1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

NIEPOPULARNA OPINIA #5: Szczepionka na koronawirusa wejściówką na koncert? To może być dla nas ratunek

Szczepionka na koronawirusa jest już coraz bliżej. Eksperci, lekarze i politycy zastanawiają się teraz, jak przekonać do niej obywateli. Marchewką mogą okazać się benefity, w tym… wejściówki na koncerty.

koncerty koronawirus szczepionka bilet

Koronawirus jest już z nami blisko rok i całkowicie zmienił nasze życie — niezależnie czy w niego wierzymy, czy nie (covidowych denialistów niestety nie brakuje). Efekty są dramatyczne — szpitale się przepełniły, ludzie umierają na potęgę, szkoły zamknięto, a przedsiębiorstwa, które nie mogą w wyniku kolejnych obostrzeń normalnie funkcjonować, wysyłają ludzi na home office (jeśli jest taka opcja, co jest wariantem optymistycznym), lub ich, tak po prostu, zwalniają.

Obostrzenia, które wprowadza na oślep rząd Prawa i Sprawiedliwości, uderzyły w wiele różnych branż. Jedną z najmocniej dotkniętych jest ta muzyczna i tyle dobrego, że powstał Fundusz Wsparcia Kultury (chociaż w jego ramach rzucano pieniędzmi właśnie w kogo popadnie). Nie zmienia to jednak faktu, iż ze względu na to, że koronawirus przenosi się drogą kropelkową, odwołano (niemalże) wszystkie koncerty. I nie wiadomo, kiedy w tego typu wydarzeniu weźmiemy znowu udział.

Czy nam się to podoba, czy nie, dziś jedyną nadzieją na powrót do normalności jest szczepionka na koronawirusa.

Nie ma szans na to, by to wszystko rozeszło się po kościach. Rządy większości krajów świata, w tym nasz, pokpiły sprawę i spuściły w kiblu nasze zagryzanie zębów podczas wiosennego lockdownu. Ważniejsze od zduszenia pandemii w zarodku okazało się przeprowadzenie wyborów prezydenckich, a Kaczyński et consortes uznali, że śmierć tysięcy Polaków w wyniku niewydolności służby zdrowia to poświęcenie, na jakie są gotowi, by utrzymać się przy władzy.

Na domiar złego o tzw. odporności stadnej możemy zapomnieć, skoro te osoby, które przeszły chorobę Covid-19, mogą zarazić się Sars-Cov-2 ponownie. Jeśli chcemy, by świat wrócił na dawne tory, musimy tę pandemię, na którą nie ma leku, okiełznać. Jedyną realną szansą na to jest zaszczepienie obywateli. Na szczęście po wielu miesiącach wytężonych prac i testów klinicznych kolejne firmy ogłaszają, że są już gotowe do dystrybucji swoich preparatów.

Problem w tym, że większość z nas wcale nie zamierza się szczepić.

Od lat obserwuję wszelkiej maści ruchy antyszczepionkowe i jestem coraz bardziej przerażony. Jeszcze niedawno oszołomy przekonujące o tym, że szczepienia to tak naprawdę wymysł jaszczuroludzi, traktowane były co najwyżej protekcjonalnie niczym płaskoziemcy — ale to się zmienia. Niestety tacy ludzie złapali wiatr w żagle, a rozsiewane przez nich fake newsy zachwiały wiarą społeczeństwa w naukę. I to na tyle, że większość naszych rodaków szczepić się teraz nie zamierza.

Warto przy tym dodać, że nie dotyczy to tylko naszego kraju, a we Francji odsetek ludzi przeciwnych szczepieniom jest również wysoki, ale to marna pociecha. Aby szczepionka była skuteczna i chroniła tych, którzy nie chcą lub wręcz nie mogą się zaszczepić np. ze względów zdrowotnych, musi zostać przekroczona pewna masa krytyczna. Biorąc jednak pod uwagę społeczne nastroje, rząd PiS nie zdecydował się jednak jak na razie na kij w postaci szczepień obowiązkowych.

Pojawiają się teraz pomysły na marchewki, które mają ludzi zachęcić do szczepień na koronawirusa.

