1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Dzieje się

Kurdej-Szatan grzecznie, ale stanowczo prosi czytelników portalu plotkarskiego, aby się w d*pę pocałowali

kurdej szatan zanzibar

W alternatywnej rzeczywistości prawdopodobnie wszyscy pochylalibyśmy się nad biedą i uciskiem. Państwa, które dla swojego dobrobytu poświęciły cały kontynent i ludzi na nim żyjących, starałyby się jakość zadośćuczynić poszkodowanym. W normalnym i niestety naszym świecie celebryci nie widzą nic złego w fotografowaniu się na tle egzotycznej biedy, traktując ją jakby była zabytkiem czy częścią lokalnego kolorytu, niczym Wieża Eiffla w Paryżu albo niedźwiedź w Zakopanem.

A było tak: Barbara Kurdej-Szatan wybrała się na urocze wakacje do Zanzibaru. A wakacje dla celebryty, który bohatersko musi walczyć, aby o nim nie zapomniano, nieodzownie wiąże się z lansem w mediach społecznościowych. I wiadomo jaki jest to lans, ma olśniewać nas, maluczkich swoim przepychem, odrobiną wystudiowanego snobizmu i oczywiście blaskiem wielkich marek. Wszystko po to, aby wzbudzić w nas potrzebę posiadania rzeczy i prowadzenia swojego życia tak, aby jak najbardziej upodobnić się do wspaniałości z ekranu. Dalszy proces jest mniej więcej znany.

Gorzej, jeśli w pogodni za blaskiem umyka, że nie każdy ogrzeje się w jego poświacie.

I tak Kurdej-Szatan wybrała się do Zazibaru, strzelając zdjęcia z basenów, gdzie poleca to kostiumy kąpielowe od Ewy Chodakowskiej, to sportowy zegarek. Zdjęcia znad basenów, gdzie chwali kosmetyki. Oczywiście większość tych postów oznacza wspominane marki. Burza, której chyba wszyscy poza samą celebrytką się spodziewali, zaczęła się od tego posta.

W fotografii, na której oznaczono zresztą markę oferującą kostiumy kąpielowe, Kurdej-Szatan nie widziała nic złego. Nawet tego, że do oznaczonego posta (choć sama zainteresowana twierdzi, iż nie jest to post reklamowy) zaangażowała, zakładam, obce dzieci, ani tego, że Zanzibar jest jednym z najbiedniejszych krajów świata i chwalenie się drogim wózkiem słowami „Henio jeździ jak król” może wydać się przynajmniej niestosowne.

Pomińmy pytania, czy celebrytka uzyskała stosowne zgody od rodziców tych dzieci i czy oznaczanie na co drugim zdjęciu jakiegoś producenta czyni influencera wiarygodnym – nie o tym jest ten tekst. Znacznie ważniejsze wydaje się pytanie, czy Barbara Kurdej-Szatan rzeczywiście popełniła błąd. Jej obecne stanowisko jest jasne. Pudelkowi, który śledził i komentował całą sprawę napisała jasno (cytat i emotikony prawdziwe):

Natomiast Wy - „pracownicy” i czytacze Pudla (bo „czytelnikami” bym Was nie nazwała) - pocałujcie się w dupĘ :))) może jak Wam się uda, będzie to dla Was kolejne „ciekawe” zajęcie :))))

Rzecz w tym, że z fotografii, którą pokazuje Kurdej-Szatan, nie wynika żaden namysł nad otaczającą ją rzeczywistością. Nie ma tu nawet chwili zastanowienia się nad tym, kim są bawiące się z nią dzieciaki, gdzie się znajduje oraz jaką to miejsce ma historię. Nie interesują jej też nierówności społeczne i to, że za jej wakacyjnymi kurortami mieszkają ludzie, których nie będzie stać nigdy na żaden z jej celebryckich produktów. Całkiem celnie pisze o tym zresztą aktywistka Maja Staśko.

Podkreśla ona, że to, co robi Kurdej-Szatan nosi znamiona kolonializmu turystycznego, a ten wyróżnia się choćby tym, że turysta traktuje tubylca instrumentalnie.

Na Zanzibarze jeszcze intensywniej nauczyłam się cieszyć każdą chwilą, celebrować czas i myśleć jak Oni-Hakuna Matata ! - tłumaczy Kurdej-Szatan.

To dobrze, że wewnętrzna przemiana, którą spowodowała podróż ma pozytywny wpływ na celebrytkę, choć pozwolę sobie powątpiewać w to, że spędzone na plaży i nad basenem wakacje w otoczeniu drogich przedmiotów, hotelowej (czy też kurortowej) obsługi pozwolą „myśleć jak oni”, skoro niedostatki wynikające z biedy dotyczą tam, jak podaje UNICEF, 97 proc. dzieci.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.