1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy
  4. VOD

„To film o wstydzie, winie i o tym, że od tego gówna nie ma ucieczki” – „Malcolm i Marie” już na Netfliksie

malcolm i Marie netflix opinie

Ten film jest niewygodny, każe wyjść ze swojej strefy komfortu. Kameralny dramat, nieraz dowcipniejszy niż gros współczesnych komedii. „Malcolm i Marie” wylądował na Netfliksie. Reżyseruje: Sam Levinson. W rolach głównych (i jedynych): Zendaya i John David Washington.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Jest noc. Malcom i Marie wracają z premiery filmu. On jest reżyserem; to był dla niego ważny wieczór – jego nowy obraz pokazano publiczności. Ona jest jego partnerką i niedoszłą aktorką z burzliwą, narkotyczną przeszłością. Dopiero za chwilę dowiemy się, jak silne emocje i relacja ich łączą.

Będą sobie naprzemian wykrzykiwać, jak bardzo się kochają i jak bardzo sobą gardzą, nie przebierając w słowach.

Na razie jest dość leniwie. Ona zaczyna robić mac’n’cheese, on jest przepełniony wrażeniami z minionego pokazu – włącza muzykę (do niej jeszcze wrócimy), tańczy, zagaduje: „Widziałaś to? Widziałaś tę widownię?”. Marie, nieco znudzona, odpowiada półsłówkami. Od słowa do słowa ich rozmowa zaczyna być coraz bardziej napięta. W pewnym momencie, kiedy wydaje nam się, że już jest nieprzyjemnie, Marie powie: „Malcolm, uwierz mi, dziś nic produktywnego z tego nie wyniknie”. A potem będzie tylko gorzej, dla nich. A dla widza? Coraz lepiej.

Ten film toczy się na kilku płaszczyznach, które przenikają się wzajemnie, tworząc meta-opowieść o relacjach i kinie, krytyce filmowej.

A może to po prostu zwykły film o dwójce ludzi uwikłanych w codzienność, tak jak my, których wycinek życia obserwujemy? Taka diagnoza wydaje się teoretycznie trafniejsza, jeśli posłuchamy, co w „Malcolm i Marie” o przemyśle filmowym mówi Malcolm. Sam Levinson, reżyser i twórca scenariusza do filmu, gra widzom na nosie, tworząc emocjonujący obraz, bezkarnie zaglądający im do ich dusz i umysłów. Prawie słyszę jego śmiech, kiedy piszę te słowa, tak jakby to on przemawiał do mnie przez wykreowaną przez siebie postać, w którą rewelacyjnie wciela się John David Washington.

Z jednej strony mamy tu parę, jakich nie jest może wiele, ale która boryka się z dość uniwersalnymi problemami w samym związku – strachem o własne „ja”, pewną rywalizacją o ambicje, walką o autonomiczność, brakiem zrozumienia i dość szczerej, a przy tym nie raniącej, komunikacji. To oni są na pierwszym planie, to oni nadają rytm temu filmowi, którego tempo jest niczym jazz słuchany w modnym domu Malcolma i Marie. Raz jest ciszej, potem znowu mamy szybszą, prawie że arytmiczną sekwencję, żeby za chwilę zupełnie zmienić ton.

malcolm i marie czy warto netflix opinie
MALCOLM & MARIE (L-R): JOHN DAVID WASHINGTON as MALCOLM, ZENDAYA as MARIE. DOMINIC MILLER/NETFLIX © 2021

Z drugiej strony to opowieść o innym filmie w ramach obrazu, który śledzimy. Związek pomiędzy dziełem Malcolma, który jest swoistą osią rozmowy dwojga bohaterów, a relacją łączącą tytułowe postaci, jest oczywisty; to paralela. Oto on, Malcolm, nakręcił autorski film o czarnoskórej dziewczynie, która walczy z uzależnieniem od narkotyków, będąc jednocześnie w związku z czarnoskórą młodą kobietą, która jest uzależniona, choć już czysta. Premiera i proces twórczy filmu Malcolma są podstawą konfliktu, który rozgrywa się na naszych oczach.

Ale jest i trzecia warstwa – to temat samego kina jako sztuki, wartości, jaką daje ono życiu. „Malcolm i Marie” to film o interpretacji, o wolności artystycznej i roli krytyka oraz twórcy.

Cała ta opowieść ma przy tym iście filmowy, a nawet teatralny charakter. Na scenie mamy dwójkę aktorów, obraz jest czarno-biały. Ten zabieg, jak i wykorzystana muzyka w filmie, a także kadry, przywodzą na myśl filmy z lat 60. („Co się zdarzyło Baby Jane?”, „Kto się boi Virginii Woolf?”). Jest w tym pewien patos, pewne przerysowanie, co uderza nas zwłaszcza w jednej scenie, w której bohaterem staje się... nóż.

I jeśli coś nieco rozczarowuje, to fakt, że Washington tańczy tylko w jednej scenie, Zendaya mało się śmieje, a koniec (może przełom?) w pewnym sensie nie nadchodzi. Choć jeśli dojść do wniosku, że film Sama Levinsona dobrze podsumowują słowa Malcolma: „To film o wstydzie, winie i o tym, że od tego gówna nie ma ucieczki”, to może to zakończenie właśnie takie musi być.

Film „Malcolm i Marie” obejrzycie na Netfliksie.

* Zdjęcie tytułowe: MALCOLM & MARIE (L-R): ZENDAYA as MARIE, JOHN DAVID WASHINGTON as MALCOLM. NETFLIX © 2021

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.