1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Plany George’a Lucasa na sagę sequeli Star Wars brzmią naprawdę interesująco

Darth Maul w filmie Gwiezdne wojny: Mroczne widmo

Wiem, nie powinno się kopać leżącego, bo to, co zrobił z sagą Gwiezdnych wojen” Disney to kuriozalny upadek. Nietrudno więc wymyślić coś lepszego. Tym niemniej, niektóre z pomysłów Lucasa na epizody 7-9 brzmią naprawdę interesująco. Z książki „Star Wars Archives Episode 1-3 The Prequels” można dowiedzieć się o ogólnym zarysie planów Lucasa dot. niezrealizowanych sequeli.

Od jakiegoś czasu po sieci krążyły różnego rodzaju plotki bądź zasłyszane gdzieś wypowiedzi samego George’a Lucasa dotyczące jego pomysłu na kontynuację sagi Star Wars. Do niedawna, głównym wątkiem, którym żył internet był pomysł twórcy „Gwiezdnych wojen”, by w trylogii sequeli rozwinąć temat Midichlorianów, czyli mikroskopijnych form życia, które są odpowiedzialne za zdolność posługiwania się Mocą. Społeczność fanów przyjęła ten pomysł dość chłodno, ale teraz pomysły Lucasa mogą w pełni wybrzmieć, gdyż na światło dzienne wychodzi książka „Star Wars Archives Episode 1-3 The Prequels”. Jak sam tytuł wskazuje, jej głównym tematem będzie wszystko to, co związane było z produkcją epizodów 1-3 „Gwiezdnych wojen”. Ale przy okazji można się też z niej dowiedzieć co nieco o zarysie planów Lucasa na epizody 7-9.

Gwoździem programu jest w nich powrót Dartha Maula, który miałby być głównym antagonistą sequeli.

Dla większości fanów uniwersum Star Wars, śledzących to, co dzieje się w obrębie wszelkich produkcji związanych z tym światem, nie jest to żaden szok, bowiem Maul powrócił już m.in. w animowanej serii „Wojny klonów” ładnych parę lat temu. Widzieliśmy go też przez chwilę w filmie „Han Solo. Gwiezdne wojny - historie”. Przy okazji po raz kolejny wychodzi na wierzch niespójność i chaos Disneya, bowiem skoro już go pokazali ponownie w filmie „Solo”, to czemu nie odegrał większej roli w sequelach od Myszki Miki? Aż się o to prosiło. Tym bardziej, że Maul jest jedną z najbardziej udanych i uwielbianych postaci z prequeli.

Jego powrót, choć też wydaje się pójściem na skróty, byłby o wiele lepszym pomysłem na fabułę niż powrót Palpatine’a, który zobaczyliśmy w fatalnym „Skywalker. Odrodzenie”. Darth Maul odgrywał drugoplanową rolę w „Mrocznym widmie”, był raczej „chłopcem na posyłki”, więc jego ewolucja po latach na lorda Sith i następcę nieżyjącego Imperatora ma większy sens oraz ręce i nogi pod względem fabularnym.

Maul miał mieć uczennicę, zwaną Darth Talon (część fanów poznała ją w wersji komiksowej). Oboje razem z Maulem mieli stanąć na czele organizacji przestępczej, która działałaby na zgliszczach Imperium, tym samym powoli budując swoją pozycję. Przyznajcie sami, brzmi to o niebo lepiej niż półżywy zombie-klon Imperatora, prawda?

darth talon komiks

Innym ciekawym wątkiem, który planował Lucas w sequelach, było skupienie się tym razem na postaci Księżniczki/Generał Lei.

O ile prequele obracały się głównie wokół Anakina, a oryginalna trylogia skupiała się na Luke’u, tak sequele z Lei miały uczynić „Wybrańca”. I to też miałoby większy sens fabularny, biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z sagą Skywalkerów. Rey, będąca córką nieudanego klona Palpatine’a, to nie tylko fatalny pomysł, ale i dość mocny policzek w twarz dla tych wszystkich, którzy uważali, że Disney ma na sztandarach szczere chęci reprezentacji kobiet w roli głównej w hollywoodzkim widowisku.

star wars general leia organa

A Lucas, zamiast kombinować jak koń pod górę, po prostu wykorzystał postaci, które już stworzył i każdy je uwielbiał. Disney z kolei zabił Hana Solo, z Luke’a Skywalkera zrobił dziwaka-outsidera, który nie wierzy już w Moc, a Leię na dobrą sprawę... olał, wrzucając na trzeci plan. I co ciekawe, próbował zrobić to, by na ich barkach pokazać światu nowych bohaterów, ale i na nich za bardzo nie potrafił się skupić. Finna w „Skywalker. Odrodzenie” praktycznie nie ma, oglądając całą trylogię ta postać na dobrą sprawę nie ma racji bytu, Poe niby jest, ale niewyraźny, a Rey, jak wspomniałem wyżej, okazuje się potomkinią nieudanego klona Imperatora. Na koniec wszystko załatwia prosty fakt, że postanawia sobie sama przyjąć nazwisko Skywalker. I po temacie.

Wracając do pomysłów Lucasa na sequele - w dużej mierze na przestrzeni trylogii Leia miała czuwać nad odbudową Republiki, podczas gdy Luke miał podróżować po Galaktyce w poszukiwaniu osobników młodych osobników czułych na Moc, by odbudować Zakon Jedi.

George Lucas zdecydował się zarzucić plany nakręcenia sequeli Star Wars między innymi ze względu na narodziny swojej córki, której chciał poświęcić czas, a praca nad kolejną trylogią zajęłaby mu lata. Zapewne, gdy sprzedawał on prawa do marki „Gwiezdnych wojen” Disneyowi liczył, że ten wykorzysta jego pomysły i na ich podstawie stworzy swoje sequele. Pomimo obietnic Disney postanowił jednak pójść swoją ścieżką. Wszyscy wiemy, jak to się skończyło.

Nie twierdzę, że sequele Lucasa byłyby czymś w pełni udanym, szczególnie po prequelach, które osobiście lubię, ale nie jest to w pełni udane kino. Tym niemniej, patrząc na to, co zrobił z marką Star Wars Disney, szczególnie w ostatnim epizodzie, żałuję, że twórca sagi nie dostał okazji powiedzenia ostatniego słowa. Oczywiście, trochę na własne życzenie.