Już teraz czytamy o pomysłach, jak „oznaczyć” osoby zaszczepione na koronawirusa. Najnowszą prosto od rządu, która pochodzi podobno od Michała Dworczyka z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów jest to, by osoby, które dobrowolnie się na szczepionkę zdecydują — w pierwszej kolejności tę od firm BioNTech i Pfizer o skuteczności 90 proc., gdyż ona dotrze do nas pierwsza — otrzymywały zaświadczenie z kodem QR (ten mógłby się pojawić np. w aplikacji mObywatel).

Taka karta osoby zaszczepionej może pozwolić później na uzyskanie benefitów, aczkolwiek konkretnej listy takowych nie ma. Osoby zaszczepione w oczach rządu nie będą jednak już stwarzały zagrożenia dla innych, przez co mogą zostać zwolnione z części lub wręcz wszystkich obostrzeń. Przebąkuje się nawet o tym, iż taki kod QR mógłby być glejtem pozwalającym np. na robienie zakupów w godzinach przeznaczonych do tej pory tylko dla seniorów albo np. loty samolotem.

Już wcześniej pojawiły się też pomysły, by szczepionka była… wejściówką na koncert.

Wiem, że podniesie się zaraz larum, że to niesprawiedliwe, bo „nie każdy chce, nie każdy lubi”, i ja to rozumiem — segregowanie ludzi ma bardzo kiepskie konotacje w naszym świecie ze względu na naszą niechlubną historię. Z problemem systemowego rasizmu borykamy się do dziś i to bardzo dobrze, że wszelkie zakusy, by nas dzielić wedle jakiegoś arbitralnego kryterium, budzą naturalny sprzeciw. Mimo to teraz się zastanawiam: może tym razem cel uświęci środki?

budka suflera opole cisza jak ta romuald lipko

Pamiętajmy też, że ten pomysł nie jest tak do końca nowy. Zaświadczenia o szczepieniach zapisywane są w kartach zdrowia w przychodniach i bywają wymagane przy wysyłaniu dzieci na kolonie oraz przy podróżach do egzotycznych krajów. Nie umiem przy tym jednoznacznie stwierdzić, czy uzależnianie możliwości wejścia na koncert od tego, czy ktoś się zaszczepił akurat na koronawirusa, to dobry pomysł, ale uważam, iż jest (co najmniej) wart rozważenia. Branża muzyczna naprawdę potrzebuje pomocy.

Muzycy mogą w końcu sprzedawać w dobie pandemii płyty, ale co z oświetleniowcami, dźwiękowcami itd.?

Jeśli będziemy czekać, aż większość społeczeństwa się zaszczepi dobrowolnie, w myśl zasady, że na koncerty chodzą albo wszyscy, albo nikt, to może się okazać, iż naprawdę będzie to „nikt”. Może jednak lepiej, żeby chodziła na nie przynajmniej część z nas? Jeśli nie będą się one odbywały jeszcze przez kilka lat, to zarżniemy ledwie zipiącą branżę eventową, bo w hibernacji to ona długo już nie przeżyje — podobnie zresztą jak kina, które odwołały premiery, teatry i inne instytucje kultury.

Jednocześnie nie da się ukryć, że właśnie wabik w postaci możliwości pójścia na koncert mógłby przekonać wiele osób, by się zaszczepić, a upieklibyśmy wtedy dwie pieczenie na jednym ogniu: branża koncertowa otrzymałaby wsparcie i przybliży się w czasie moment, w którym uzależnienie wejścia na koncert od szczepienia mogłoby zniknąć. Powinno się bowiem już teraz mówić o tym, że tego typu benefity dla zaszczepionych powinny być przyznawane na okres przejściowy.

Nie myślcie bowiem, że nie zdaję sobie sprawy z zagrożeń, jakie to za sobą niesie — oglądałem uważnie „Gwiezdne wojny”!

