1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Album „Positions” to klasyczna zapchajdziura, a Ariana Grande stoi w miejscu

Ariana Grande - Positions - okładka płyty

Ariana Grande pędzi niczym błyskawica. Artystka wydaje płyty niemal regularnie w odstępach jednorocznych. „Positions” nie zatrzęsie raczej popową sceną, choć zdziwiłbym się, gdyby album nie znalazł szerokiej grupy fanów.

W pewnym sensie można stwierdzić, że Ariana Grande stoi w miejscu. Krążek „Positions” nie przynosi nic odkrywczego, świeżego czy interesującego względem jej poprzednich dokonań. Oczywiście wierni fani uznają, że to bardzo dobrze - Ariana jest ciągle taka, jaką ją kochają i cały czas dostarcza im to, czego oczekują. Ja oddanym fanem nie jestem, więc roszczę sobie prawo do drobnego ponarzekania.

„Positions” słucha się bowiem przyjemnie, ale nowy krążek Grande trochę jednak... przynudza.

Po pierwsze, może poza Motive, nie ma tu zbyt wielu wyrazistych kawałków, które nie mieszałyby mi się z jej dokonaniami z poprzednich albumów.

Może taki był w sumie cel, w erze streamingu i słuchania kawałków, a nie całych płyt, Grande celowo traktuje wydawane regularnie albumy jako jedną wielką całość swojej biblioteki, która przynależy do poszczególnego krążka tylko dlatego, że takie są wymogi i przyzwyczajenia branży.

W każdym razie, gdy zabieram się za słuchanie płyty popowej, oczekuję paru wyrazistych przebojów. Tym razem tego zabrakło. Wspomniany wcześniej Motive poniekąd trochę ratuje sytuację, ale też nie jest to hicior, który zapisze się w waszej pamięci. Podobnie zresztą jak całe „Position”. Nie dlatego, że to strasznie zły krążek - po raz kolejny mamy do czynienia ze świetną produkcją, a głos Ariany Grande cały czas ma tę samą moc. Tyle, że zaczyna się ona powtarzać. Nie brak też powielania motywów od innych artystów.

Mam wrażenie, że „Positions” to na dobrą sprawę powtórka z „Thank U, Next” i „Sweetner”, w trochę bardziej stonowanym, wolniejszym tempie.

Zapewne miło się tego będzie słuchać na romantycznych jesienno-zimowych wieczorach we dwoje, ale nie jest to już ta sama muzyczna ekstraklasa co poprzednio. No i nie każdy ma ochotę na wtórne pościelówy.

Udane kawałki to utwór tytułowy, choć brzmi on jak coś, co mogłoby się znaleźć na krążku Justina Timberlake’a w 2013 roku.

W miarę ciekawy jest zmysłowy Safety net, ale on brzmi jak dokonanie innego wykonawcy, tym razem The Weeknd. A przy okazji, na „Positions” znajdziemy duet Grande z The Weeknd. Niestety bardzo przeciętny.

Mam nieodparte wrażenie, że „Positions” to typowa zapchajdziura w dyskografii Ariany Grande. Krążek, który powstał z potrzeby wypełnienia nadmiaru przestrzeni artystycznej z powodu pandemii COVID-19. Artystka nie może skomunikować się z fanami na koncertach, więc próbuje w ten sposób. Nie mam nic przeciwko. Nie przeszkadza mi nawet, że „Positions” to krążek tak niewyraźny, sięgający po ograne chwyty. Rozumiem to. Stwierdzam tylko, że ta płyta jej się nie udała.