu zdecydowanie tego nie usprawiedliwiała. Ale firma chciała mieć mocne reżyserskie nazwisko w portfolio, co miało pomóc w walce o Oscary (co też ostatecznie się nie udało). Martin Scorsese narzeka z kolei na stan współczesnego kina, ale sam nie był gotowy zrezygnować z technicznych nowinek związanych m.in. z komputerowym odmładzaniem aktorów. Jego najnowsze dwa filmy fabularne (czyli właśnie „Irlandczyk” i „Killers of the Flower Moon”) musiały zostać sprzedane do streamingu, bo nikogo innego po prostu nie było na nie stać.

Hollywood nie zmieniło się zresztą tak bardzo jak reżyserowi podpowiada to nostalgia. Sam w eseju wspomina, że Federico Fellini nie mógł znaleźć dystrybutora swojego ostatniego filmu.

Nikt nie chciał bowiem dosyć skromnej i cichej opowieści, która nie mogła się umywać pod względem ambicji do wizualnych arcydzieł takich jak „Słodkie życie” czy „8 i pół”. Martin Scorsese musiał więc załatwiać przyjacielowi po fachu dystrybucję, bo nikt nie był zainteresowany. Czy to naprawdę aż tak bardzo różni się od obecnej sytuacji? Serwisy VOD oczywiście nie są idealne i dobrze, że ktoś o takiej renomie je krytykuje. Bezrefleksyjne podchodzenie do rozkazów algorytmu nie jest dobre ani dla widzów, ani dla samych platform streamingowych. Nie oznacza to natomiast, że równie bezmyślnie powinniśmy przyjmować wszystko, co mówi Scorsese. Bo jego narzekania też są w wielu miejscach bardzo subiektywne.