1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Dzieje się
  4. Filmy
  5. Seriale

Sukces „The Mandalorian” może zmienić cały kanon „Gwiezdnych wojen”. To wcale nie jest zły pomysł

Luke Skywalker w finale 2 sezonu The Mandalorian

To oczywiście wszystko, przynajmniej na razie, plotki, domysły bądź korytarzowe informacje z Lucasfilmu, które nie zostały oficjalnie potwierdzone, ale – mając na uwadze całą masę rewelacji z 2. sezonu „The Mandalorian” – pozwólmy sobie przez chwilę pogdybać na temat przyszłości „Gwiezdnych wojen”.

Oczywiście poniższy tekst zawiera spoilery dotyczące wydarzeń i licznych zwrotów akcji z 2 sezonu serialu „The Mandalorian” (i nie tylko), także jeśli dotąd staraliście się ich unikać, to miejcie na uwadze, że pojawią się niżej.

Choć nie jestem przesadnym entuzjastą serialu „The Mandalorian” (1. sezon był co najwyżej przyjemną w obyciu zrzynką z motywów z westernów oraz filmów Kurosawy), to muszę przyznać, że w 2. sezonie seria ta nieoczekiwanie rozwinęła skrzydła.

O ile spodziewałem się jeszcze większego epatowania słodkością Baby Yody, tak, ku mojemu zaskoczeniu, nagle Dave Filoni oraz  Jon Favreau powrzucali do serialu całą masę „nowych” postaci, które dotąd znane były fanom animowanej serii „Wojny klonów”. Piję tu przede wszystkim do aktorskiego debiutu Bo Katan oraz jednej z najbardziej lubianej i kultowej postaci z uniwersum „Star Wars”, która nie pojawiła się dotąd w żadnej fabularnej wersji sagi, czyli Ahsoki Tano. Pierwsza grana jest przez Katee Sackhoff, a druga przez Rosario Dawson i przyznać muszę, że pod samym względem castingowym oba przypadki są strzałem w dziesiątkę.

bo katan mandalorian 2

Ale to i tak nie wszystko.

Oprócz Ahsoki i Bo Katan jeszcze bardziej zaskakujący był wielki powrót Boby Fetta, który jednak i tak jest niczym przy wielkim wejściu Luke’a Skywalkera w finale 2. sezonu „The Mandalorian”.

Internet i cały fandom „Star Wars” zwariował i zalał się łzami szczęścia. Także dlatego, że dla wielu jest to powrót Luke’a, na który czekali od 1983 roku, czyli od czasu „Powrotu Jedi”. Trylogia sequeli od Disneya nie dała im takiego Luke’a, jakiego oczekiwali. Skywalker z produkcji Disneya to zrezygnowany starzec, który żyje jak pustelnik i stracił jakikolwiek szacunek do Mocy i zakonu Jedi.

Filoni i Favreau postanowili więc wykorzystać fakt, że „The Mandalorian” rozgrywa się po „Powrocie Jedi” (dokładnie rzec biorąc jakieś 5 lat), a jeszcze przed „Przebudzeniem Mocy” i niejako cofnęli taśmę, podejmując się próby uratowania przyszłości tej postaci w oczach fanów. I absolutnie bezbłędnie udało im się tego dokonać. O ile Luke’a Skywalkera z „Ostatniego Jedi” mało kto potrafił zaakceptować, tak już Luke’a z „The Mandalorian” fandom przyjął z otwartymi ramionami.

Co ciekawe chodzą słuchy, że Kathleen Kennedy oraz co niektórzy ludzie z Lucasfilmu nie są zadowoleni z takiego obrotu spraw.

Nie dość, że dzieło Filoniego i Favreau zostało o wiele cieplej przyjęte niż ostatnie dwie części trylogii (a „Skywalker. Odrodzenie”, jak dobrze wiemy, został zmiażdżony przez większość fanów), to jeszcze sama Kennedy ponoć w ogóle nie znała planów twórców „The Mandalorian”.

Jakby tego było mało, rozgłos wokół finału 2. sezonu „The Mandalorian” przyćmił niedawną premierę serii wydawniczej Star Wars: The High Republic, a w samym Disneyu powstały ponoć dwie frakcje związane z „Gwiezdnymi wojnami” – team Kathleen Kennedy i team Filoni-Favreau.

Kolejnym ciosem wymierzonym w obóz Kennedy jest to, że według na razie oczywiście niepotwierdzonych przecieków, w parku rozrywki Gwiezdnych wojen, czyli Galaxy’s Edge, który jest obecnie oczkiem w głowie Disneya, jeśli chodzi o markę Star Wars, postaci z trylogii sequeli, takie jak Rey, Finn czy Ben Solo, mają zostać zastąpione bohaterami serialu „The Mandalorian” czyli m.in. Baby Yodą, Ahsoką czy nawet Lukiem Skywalkerem. Może to oczywiście wynikać z tego, że filmowa trylogia jest już za nami, a świat obecnie skupia się na bieżącym serialu Disney+, ale tak czy tak, jest to zapewne jakiś przytyk w stronę dzielących widownię filmów.

Najciekawiej jednak rysuje się nowa przyszłość „Gwiezdnych wojen”, której prolog zobaczyliśmy w 2. sezonie „The Mandalorian”.

