1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Horrory, których nie znacie #4. „Faust” to najpiękniejszy straszny film w historii kina

Kadr z filmu Faust z 1926 roku

Choć „Faust” w reżyserii F.W. Murnaua liczy sobie prawie 100 lat, nadal nie przestaje straszyć i, co ważne, robi to lepiej niż niejeden współczesny horror.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Znacie pewnie literacką wersję „Fausta”, która wyszła spod pióra Goethego, aczkolwiek filmowa inkarnacja tej historii oparta jest bardziej na wyrosłej z folkloru legendzie niż książce. Tym niemniej, szkielet tej opowieści jest podobny we wszystkich przypadkach – alchemik Faust podpisuje pakt z Diabłem, w ramach którego otrzymuje moc do walki z szerzącą się w mieście epidemią dżumy. To jednak zaledwie początek jego pełnej przygód relacji z nadprzyrodzonymi mocami.

Siłą „Fausta” nie jest jednak sama historia, bo ta, nawet w momencie premiery w roku 1926, mogła wydawać się nieco naiwna.

Dzieło Murnaua zapisało się w annałach kina (w tym także w gatunku horrorów) dzięki niesamowitej warstwie wizualnej.

Poszczególne kadry z „Fausta” po dziś dzień należą do najbardziej przerażających obrazów jakie w życiu widziałem. Jednocześnie jest w nich coś poetyckiego, wręcz… pięknego. Murnau posiadał niezwykły i rzadki dar to malarskiej kompozycji kadrów, przy tym potrafił tak świetnie poprowadzić aktorów oraz ekipy techniczne, że można było odnieść wrażenie, że on maluje przed nami swoje wizje na taśmie filmowej w czasie rzeczywistym.

faust film 1926

I są to wizje pełne maestrii, majestatu, fenomenalnie zainscenizowane, skadrowane niczym arcydzieła mistrzów malarstwa. Budzące zachwyt i przerażenie jednocześnie.

Wiem na pewno, że nigdy w życiu nie zapomnę kadru, w którym Mefistofeles objawia się nad filmowym miasteczkiem i sprowadza na nie epidemię dżumy.

Faust 1926 mefisto nad miastem

W tym jednym tylko kadrze spotykają się ze sobą wszystkie wybitne cechy Murnaua jako reżysera i opowiadacza historii. Począwszy na perspektywie wizualnej, a na pracy z miniaturowymi modelami kończąc. Nie wspominając już o tym, że obecnie, w 2020 roku w cieniu pandemii COVID-19, scena ta nabiera zdwojoną siłę i daje do myślenia.

To zresztą w dużej mierze od Murnaua lata później Hollywood „pożyczy” pomysły na widowiskowe produkcje z użyciem miniatur, które kreatywnie wykorzystywane będą jeszcze do lat 90. XX wieku. Jak zapewne wiecie cała oryginalna trylogia „Gwiezdnych wojen” oparta była na modelach przy okazji scen ze statkami kosmicznymi. A i jeszcze „Dzień niepodległości” Rolanda Emmericha z 1996 roku (czyli 70 lat po premierze „Fausta”) pokazywał jak można je nadal imponująco wykorzystywać i wzbudzić zachwyt na widowni.

To, co dla wielu współczesnych widzów, z jakieś względu, jest minusem „starego kina”, czyli czarno-biały obraz i fakt, że to film niemy, w przypadku „Fausta” tylko dodatkowo buduje jeżącą włosy na ciele atmosferę grozy.

To, że postaci z filmu Murnaua mówią, ale nie słyszymy ich głosów; to, że przyprószony starością obraz spowity jest żałobną czernią i bielą – idealnie łączy się to wszystko z równie mroczną historią o śmierci, pojedynku dobra ze złem i miłości w jednym.

Jeśli więc szukacie jakiejś propozycji na „wieczór z dreszczykiem” to szczere radzę wam rozpatrzenie opcji obejrzenia filmu „Faust”. To dzieło należące do pierwszej fali filmów grozy w historii kina, tak więc jest to „straszak” w stanie czystym i esencjonalnym.

Film Murnaua uwiedzie was swoją atmosferą grozy, smutku, jednocześnie opowiadając jakże ludzką historię.

Do tego, spowite to wszystko jest melancholijnym welonem, gdyż, jako że film ten liczy sobie prawie 100 lat (!), wszyscy, których oglądamy na ekranie już dawno przeszli do historii i nie ma ich na tym świecie. Czy może być lepszy sposób, by „ożywić” ich na kilkadziesiąt minut niż poświęcić im swój czas i obejrzeć zapisany na taśmie urywek z ich życia? Tym bardziej, że należy od już do domeny publicznej, więc dostępny jest do oglądania za darmo.

I nie bójcie się tego, że „Faust” jest tak „starym” filmem i w związku z tym wyda się wam bardziej zabawny niż straszny. Oj nie, geniusz F.W. Murnaua polegał na tym, że dał on kinu ponadczasowe sugestywne obrazy, a i od strony technicznej był na tyle sprawny, pomysłowy i wizjonerski, że jego wizje nadal potrafią robić potężne wrażenie, nawet na współczesnym widzu.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.