1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Książki

Cała Polska czyta Bronisława Wildsteina, a świat może tylko zazdrościć. Spot „New Books from Poland” to żart

new books from poland

Promocja polskiej kultury poza granicami kraju to jeden z nadrzędnych celów stawianych przez Ministerstwo Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu podległym mu instytucjom. Najnowsza próba podjęta przez Instytut Książki spotkała się jednak z olbrzymim sprzeciwem środowiska pisarzy. Dlaczego spot „New Books from Poland” wzbudził aż takie emocje?

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Katalog New Books from Poland jest specjalistyczną i cyklicznie ukazującą się publikacją, w której Instytut Książki od lat gromadzi najciekawsze pozycje z danego sezonu i stara się w interesujący sposób przedstawić je zagranicznym wydawnictwom. Wszystko po to, żeby zachęcić je do wykupienia praw do przekładu i wydania go w swoim kraju. Nic w tym przesadnie szokującego czy niezwykłego, dlatego mało kto spodziewałby się, że najnowsza afera w polskim środowisku literackim wybuchnie właśnie w kontekście New Books from Poland. A dokładniej mówiąc spotu reklamowego wyreżyserowanego i napisanego przez Grzegorza Jankowskiego („Chrzest”, „Polskie gówno”).

Opublikowany na YouTubie i w mediach społecznościowych materiał wideo trwa nieco ponad trzy minuty. Za pomocą charakterystycznych dla danej książki wizualnych skojarzeń przedstawia dziewięć nowości z rodzimego rynku książki. Wśród wyróżnionych w ten sposób autorów znaleźli się m.in. Jacek Dukaj, Szczepan Twardoch, Witold Szabłowski, Dominika Słowik i Bronisław Wildstein. Ale sposób, w jaki instytut, próbuje promować ich książki przez wiele osób został uznany wręcz za śmieszny.

Film „New Books from Poland” pyta widza „Na czym polega bycie człowiekiem?” i dochodzi do odpowiedzi, że to możliwe tylko dzięki czytaniu Bronisława Wlidsteina.

Spot wyprodukowany przez Instytut Książki od pierwszych sekund uderza źle pojmowaną powagą, która wkrótce przybiera komiczne wręcz rozmiary. Wybrany przez twórców narrator brzmi bowiem, jakby bardziej nadawał się do przedstawiania zwiastuna post-apokaliptycznego filmu akcji w stylu lat 80., gdzie padają w kwestie w rodzaju: „In the world, where only the most ruthless can survive, one man will go against the odds to save his family. He is the Generic Action Hero Man”. Na pewno wypadłby tam lepiej niż w polskim filmiku reklamowym, którego przekaz jest co najmniej niejasny, żeby nie powiedzieć wręcz bezsensowny.

Zarysowana w wideo opowieść bez ładu i składu przeskakuje bowiem między książkami, przez co między kolejnymi kwestiami wypowiadanymi przez narratora nieszczególnie zachodzi związek przyczynowo skutkowy. Najpierw mówi o podstawowych pytaniach o źródła człowieczeństwa, potem o ratowaniu ludzi kochających sztukę, by nagle zrobić zwrot o 180 stopni i  zacząć de facto obrażać widza poprzez sugestie o zafascynowaniu dyktatorami i budowaniu nowego świata na zgliszczach starego. Przed tym ostatnim Polaków na szczęście chroni wspomniany wcześniej Bronisław Wildstein, ale zagraniczni wydawcy najwyraźniej wciąż jeszcze nie wiedzą, co czynią.

Następnie na chwilę nastrój robi się bardziej sielankowy, bo kamera pokazuje ujęcia figury Maryi, a narrator wspomina o poszukiwaniu ochrony w okrutnym świecie i nadnaturalnych znakach. Pozytywna nuta nie trwa jednak długo, bo ot wchodzi tajemnica flory i morderstwa popełniane na kobietach oraz dzieciach. Chaos współczesnych czasów łączy się zaś z wielokulturowym pomieszaniem czasów międzywojnia reprezentowanych przez „Pokorę” Szczepana Twardocha. W tym momencie osoba, do której zwraca się narrator, przestaje być uczestnikiem zdarzeń, by na powrót stać się pobocznym obserwatorem odkrywającym cudze historie. Co z tego wszystkiego wynika? Nie mam pojęcia i za nic nie jestem w stanie powiedzieć, jak obejrzenie tego spotu ma zachęcić kogokolwiek do nabywania praw do wymienionych książek.

Krytycznie wideo ocenili choćby Jacek Dehnel, Justyna Sobolewska i Szczepan Twardoch.

Między dwoma pisarzami nie ma zgody, co do jakości strony wizualnej „New Books from Poland 2020”, ale sama narracja i pomysł na spot zewsząd spotykają się z mniej lub bardziej łagodną szyderą. Autor „Lali” słusznie podkreśla, że w taki sposób zagraniczni wydawcy nie dowiedzą się absolutnie niczego o ostatnich sukcesach polskiej literatury, potencjale związanym z rozmaitymi adaptacjami czy choćby jakichkolwiek konkretów o polecanych książkach. Rolą spotu reklamowego nie jest oczywiście obrzucanie widza masą szczegółów, ale warto by cel takiej produkcji był jasny.

A przecież obiekcje można mieć też do doboru polecanych tytułów. Pozostawiając kwestie personalne na boku, dziwi dlaczego film emitowany pod koniec 2020 roku w olbrzymiej większości składa się z książek wydanych jeszcze w 2019 (a „Starość aksolotla” to przecież tak naprawdę tekst sprzed pięciu lat). Ostatnia edycja katalogu faktycznie obejmuje również okres zeszłej jesieni, ale czy nie lepiej mimo wszystko stawiać akcentów na rzeczywiste nowości. Bo przecież o ile stworzenie podobnego materiału dotyczącego produkcji filmowych byłoby problematyczne ze względu na problemy wywołane pandemią koronawirusa, to na rynku literackim podobnych zawirowań nie uświadczyliśmy.

Chyba że chodziło o promowanie bardzo konkretnych nazwisk, których poglądy są bliższe decydentom z Instytutu Książki i Ministerstwa Kultury. Ale kierując się takimi pobudkami, nie zajedziemy daleko w promocji wartościowych tytułów poza granicami naszego kraju. Pytania o zasadność przedstawiania takich lub innych autorów dotyczą jednak szerzej działalności naszych instytucji kulturalnych. Sam spot nie jest winny całej sytuacji. Natomiast jeżeli ktokolwiek liczył na jego sukces, to srogo się zawiódł. Ponownie zamiast zachwytów nad Polską słychać kpiny. Sam nie wiem, czy to lepiej, że to Polacy sami się z siebie śmieją.

*Obrazek wyróżniający pochodzi z serwisu YouTube.