Przedstawione w nim „nowe” postaci zobaczymy bowiem w kolejnych spin-offach. Już teraz wiemy, że przed nami odrębne seriale z Ahsoką Tano oraz Bobą Fettem. A kto wie, może i Luke Skywalker doczeka się swojego własnego serialu. Na pewno fani o tym marzą, już teraz wskazując na Sebastiana Stana, który mógłby wcielić się w Skywalkera, gdyż CGI użyte do odmłodzenia twarzy Marka Hamilla nie wyglądało zbyt dobrze.

The Mandalorian Luke Skywalker Mark Hamill

Swoją drogą nadal nie rozumiem, jak to jest, że co niektórzy youtuberzy małym kosztem potrafią zrobić lepsze cyfrowe odmłodzenie aktorów niż technologie kosztujące miliony dolarów w hollywoodzkich wytwórniach, ale niech to zostanie krótką dygresją i pytaniem retorycznym.

Ale nawet jeśli Luke będzie się pojawiał jedynie epizodycznie w nadchodzących seriach Disney+, to sam finał „The Mandalorian”, w którym to on zabrał Baby Yodę aka Grogu ze sobą w celu treningu Jedi, może mieć bardzo istotne implikacje dla przyszłości. Niektórzy sądzą nawet, że może to kompletnie wymazać wydarzenia z trylogii sequeli Gwiezdnych wojen. Pamiętając, że „The Mandalorian” rozgrywa się przed „Przebudzeniem Mocy”, to włączenie do tego równania Grogu, który jak sugerują twórcy, posiada wyjątkową Moc w sobie, może bardzo dużo zmienić.

Krążące w sieci teorie zakładają, że „The Mandalorian” oraz jego spin-offy rozgrywają się w alternatywnej rzeczywistości względem filmowych sequeli (albo na odwrót, to sequele są alternatywną wersją zdarzeń).

Punktem zwrotnym miałby być odcinek serii „Star Wars: Rebels”, w którym Padawan Ezra Bridger, za pomocą specjalnego portalu, znalazł sposób na podróż w czasie i zdołał uratować przed śmiercią z rąk Dartha Vadera Ahsokę Tano jeszcze przed wydarzeniami z „Nowej nadziei”.

Jej głos, który słyszeliśmy w finale „Skywalker. Odrodzenie” sugerował, że w tej wersji rzeczywistości była martwa, natomiast w uniwersum Filoniego i Favreau, jak widać, żyje nadal.

Oznaczać to może, że twórcy „The Mandalorian” zamierzają iść swoją własną drogą i całkiem prawdopodobnym jest, że będzie to droga bez Rey, Finna, zgorzkniałego Luke’a, emo-Bena Solo i kuriozalnego powrotu Palpatine’a. Wydarzenia z trylogii sequeli mogą zostać uznane za alternatywne, natomiast to, co powstanie w spin-offach „The Mandalorian” zostanie uznane za kanon. Na razie jest to myślenie życzeniowe i czyste spekulacje, ale piękno jakiegokolwiek fandomu stwarza właśnie pole ku takim dywagacjom.

Na pewno fakt, że w serialu animowanym współtworzonym przez Filoniego pojawił się motyw podróży w czasie wskazuje na to, że jest to także możliwe w uniwersum „The Mandalorian” i w ogóle w świecie „Gwiezdnych wojen”.

ahsoka tano mandalorian 2

Przed nami więc ponownie rysuje się ekscytująca przyszłość „Gwiezdnych wojen”. Po finale „Skywalker. Odrodzenie” spora część fanów była dość przybita tym, w jaki sposób potraktowano postaci „Star Wars”, jak fatalnie rozplanowana (albo wręcz w ogóle nie rozplanowana) została fabuła sequeli i jak zła okazała się 3. część. Wielu zostało z poczuciem, że to na razie koniec z „Gwiezdnymi wojnami” i na długie lata tak będzie wyglądał finał sagi.

Na szczęście „The Mandalorian”, który z początku zapowiadał się na miłą serię poboczną, jednak wyrasta powoli na coś znacznie bardziej ważnego i scalającego z powrotem fandom „Gwiezdnych wojen”.

Możliwości są teraz nieograniczone. Skoro jesteśmy w czasach przed sequelami, to nadal żyją Han Solo, księżniczka Leia i można rozpisać także i ich dalsze przygody. Aktora, który udanie wcieliłby się w młodego Hana Solo już przecież poznaliśmy.

Sam zresztą od dawna uważam, że uniwersum „Gwiezdnych wojen” jest obecnie zbyt wielkie, by ograniczać je tylko do trzech dwugodzinnych filmów prezentowanych co dwa-trzy lata w kinach. Nadszedł czas, by ta saga rozwijała się w bardziej pojemnych mediach wizualnych, takich jak seriale i gry wideo. A książki i komiksy powinny je dopełniać. Na razie Disney jest trochę w rozkroku z tym wszystkim, ale może w końcu uda im się rozgryźć, jak odpowiednio podejść do tego wszystko.

Pozostaje nam więc tylko czekać i mieć nadzieję, że równowaga Mocy zostanie przywrócona.