REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Media
  4. Dzieje się

Rodzice nie chcą „pornografii” w galerii sztuki i oskarżają ministra Glińskiego. A wystarczyłoby nie zabierać tam dzieci

Jednym z celów sztuki od niepamiętnych czasów jest przełamywanie granic i naruszanie dotychczasowych tabu. Nie zawsze łatwo jest jednak ocenić, kiedy coś wciąż można nazwać sztuki a nie już pornografią czy sadyzmem. Właśnie z takim kłopotem zetknęli się przedstawiciele Fundacji Mamy i Taty, którzy protestują przeciwko filmowi z wulgarnym tytułem i treścią.

nóż w piździe galeria arsenał
REKLAMA
265 interakcji
dołącz do dyskusji
REKLAMA

Uwaga, w tym tekście pojawia się słownictwo (i obrazki) nieodpowiednie dla dzieci.

Nie pierwszy i z pewnością nie ostatni raz w historii doszło do poważnych kontrowersji związanych z prowokacyjnymi dziełami pokazywanymi w galerii sztuki. Tym razem padło na wystawę „Strach” otwartą 21 sierpnia w białostockiej Galerii Arsenał i przygotowaną przez kuratorów Nikitę Kadana, Sergeya Shabohina, Monikę Szewczyk, Elizę Urwanowicz-Rojecka i Natalię Vatsadze. Jednym z jej elementów jest bowiem wideo performance zatytułowany „Nóż w piździe” autorstwa ukraińskiej artystki Oksany Andreevy noszącej pseudonim AntiGonna we współpracy z kamerzystą i fotografem Andreiem Boyko.

Według opisu znajdującego się w galerii zestaw 13 materiałów wideo i zdjęć pokazuje podziemne środowisko artystyczne Kijowa w surrealistycznej formie pornohorroru. Bohaterowie łączą się w smutku, narkotycznym poszukiwaniu utopii i perwersyjnych aktach. W samym swym założeniu instalacja ma więc pokazywać chorobę toczącą współczesne społeczeństwo i w żaden sposób nie pochwala sadystycznych czy sadomasochistycznych aktów. Co więcej przed wejściem do pomieszczenia zawierającego prace zebrane jako „Nóż w piździe” znajduje się informacja:

Prace w tej sali przedstawiają akty przemocy oraz brutalne sceny erotyczne. Wstęp tylko dla widzów pełnoletnich.

Przedstawiciele Fundacji Mamy i Taty uznali jednak, że to za mało i wzywają Piotra Glińskiego do wycofania się z finansowania wystawy.

Dyrektor Generalna fundacji Monika Chilewicz i jej prezes Marek Grabowski w specjalnym poście wyrażają zaniepokojenie dołączeniem do „Strachu” materiałów, które w ich ocenie przedstawiają sadystyczną pornografię, umniejszają godność kobiety i budzą głęboką odrazę wśród odbiorców. Uważają też za skandal fakt, iż wystawa przygotowana przez Galerię Arsenał (notabene słynącą z pokazywania podobnych prowokacyjnych dzieł) jest współfinansowana ze środków Ministerstwa Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i współorganizowana przez Narodowe Centrum Kultury.

Fundacja Mamy i Taty apeluje w takiej sytuacji o wycofanie finansowania przez ministra Piotra Glińskiego, usunięcie performance'u Antigonny, a także podciągnięcie do odpowiedzialności osób, za sprawą których to „skandaliczne dzieło sztuki” znalazło dostęp do opinii publicznej.

Podobnych kontrowersji nie brakowało w przeszłości wobec najwybitniejszych dzieł sztuki.

Jak widać na przygotowanych przez oburzonego odwiedzającego filmikach „Nóż w piździe” faktycznie pełen jest brutalnych scen pokazujących bohaterów i bohaterki performance oddające się sadystycznym aktom. Na podstawie pociętych fragmentów i amatorskich kadrów nie sposób jednak na poważnie oceniać jakości dzieła Oksany Adreevy. Szczególnie w kontekście całej wystawy. Nie przeszkodziło to jednak Chilewicz i Grabowskiemu w odsądzaniu artystki i organizatorów od czci i wiary.

REKLAMA

Ich życzenie, by kuratorzy „Strachu” wystawiali tam dzieła w typie „Krzyku” Edwarda Muncha, jest przejawem nie tylko naiwności związanej z możliwościami polskich galerii sztuki, ale też poniekąd apelem o kopiowanie istniejących rozwiązań. A to trudno uznać za prawdziwy przejaw artystycznej duszy. Bez względu na to jak ocenimy „Nóż w piździe”.

Nie mam też bynajmniej zamiaru porównywać ukraińskiego zestawu filmików do takich arcydzieł jak „Pochodzenie świata” Gustave'a Courberta czy obrazy Egona Schielego, które były przez część współczesnych im odbiorców uznawane za pornografię. Ani do fotografii Jeffa Koonsa i Roberta Mapplethorpe'a, które wciągały elementy wprost zaczerpnięte z porno do świata sztuki. Ocenę instalacji Antigonny też zostawiam osobom, które faktycznie miały okazję ją oglądać. Czy jednak warto przyklaskiwać inicjatywom wzywającym do cenzury, przez osoby, które nawet nie mają zamiaru zapoznawać się z zaprezentowanym dziełem? Pokazywanym z jasnym komunikatem, że odbiorca będzie mieć do czynienia z tworem kontrowersyjnym i przeznaczonym dla dorosłego widza? Mam bardzo poważne wątpliwości.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA