1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Patryk Vega uważa, że znokautował diabła i to broni go przed krytyką. Prokuratura sprawdza prawdziwość filmu „Oczy diabła”

patryk vega oczy diabła

Najnowszy film dokumentalny Patryka Vegi pt. „Oczy diabła” trafił niedawno w całości do sieci i wywołał duże kontrowersje wśród widzów. Prawdziwość opowiedzianej w nim historii sprawdzą prokuratura i policja na prośbę Państwowej Komisji ds. Pedofilii. Tymczasem reżyser opowiada o walce z diabłem i broni dokumentu przed krytykami.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o mediach, filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

„Oczy diabła” trafiły na platformę YouTube dokładnie tydzień temu i od razu wywołały spore dyskusje w dziennikarskim środowisku. Wielu widzów nie ukrywało, że treść nowego dokumentu Patryka Vega ich zszokowała i do głębi poruszyła. Pojawili się też jednak sceptycy, którzy podważali realistyczność prowadzonych tam rozmów i wskazywali na elementy sugerujące zaaranżowanie całej sytuacji przez reżysera. Wątpliwości co do filmu nie brakuje, ale jednocześnie podjęty w nim temat handlu dziećmi do domów publicznych i na organy jest na tyle istotny, że sprawy nie można ignorować.

Na premierę filmu po kilku dniach zareagowały organy władzy. Jak podaje Polska Agencja Prasowa, o zbadanie przedstawionych w filmie wątków do Prokuratury Krajowej zgłosiła się Państwowa Komisja ds. Pedofilii. Prokuratura przekazała następnie materiał filmowy Komendzie Głównej Policji i to właśnie ona zajmie się weryfikacją prawdziwości „Oczu diabła”. Na obecną chwilę trudno powiedzieć, jaki będzie finał tego dochodzenia. Ale można mieć nadzieję, że cała akcja nie jest tylko grą pod publiczkę.

Patryk Vega nie powinien się jednak zasłaniać przed krytyką hasłami o walce z diabłem. Bo sam wcześniej zapracował sobie na brak zaufania.

Popularny reżyser udzielił wywiadu portalowi Onet, w którym odniósł się do krytycznych głosów na temat dokumentalnego filmu. W trakcie tej rozmowy pada z jego ust niemało bardzo kontrowersyjnych stwierdzeń. Patryk Vega sugeruje choćby, że recenzje dokumentów nie mają sensu. Bo jeśli coś jest prawdziwe, to nie sposób dyskutować, czy zostało dobrze czy źle zrobione.

To w oczywisty sposób nieprawda. Filmy dokumentalne są produktami sztuki filmowej, które poddają się krytyce tak samo jak jakakolwiek fabuła. Zwraca się w nich uwagę po części na inne elementy, ale rzetelne przygotowanie materiałów, narzucający narrację scenariusz, obiektywizm czy kwestie techniczne podlegają ocenie. Zdaniem twórcy wszystko to nie ma jednak znaczenia, bo jego intencje są czyste:

Nie trzeba być tytanem intelektu, żeby posłuchać setek i ocenić, jak one są prawdziwe na poziomie detali... Ten film to walka duchowa i uważam, że „zły” dostał nim centralnie „w lampę”, to jest nokaut diabła. Najłatwiej w takiej sytuacji „złemu” poprzez niektórych ludzi twierdzić, że wszystko jest nieprawdą. Osobną kwestią jest to, że dziennikarze, ty również, wiecie, co się dobrze klika. Część dziennikarzy próbuje więc tworzyć kontrowersje i wychodzić na kogoś, kto jest bezkompromisowy, kto ma odwagę przywalić Vedze…

Zapewniam Patryka Vegę, że szatan nie doradza mi na ucho krytyki takich dokumentów jak „Oczy diabła” czy „Nic się nie stało”.

Od twórców reportaży i dokumentów należy oczekiwać jak największej staranności i rzetelności. Organy państwowe dopiero co badały wątki poruszone w głośnym filmie Sylwestra Latkowskiego i jaki był tego ostateczny efekt? Specjalny zespół prokuratorów doszedł do wniosku, że nie ma konieczności wznawiania umorzonych w przeszłości spraw. Poruszając ważne społecznie tematy w niechlujny sposób, można tylko zaszkodzić sprawie. A przewijające się bez dowodów poważne oskarżenia systematycznie obniżają zaufanie do mediów i przez to skuteczność ich działania.

Największym problemem filmu Patryka Vegi jest, że trzon jego bohaterów wypowiada się anonimowo. Nie możemy zweryfikować ich prawdziwości i wiarygodność. Oczywiście rozumiem niestandardowe okoliczności całego zajścia. i tłumaczenia reżysera, że współpracuje z ludźmi ze światka przestępczego. A dla nich anonimowość jest warunkiem nadrzędnym. Natomiast Patryk Vega w przeszłości już nie raz nadwerężał zaufanie do padających z jego ust wielkich deklaracji (wystarczy wspomnieć medialne zamieszanie wokół filmu „Polityka”) Dodatkowo nie mogę zgodzić się z tezą, że natchniona otoczka filmu chroni go przed wszelkimi obiekcjami. Patryk Vega nie został nagle wyniesiony ponad krytykę, bo „dał w lampę” diabłu. To po prostu tak nie działa.