Dzięki temu dobrze wiem, że to właśnie nadzwyczajne uprawnienia otworzyły Kanclerzowi Palpatine’owi drogę do zostania Imperatorem i powinniśmy wyciągnąć z tego nauczkę. Niestety ze szczepionkami jest jak z nomen omen demokracją — nie są idealne, ale nikt nie wymyślił jeszcze nic lepszego, a nie bardzo możemy pozwolić sobie na to, aby ze wszystkim czekać, aż koronawirus sobie pójdzie lub szczepionkę dobrowolnie przyjmą wszyscy. Tego się nie doczekamy nigdy.

pezet hbo

Pozostaje jednak pytanie, czy wprowadzenie segregacji ludzi na zaszczepionych i niezaszczepionych w sferze rozrywkowej nie pociągnie za sobą takiej samej segregacji w życiu zawodowym, co może dotyczyć np. obsługi koncertów. Czy ci nagłośnieniowcy i oświetleniowcy będą musieli dać sobie zeskanować kod QR, zanim zostaną dopuszczeni do pracy przy takim wydarzeniu? A może wystarczy im maseczka? Albo badanie? Na razie mamy tylko dziesiątki pytań bez odpowiedzi.

Sam nikogo od wzięcia szczepionki zmuszać ani nawet zachęcać nie zamierzam.

Postawmy sprawę jasno: nie jestem ani naukowcem, ani lekarzem i nie potrafiłbym wziąć na siebie odpowiedzialności za zachęcenie kogoś do zaszczepienia się. W przeciwieństwie jednak do miłośników filmów na YouTubie z żółtymi napisami, którzy często święcie wierzą w głoszone tam teorie spiksowe, nie potrafię w obszarach, w których się nie kształciłem, wypowiadać się autorytatywnie. Chłopski rozum w przypadku kwestii naukowych jest zaś bardzo złym doradcą.

Mimo to nadal uznaję w tej kwestii za autorytet nie gwiazdę, muzyka i sportowca, a lekarza i naukowca. Z tego względu, jeśli konsensus naukowy będzie taki, iż szczepionka na koronawirusa jest relatywnie bezpieczna, to postaram się zaszczepić z myślą przede wszystkim o… moich rodzicach. Nie widziałem się z nimi od miesięcy, tęsknię za nimi, ale zdrowy rozsądek przeważa i w tym roku nawet na wigilię spotkamy się jedynie na FaceTimie.

Z tego powodu bardzo bym chciał, abyśmy przewinęli świat już do momentu powrotu do normalności.

Po to, by przybliżyć w czasie ten moment, gdy będzie już normalnie, jestem gotów właśnie zaryzykować i się zaszczepić — ale nie po to, by dostać potem wejściówkę na koncert. Rozumiem jednak osoby, które mają wątpliwości co do tego, czy szczepionka będzie bezpieczna dla ich zdrowia, co jest w pełni zrozumiałe. Nieco mnie jednak smuci i śmieszy, gdy widzę ludzi, którzy teraz dyskredytują naukowców i zachowują się tak, jakby zjedli wszystkie rozumy.

koronawirus szczepionka mem

To właśnie ci ludzie są zwykle pierwsi, by krzyczeć o maseczkach-kagańcach i szczepionkach z nano-chipami prosto od Billa Gatesa. Jestem też pewien, że wśród nich będą fani muzyki, którzy będą zaraz lamentować, że odbiera się im prawo do uczestnictwa w koncertach (podczas gdy clou tego pomysłu jest takie, by dać to prawo przynajmniej części z nas). Jednocześnie na niejednym festiwalu muzycznym byłem i wiem, że wielu ich uczestników, mówiąc wprost, nie stroni od używek.

Właśnie z tych osób, które z jednej strony krzyczą, że nie przyjmą szczepionki, bo „nieprzebadana”, a z drugiej są gotowe wciągnąć nosem proszek albo brać piguły od „od jakiegoś typa na baletach”, teraz drwię. Są trochę jak ludzie, którzy jeszcze przed pandemią nosili maseczki chroniące przed smogiem, by ściągać je na brodę i zapalić papierosa. Nic nie poradzę na to, że w obu tych przypadkach na samą myśl o takich zachowaniach lekko się z przekąsem uśmiecham…

NIEPOPULARNA OPINIA to nowy cykl wpisów na Rozrywka.blog. Zachęcamy do zapoznania się z jego poprzednimi odsłonami: